- Oba gole strzelili po faulach na nas. Widocznie to jest wszystko, na co ich stać. Niech awansują do ekstraklasy, może tam jest miejsce dla takich ludzi - kapitan "Zielonych" Tomasz Magdziarz był bardzo wzburzony, gdy opuszczał boisko po meczu. - Rozumiem, że ktoś może nie uznawać zasad fair play, ale bez przesady. Po ewidentnych faulach najpierw na boisku leżałem ja, potem Damian Pawlak, Widzew powinien wybić piłkę na aut.
Pierwsza ze spornych sytuacji miała miejsce w 61. min. Widzew przeprowadził kontrę, po której
Darvydas Sernas był z futbolówką sam z bramkarzem Warty Łukaszem Radlińskim. Litwin podał na środek do Marcina Robaka, a ten strzelił do siatki między obrońcami Warty. Kontra zaczęła się jednak po tym, jak na murawę został powalony Tomasz Magdziarz. - Mogliśmy zatrzymać akcję, ale Magdziarz już wstawał, krzyknąłem więc do kolegów: "wstał, graj" - tłumaczył kapitan Widzewa, Jarosław Bieniuk. - Dziwili się, że wstałem. Sorry, ale jestem takim zawodnikiem, który walczy do końca, więc skoro nie wybili piłki, to chciałem grać dalej - mówił Magdziarz.
Trener Warty Marek Czerniawski nie narzekał na okoliczności straty pierwszego gola. - Zachowaliśmy się jak przedszkolacy, powinniśmy przerwać akcję - stwierdził i dodał, że druga bramka padła w kontrowersyjnych okolicznościach. - Arbiter nie odgwizdał faulu, a potem pozwolił grać, gdy nasz zawodnik leżał na murawie. Do tego - o ironio - po odbiciu piłki od arbitra, napastnik Widzewa strzelił gola. Mam pretensje do zawodników z
Łodzi za drugą bramkę - mówił Czerniawski.
W 71. min z murawy nie podnosił się Damian Pawlak, a do bramki Warty ładnym, precyzyjnym strzałem w dolny róg trafił Sernas. - Sernas to typowy napastnik. Piłka spadła mu na nogę, to strzelił. Nawet nie oglądał się, czy ktoś leży - opowiadał Bieniuk. - W polskiej lidze za dużo leżymy na murawie. Może sędzia powinien przerwać grę, być może trzeba było wybić piłkę. Jednak jesteśmy uczeni, że dopóki noga nie jest złamana, to trzeba grać, bo przeciwnik jest bezlitosny. To może nauczka dla Warty na przyszłość. Muszę liczyć na siebie, a nie na przeciwnika.
Wątpliwości nie miał Damian Seweryn. - W drugiej połowie Widzew grał w dwunastu - grzmiał pomocnik Warty. - Gdybyśmy dali sędziemu czerwoną koszulkę, to na pewno byśmy nie widzieli różnicy. Sędzia zagrał "klepę" z zawodnikiem Widzewa. I to w sytuacji, gdy nasz piłkarz leży powalony na ziemi. I nie udaje, bo nie jest potem w stanie kontynuować gry - mówił.
Seweryn powinien jednak uderzyć się w pierś. W pierwszej połowie miał idealną sytuację, by Warta prowadziła. W sytuacji sam na sam z Maciejem Mielcarzem najpierw źle przyjął piłkę, a potem kopnął wprost w bramkarza Widzewa. Dzięki temu jeszcze lepszą okazję miał Pawlak, ale jakimś cudem trafił w stojącego na linii bramkowej Tomasza Lisowskiego. Okazję miał też Tomasz Bekas. Zaprezentował on swój firmowy strzał z rzutu wolnego, nazywany "spadającym liściem", ale Mielcarz pozostał niepokonany.
Widzewiacy długo nie stwarzali groźnych sytuacji w ofensywie, a symboliczny był fakt, że po półgodzinie gry Łukasz Radliński musiał się rozgrzewać przed swoją bramką. Dopiero pod koniec pierwszej połowy bramkarza Warty strzałami niepokoili Marcin Robak i Łukasz Broź. Po meczu łodzianie tłumaczyli: - Musieliśmy się przyzwyczaić do tej kiepskiej murawy.
W drugiej połowie Widzew szybko zaatakował. Pierwszym ostrzeżeniem dla Warty był groźny strzał Brozia, poprzedzony slalomem między obrońcami Warty, ładnie obroniony przez Radlińskiego. Drugiego ostrzeżenia już nie było.
Przy stanie 0:2 Warta próbowała atakować, kilka razy udawało jej się dostać w okolice pola karnego łodzian, ale w nim nie mieli już żadnych atutów.
Warta
Poznań - Widzew
Łódź 0:2 (0:0)
Bramki: 0:1 Robak (61. min), 0:2 Sernas (71.)
Warta: Radliński - Marciniak, Jankowski, Strugarek, Otuszewski -Bekas
Ż (83. Ngamayama), Seweryn - Magdziarz, Reiss, Iwanicki (77. Miklosik) - Pawlak (73. Kaźmierowski).
Widzew: Mielcarz - Ukah, Szymanek, Bieniuk, Lisowski - Broź, Panka, Kuklis, Sernas (89.
Madera), Grzelczak (60. Oziębała) - Robak.
Sędziował Marek Karkut z Warszawy
Widzów 2,2 tys.