- Za dwa lata Warta będzie obchodziła stulecie powstania, a ma teraz problemy, więc zaprosiliśmy przedstawicieli klubu na rozmowę o tym, jak te problemy rozwiązać - mówi wiceprezydent Hinc. Dziewięcioosobowa delegacja Warty gościła wczoraj, wczesnym popołudniem, w Urzędzie Miasta.
- Najważniejsza wiadomość jest taka, że będziemy mieli gdzie grać w nowym sezonie - stwierdził po wyjściu z sali prezes sekcji piłki nożnej Warty Janusz Urbaniak.
To był jeden z problemów zespołu z Dolnej Wildy. Tamtejszy stadionik Warty z trudem spełnia obecne wymogi licencyjne pierwszej ligi. Nowych, które będą obowiązywały od nowego sezonu, już nie ma szans spełniać. Dlatego "Zieloni" muszą się z niego wyprowadzić.
Po wczorajszym spotkaniu jest już pewne, że Warta w nowym sezonie zgłosi Stadion Miejski jako miejsce rozgrywania swoich spotkań ligowych. Wiceprezydent Hinc potwierdza: - Taka deklaracja padła. Na Stadionie Miejskim, obok Lecha, będzie występowała również Warta i myślę, że nie będzie żadnej kolizji interesów. Przykłady wielu miast w Europie, gdzie na jednym stadionie grają piłkarze dwóch klubów, pokazują, że te interesy można pogodzić. Stadion Miejski może być naszym odpowiednikiem mediolańskiego San Siro.
Tylko, czy Wartę będzie stać na korzystanie z obiektu przy ul. Bułgarskiej i jak jej plany potraktuje nowy operator Stadionu Miejskiego? - Póki co to miasto decyduje o tym, kto będzie użytkował w najbliższym czasie stadion i my dajemy zgodę Warcie - przypomina Hinc. - Wyłanianie operatora jeszcze trochę potrwa, a kwestię wynajmu stadionu Warcie na pewno przedyskutujemy z operatorem. Oczywiście i Lech, i Warta będą musiały podpisać umowę z nim. Nie może być jednak tak, że zespół, który będzie ściągał na trybuny mniej widzów, będzie eliminowany - mówi wiceprezydent i dodaje: - Dla przyszłego operatora rozwiązanie, w którym ze stadionu korzysta więcej drużyn, jest więcej widzów i większe zainteresowane, jest bardziej korzystne z ekonomicznego punktu widzenia.
Prawo gry przy ul. Bułgarskiej to jednak tylko połowiczny sukces Warty. Piłkarze pierwszej drużyny i grup młodzieżowych wciąż będą trenowali na Dolnej Wildzie. A warunki są tam - delikatnie mówiąc - średnie. Dotyczy to zarówno boisk i budynku klubowego. - Budynek nie spełnia żadnych norm cieplnych - przypomina prezes Urbaniak. Szansą na budowę nowej siedziby ma być przekazanie terenów Warty pod zarządzanie POSiR. Zresztą nie tylko budynku - powstałoby tam również pełnowymiarowe boisko ze sztuczną trawą. O tym też wczoraj rozmawiano w magistracie.
Podczas spotkania władze Warty dostały też dość wyraźny sygnał - jeśli nie zdarzy się nic nadzwyczajnego, klub nie ma co liczyć na własny stadion, na którym piłkarze mogliby rozgrywać mecze. - Dla nas istotniejszy jest kompleks na Golęcinie [ma zostać wyremontowany po przejęciu z rąk policji - red.] niż szukanie dodatkowych miejsc, gdzie miasto wydawałoby pieniądze - wyjaśnia Hinc.
Na środki z miejskiej kasy Warta nie ma więc w najbliższym czasie co liczyć. Sama trybuny na kilkanaście tysięcy osób i podgrzewanego, oświetlonego boiska sobie nie wybuduje. Po spotkaniu zmalały też nadzieje szefów klubu na to, że znajdą oni inwestora na wspomniane prace. Musiałby się bowiem znaleźć ktoś, kto wybuduje stadion, a w zamian dostanie np. pomieszczenia pod trybuną. - Tereny, które użytkuje Warta, są przeznaczone na sport - przypomina Hinc. - Dlatego można tam zbudować tylko obiekty sportowe. Dodatkowe funkcje mogą być różnorakie, ale nie zgodzimy się, by zbudowano tam obiekt przede wszystkim komercyjny.
Mimo to Warta ma szukać inwestora, który pomoże jej wrócić na Drogę Dębińską. Poszukiwania mają być łatwiejsze, bo wczoraj władze miasta zdecydowały, że wkrótce podpiszą z Wartą umowę dzierżawy terenów, z których korzysta. Z tym dokumentem klub będzie mógł rozmawiać o inwestycjach. - Prezydent Grobelny dał nam zielone światło. Jak kogoś znajdziemy, mamy się do niego zgłosić - mówi Urbaniak.