W rozmowie z Szymańskim nie padają żadne konkrety - ani co do meczów, które zostały kupione przez kluby, w których działał sponsor, ani co do nazwisk zamieszanych w aferę działaczy, trenerów, czy piłkarzy. To raczej osobiste wyznanie - opowieść o mechanizmach z jakimi zetknął się Szymański działając w polskiej piłce.
- Wiedziałem o co w niej chodzi, ale dopiero po awansie do ekstraklasy ze Świtem zorientowałem się... o co tak naprawdę chodzi - opowiada Szymański, właściciel firmy wędliniarskiej Lukullus.
- Po rundzie jesiennej pozbyłem się jakichkolwiek złudzeń. Zdobyliśmy wtedy pięć punktów. Były mecze, w których w ostatnich minutach regularnie gwizdano karne przeciwko nam. Wtedy pomyślałem sobie, że w naszej piłce nie może być uczciwie - mówi Szymański. Zorientował się, że tym wszystkim rządzi "jakiś układ" i nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć. Albo jesteś w układzie, albo nie. Jeśli nie, to spadasz z ligi i tracisz pieniądze, które zainwestowałeś. Trenerzy i piłkarze przychodzili i mówili "Prezesie, widzisz jak nas kręcą". "My też potrzebujemy czegoś na organizację meczu" - Szymański wtedy postanowił "wspomóc" swoją drużynę.
Mówi, że płacił wyłącznie pośrednikom - tajemniczym osobom, "które kręciły się wokół klubu". Nie podaje nazwisk, ale wymienia kwoty: 10-12 tys. zł za mecz. Nie wie jak te pieniądze były dzielone - ile dostawali sędziowie, ile obserwatorzy, a ile brał pośrednik. Dodaje, że pieniądze na łapówki nie pochodziły z żadnego tajnego funduszu w klubie, ale z jego prywatnej kasy: - Zamiast dawać pieniądze na potrzebujące
dzieci, dawałem na mecze.
Szymański podkreśla, że w Widzewie też kupował mecze, ale był jedyną osobą, która o tym wiedziała. - Nikt inny nie wiedział. Zbigniew Boniek nic nie wiedział - zaznacza.
Opowiada, że nigdy nie zapomni nocy spędzonej w zeszłym tygodniu we wrocławskim areszcie (po przesłuchaniu przyznał się do winy). - Usiadłem na pryczy i zacząłem się zastanawiać po co mi to wszystko było - wzdycha Szymański, od którego kilka lat temu zaczęła się... walka z korupcją w piłce, po tym jak ujawnił, że piłkarze Świtu sprzedali mecz barażowy Szczakowiance.
Szymański mówi, że nie wierzy w czystą ligową piłkę w Polsce. Jego zdaniem do 2004 r., gdy w życie weszły nowe, ostrzejsze przepisy antykorupcyjne, nie było nikogo, kto nie otarłby się o korupcję.