Zanim Warta udała się wczoraj do Lubonia, w siedzibie klubu odbyła się konferencja prasowa przed startem piłkarskiej wiosny. - Do miejsca dającego awans, tracimy tylko sześć punktów. To są dwa wygrane mecze, więc nie jest powiedziane, że nie włączymy się do walki o awans - mówił nowy piłkarz Warty Damian Seweryn, który jako pierwszy wyrwał się do odpowiedzi o cele zespołu na drugą część sezonu.
Seweryn to jeden z czterech nowych zawodników w ekipie z Dolnej Wildy, którzy będą wiosną podstawowymi graczami. Poza doświadczonym pomocnikiem są to Artur Marciniak, Szymon Kaźmierowski i Krzysztof Strugarek. Zmiany w wyjściowym składzie będą więc spore, ale takie też były ubytki po jesieni. Odeszli przede wszystkim lider obrony Adrian Bartkowiak, jeden z najlepszych strzelców ligi Marcin Klatt oraz Marcin Wojciechowski, który w ostatnich dniach okna transferowego zatrudnił się w Zniczu Pruszków. - Straciliśmy bardzo ważnych zawodników, ale przyszli godni zastępcy - uważa kapitan drużyny Tomasz Magdziarz. - Czy jesteśmy mocniejsi niż jesienią? Mam nadzieję, że znajdzie to odbicie na boisku i w zdobyczach punktowych - stwierdził Piotr Reiss i dodał: - Chcemy awansować, ale głośno o tym nie mówimy. Będziemy walczyli o zwycięstwo w każdym meczu i zobaczymy, co się urodzi.
- Gdybyśmy teraz ogłosili, że naszym celem jest awans, bylibyśmy śmieszni - zauważył Seweryn. Dlaczego? - Nie możemy zapominać, że jesteśmy biedni. Po raz pierwszy od pięciu lat nie pojechaliśmy na obóz. Mecz w Luboniu to będzie nasz pierwszy raz na naturalnym boisku w tym roku - tłumaczył Magdziarz. - Chwała za to, że możemy zagrać tam i potrenować za darmo, że pojedziemy w środę na trening do Opalenicy, że ktoś przywiezie
obiad do klubu. Zmiany w klubie powoli idą w dobrym kierunku, atmosfera w zespole jest super, ale bez pieniędzy wszystko może się popsuć i może nie być wyniku - mówił Magdziarz.
A w ostatniej próbie przed sobotnim meczem z Dolcanem Ząbki Warta odniosła najwyższe sparingowe zwycięstwo tej wiosny. Mecz na świetnie przygotowanym boisku w Luboniu został poprzedzony... odtworzeniem hymnu Ligi Mistrzów. Swoje pierwsze bramki dla Warty strzelił Szymon Kaźmierowski i przywrócił nadzieje, że będzie w stanie zastąpić Marcina Klatta. Nadzieje ostatnio mocno nadwątlone, gdyż w dotychczasowych grach napastnik ściągnięty z Polonii
Warszawa nie trafił do siatki ani razu. Dwoma golami w Luboniu poprawił humor trenerowi Markowi Czerniawskiemu. - Może nie strzelał dlatego, że graliśmy na sztucznych boiskach - żartował szkoleniowiec, a potem na poważnie pochwalił Kaźmierowskiego za dobre decyzje pod bramką rywala i gole zdobyte w nie takich łatwych sytuacjach.
Cały mecz w Stelli rozegrał znany z występów w Lechu i Warcie Krzysztof Piskuła. O ile w pierwszej połowie jego drużyna potrafiła się czasem odgryźć poznaniakom, to w drugiej części mecz toczył się już na jedną bramkę. Tę gospodarzy. Warta była wówczas złożona z graczy rezerwowych (plus Tomasz Magdziarz, który w Ząbkach nie zagra z powodu żółtych kartek), a zdobyła w tej części aż siedem goli.
Stella Luboń - Warta
Poznań 1:11 (1:4)
Bramki: 0:1 Kaźmierowski (9. min), 0:2 Pawlak (20.), 0:3 Kaźmierowski (24.), 1:3 T. Smura (36.), 1:4 Reiss (40., karny), 1:5 Mazurek (53.), 1:6 i 1:7 Miklosik (66. i 67.), 1:8 Rojewski (75.), 1:9 Ignasiński (79.), 1:10 Miklosik (82.), 1:11 Rojewski (86.)
Warta w I połowie: Radliński - Marciniak, Jankowski, Strugarek, Otuszewski - Seweryn, Bekas - Pawlak, Reiss, Iwanicki - Kaźmierowski.
Warta w II połowie: Miszczuk - Ignasiński, Wichtowski, Przybyszewski, Smuniewski - Miklosik, Laskowski - Magdziarz, Loliga, Mazurek (67. Jerszyński) - Rojewski.