- Gdybyśmy teraz ogłosili, że naszym celem jest awans, bylibyśmy śmieszni - mówi Damian Seweryn, jeden z nowych graczy "Zielonych". Warta zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli, ale zalicza się ją do grona kandydatów do walki o awans.
Skąd u ligowego średniaka aspiracje sięgające ekstraklasy? Przecież nie tłumaczy ich ani stan klubowej kasy (Warta jest jednym z najbiedniejszych klubów w lidze), ani zimowe transfery. Na Dolną Wildę trafiło w tej przerwie co prawda aż sześciu zawodników. Czterech z nich wprost z klubów ekstraklasy i od razu do pierwszej jedenastki Warty. Artur Marciniak z
GKS Bełchatów, Szymon Kaźmierowski z Polonii
Warszawa, Krzysztof Strugarek z Polonii Bytom czy Damian Seweryn z Piasta Gliwice to jednak zawodnicy, którzy jesienią grali w swoich klubach niewiele albo wcale. Mimo to w Warcie są cennymi wzmocnieniami, bo też w składzie były spore dziury do załatania - po tym jak z Poznania do bardziej pewnych finansowo klubów odeszli Adrian Bartkowiak, Marcin Klatt i Marcin Wojciechowski.
Bilans kadrowych zysków i strat może wyjść jednak Warcie na plus. Bartkowiak był liderem obrony. Ta bez niego nie musi jednak być słabsza, skoro parę stoperów znów tworzą Błażej Jankowski i Strugarek. Rok temu wiosną radzili sobie świetnie. Teraz u boku mają jeszcze Marciniaka, który w sparingach grał bardzo pewnie.
W drugiej linii za Wojciechowskiego przyszedł Seweryn. Gracz bardziej doświadczony i uniwersalny - może grać na obu skrzydłach, a także w roli defensywnego pomocnika. Seweryn ma też sporo cech przywódczych, doradza kolegom, a nawet kieruje ich grą. Na tej wymianie Warta też może nie stracić.
Jak będzie w ataku? Klatt strzelił jesienią dziesięć goli, długo był liderem klasyfikacji strzelców. Teraz ma go zastąpić Kaźmierowski, który pierwsze bramki dla Warty zdobył dopiero w ostatnim sparingu, z drużyną z siódmej ligi. To nie wróży za dobrze. Trzeba jednak pamiętać, że Klatt zyskał bardzo na przyjściu do zespołu Piotra Reissa. To przy nim tak naprawdę się odbudował. Może to samo spotka Kaźmierowskiego?
- Mamy silniejszy zespół niż jesienią - zapewnia dyrektor sportowy Zbigniew Śmiglak. Jeśli tak jest faktycznie, to Warta znów powinna być groźna dla faworytów. Lepiej opłacane zespoły gubiły z "Zielonymi" wiele punktów, co świadczy, że biedna i niedoceniana Warta faktycznie ma spore możliwości. Czy obecny zespół zachował tamtą moc, przekonamy się dość szybko, bo w dwóch pierwszych meczach poznaniacy zmierzą się z drużynami, które o ekstraklasie nie boją się mówić (Dolcan Ząbki) lub mówią jako o czymś oczywistym (Widzew
Łódź, który przyjedzie do Poznania za tydzień).
- Potencjał mamy duży i trzeba go wykorzystywać w każdym meczu. Nie można grać w kratkę, czyli po bardzo dobrych meczach z faworytami gubić punkty ze słabszymi - mówi nowy trener Warty Marek Czerniawski. Wiele po Bogusławie Baniaku nie zmieniał. Zespół będzie grał tym samym systemem (1-4-2-3-1) z Reissem jako centralną postacią. - Walczymy o zwycięstwo w każdym meczu i zobaczymy, jak to się ułoży - twierdzi Reiss.
Odrobienie 12 pkt do Widzewa jest nierzeczywiste, sześciu do uzbrojonej po zęby Pogoni
Szczecin - mało realne. Mimo wszystko to jednak bardziej prawdopodobny scenariusz niż ten, że na Dolnej Wildzie pojawi się wypatrywany przez lata inwestor. A zdobycie milionów, które na starcie są do podjęcia w ekstraklasie, zależy tylko od piłkarzy.