Nie chodzi o to, że gdy Bakero obejmował drużynę, ta była w stanie wygrywać z Manchesterem City w Lidze Europejskiej 3:1, a dziś nie jest zdolna choćby zremisować u siebie z
GKS Bełchatów, z którym w piątek poległa sensacyjnie 0:1. Nawet o to, że taktykę hiszpańskiego szkoleniowca odczytują i ogrywają trenerzy stawiający dopiero pierwsze kroki w polskim futbolu czy nauczyciele wf. - twarde utrzymywanie Bakero na stanowisku oznacza nie tylko bezustanne upokorzenia dla kibiców, ale także wymierne straty finansowe. I to nie tylko te przyszłe, które mogą wiązać się z możliwym, coraz bardziej realnym brakiem awansu do europejskich pucharów. Lech traci już dziś.
Na mecz z GKS przyszło 10 tys. wygłodniałych piłki po przerwie zimowej fanów. Pełni optymizmu, dobrej wiary i chęci obejrzenia nowego Lecha, który zapomniał już o wpadkach zeszłego roku. Dostali w ofercie niedopracowanego gniota niskiej jakości, którego musieli skonsumować w zimnie, śniegu i wodzie.
Nic gorszego Lech nie mógł wymyślić - to klasyczny strzał w stopę. To jakby próba wybicia z głowy pomysłu na chodzenie na Bułgarską nawet tym niedobitkom, którzy jeszcze mają na to ochotę.
Prezes Rutkowski jest dość dobrym biznesmenem, aby szybko policzyć sobie, ile będzie kosztowała go ta ekstrawagancja polegająca na oddaniu w ręce Bakero kolejnych tygodni, miesięcy
pracy nad zespołem. Jak kosztowna jest wiara, którą w nim pokłada. Iluzja, o której marzy, że w jakiejś nieokreślonej przyszłości Lech zacznie grać wedle nakreślonej przez Hiszpana idei, utrzymywać się przy piłce, zmuszać rywali do gonienia za nią, przewyższać ich piłkarsko.
Trzeba przyznać, że gdy rozmawia się z trenerem Bakero o takiej wizji gry i takiej koncepcji Lecha, brzmi to kusząco. Pewnie gdyby poprzestać na wysłuchaniu gwiazdy FC Barcelony, jak poprzestał prezes Rutkowski, można by ulec zauroczeniu. Jest jednak jeszcze praktyka, która pokazuje wyraźnie, że realizacji tej idei nie tylko nie ma, ale nawet nie ma na nią widoków. Przemiana Lecha w nowoczesny zespół pod ręką Bakero to miraż.
W piątek wieczorem to nie GKS Bełchatów biegał bezradnie za grającym piłką Lechem, lecz odwrotnie. - Kierunek, w którym idziemy, jest słuszny - mówi Bakero, ale po meczu z bełchatowianami można odnieść wrażenie, że jest jeszcze gorzej, niż było. Lech nie tylko nie zrobił kroku na drodze do pięknej gry. Znów zrobił krok wstecz.
Pytanie zatem, co teraz zrobi prezes Rutkowski, skoro Bakero po raz kolejny rozczarował? W sytuacji, w której Lech się znalazł, należałoby chyba postawić pytanie dużo bardziej dramatyczne: na co prezes Rutkowski jeszcze czeka? Na kolejne rozczarowania, wpadki, straty punktów? Czy naprawdę nie wystarczy?
Pytanie dramatyczne, bo i dramatyczna jest sytuacja Lecha, a nie jest to przecież ocena sytuacji wyrażana przez dziennikarzy. To syn właściciela Piotr Rutkowski mówił - zapewne nie bez racji - że brak miejsca dla Lecha w pierwszej trójce będzie katastrofą, także finansową. To wiceprezes klubu Arkadiusz Kasprzak nadmieniał, że drugi z rzędu brak awansu do pucharów oznacza być może kres Kolejorza w takim kształcie, w jakim obecnie go znamy. A skoro tak, skoro sytuacja jest tak trudna, skoro brakuje pieniędzy na transfery, na utrzymanie drużyny, a sponsorzy - nawet strategiczni - wkrótce zakończą współpracę, to należy powtórzyć: na co Lech czeka?