Pierwszy był Derby Mankinka. Pomocnik urodzony w Zimbabwe, ale reprezentujący Zambię, trafił do Lecha
Poznań wiosną 1992 r. Dwa lata wcześniej był gwiazdą Pucharu Narodów Afryki na boiskach Algierii, dotarł tam ze swoją drużyną do półfinału, ostatecznie przyszły lechita musiał się zadowolić trzecim miejscem w turnieju. W 1992 r. Derby Mankinka znów grał pełne mecze, jednak Zambia zakończyła swój udział w mistrzostwach Afryki w ćwierćfinale.
Dziś trudno sobie wyobrazić taki transfer, ale wtedy podstawowy zawodnik silnej reprezentacji z Afryki przeniósł się do Lecha Poznań. Jego przyjście wywołało gigantyczne zainteresowanie publiczności. Sparingowy debiut Derby Mankinki obejrzało aż 5 tysięcy ludzi! Pierwszy czarnoskóry piłkarz "Kolejorza" zginął 25 kwietnia 1993 r. w katastrofie lotniczej. Kadra Zambii leciała samolotem po meczu eliminacyjnym do... Pucharu Narodów Afryki.
Podobny staż do Derby Mankinki na tym piłkarskim święcie Czarnego Lądu miał inny lechita, Sekou Drame (grał w
Poznaniu od 1995 do 1998 r., z krótką przerwą na występy w Dyskobolii Grodzisk). Gwinejczyk brał udział w trzech turniejach PNA: w 1994 r. w Tunezji, cztery lata później w Burkina Faso (w obu był podstawowym graczem) oraz w 2004 r., znów w Tunezji, gdzie jednak wyszedł na boisko tylko na kilka minut w pojedynku z gospodarzami. W Poznaniu był ulubieńcem publiczności, nic więc dziwnego, że kolejni zawodnicy z Afryki przyjeżdżali tu coraz częściej.
Wśród licznych zawodników, którzy trafiali na Bułgarską, byli m.in. George Mbwando (pomocnik/obrońca z Zimbabwe zaliczył w Lechu 10 występów jesienią 1996 r., potem wyjechał do Niemiec i jako zawodnik klubów z niższych lig tego kraju trafił na PNA w 2004 i 2006 r.) czy Gift Muzadzi (bramkarz kadry Zimbabwe, zagrał w niej na PNA w 2006 r.; w Lechu zaliczył 20 występów w sezonie 1995/96).
Listę wielkopolskich uczestników mistrzostw Afryki uzupełnia jeszcze Edelbert Dinha, który grał z kadrą Zimbabwe na turnieju w 2006 r. Nic dziwnego, że trafił do reprezentacji, bo był wtedy zawodnikiem silnego klubu Orlando Pirates z RPA. W Wielkopolsce zaliczył zaledwie epizodyczne trzy występy w barwach Sokoła Tychy, jesienią 1994 r. Są na tej liście także Emmanuel Ekwueme i Abraham Ghana Loliga. Ten pierwszy to Nigeryjczyk, postać niezwykle barwna, tyleż dobry piłkarz, co niesłowny człowiek. W Lechu nie zagrał, mimo że podpisał kontrakt - wybrał jednak Aris Saloniki. Do Poznania trafił dopiero w 2007 r., gdy na sezon został zawodnikiem Warty. Było to niespełna trzy lata po tym, jak "Tolek" Ekwueme świętował z Nigerią brązowy medal PNA w 2004 r.
Na turnieju w 2000 r. był z kolei Abraham Ghana Loliga, ale jako 17-latek był tam tylko szeregowym członkiem kadry Burkina Faso. W Wielkopolsce grał w Polonii Nowy Tomyśl, Warcie Poznań, a ostatnio w Nielbie Wągrowiec. Wystąpił tam tylko w czterech meczach, w ostatnim na początku sierpnia 2011 r. Potem Nielba rozwiązała z nim kontrakt, po tym jak zawodnik uczestniczył w bójce. Doznał w niej obrażeń, które uniemożliwiały mu treningi.
Wpis w CV nie działa - To już jest specyfika Afryki. Fakt, że ktoś jest w kadrze reprezentacji na Puchar Narodów Afryki, wcale nie oznacza, że jest w grupie kilkunastu najlepszych piłkarzy z danego kraju - uważa Jerzy Kopa, który był na sześciu mistrzostwach Czarnego Lądu. - W prawie każdej drużynie są zawodnicy z najlepszych klubów europejskich i to oni grają w reprezentacji pierwsze skrzypce. Obok nich są w kadrze piłkarze, którzy mogli dostać powołanie dzięki rozmaitym układom - dodaje.
Dlatego za sam wpis w piłkarskim CV "uczestnik Pucharu Narodów Afryki" trudno dziś znaleźć klub. Także w Polsce. - Moda na piłkarzy z Afryki minęła już w naszym kraju - uważa Jerzy Kopa i twierdzi, że stało się tak ze względu na rasistowskie zachowania wobec zawodników, zimno, które odstrasza ich od przyjazdu nad Wisłę, czy różnice kulturowe: - Zawodnikom urodzonym w Afryce trudno jest porzucić swoje przyzwyczajenia i szybko przestawić się na europejski styl pracy. Pojawiają się problemy wychowawcze, także ze względu na niewystarczające wykształcenie czy niższą kulturę osobistą. To dotyczy nie tylko zawodników, którzy trafiają do Polski. A szkoda, bo ten kontynent ma ogromny potencjał.
Potrzebna kupa szczęścia Lech Poznań przez wiele sezonów nie zatrudniał zawodnika z Afryki. - Ciężko się aklimatyzują - można było usłyszeć w klubie. Przed przejęciem Lecha przez Amicę (2006 r.) ostatnimi, którzy grali przy Bułgarskiej, byli Senegalczyk Pape Samba Ba i Ebrahima Ibou Sawaneh z Gambii. Zarząd "Kolejorza" dopiero półtora roku temu zrobił wyjątek dla Joela Tshibamby, ale po jednej rundzie pozbył się bezproduktywnego i niesfornego napastnika urodzonego w Demokratycznej Republice Konga. - Nie ma cudów. Żeby do Polski sprowadzić z Afryki dobrego piłkarza, trzeba mieć kupę szczęścia - przyznaje Jerzy Kopa i tłumaczy: - Kluby z najsilniejszych piłkarsko państw mają tam swoich rezydentów, którzy przez 8-10 miesięcy wypatrują najbardziej utalentowanych zawodników. Potem, "na gotowe", przyjeżdżają trenerzy i oceniają, czy z wybranych chłopaków będą piłkarze. Taki system opłaca się klubom. Ale dobrą robotę dla klubów ze swoich krajów wykonują też europejscy selekcjonerzy afrykańskich reprezentacji. O jednym Holendrze słyszałem, że przez dwa czy trzy lata swojej pracy podesłał do ojczyzny 60 zawodników!
Wolą Katar od Polski Jak wyliczył znawca afrykańskiej piłki Michał Zichlarz na swojej stronie Afrykagola.pl, na trwającym właśnie w Gabonie i Gwinei Równikowej turnieju są zawodnicy z 58 lig świata. Aż 62 graczy występuje na co dzień we Francji, 16 w Hiszpanii, 15 w Anglii, 14 w Niemczech, 12 w Turcji.
Polska ekstraklasa, w której grają reprezentanci Burkina Faso Prejuce Nakoulma i Abdou Razack Traore, jest na szarym końcu. - Zdolni piłkarze, którzy nie trafią do silnych klubów w Europie, wybierają bogate ligi Kataru czy Arabii Saudyjskiej - wyjaśnia Jerzy Kopa.
Gwiazda z Barcelony Na koniec przypomnienie historii Innocenta Hamga, piłkarza, który w 2000 r. wznosił do góry Puchar Narodów Afryki, a który omal nie został piłkarzem Lecha. Do Poznania Kameruńczyk trafił z polecenia Piotra Świerczewskiego, jako były zawodnik Barcelony (drużyny rezerw) i Espanyolu
Barcelona. Lewonożny obrońca spodobał się ówczesnemu trenerowi "Kolejorza" Czesławowi Michniewiczowi. - Hamga zna tylko francuski i tylko Piotr Świerczewski potrafi się z nim dogadać. A obrońca musi dużo mówić i krzyczeć na boisku. Gdyby nie język, pewnie wystawiłbym go już przeciwko GKS
Katowice - martwił się jednak szkoleniowiec. Piłkarz zagrał tylko w kilku sparingach i nigdy nie podpisał kontraktu w Poznaniu. Wrócił do Francji, gdzie trafił do rezerw Olympique Marsylia, potem do mało znanych klubów francuskich. Karierę zakończył w swojej ojczyźnie, w wieku zaledwie 27 lat, co potwierdzałoby słuszność decyzji władz Lecha, które nie zatrudniły Innocenta Hamga. - Chcieliśmy podpisać z nim niższy kontrakt na kilka miesięcy, bo nie byliśmy pewni, czy jest w pełni zdrowy. Gdyby okazało się, że jest, związalibyśmy się na dłużej na normalnych warunkach. Menedżer piłkarza się nie zgodził - wspomina ówczesny prezes Lecha Radosław Majchrzak.
Kameruńczyk wyjechał i została po nim opowieść: - Jako 19-latek brałem udział w rozgrywkach Pucharu Narodów Afryki. To był dla mnie wielki honor. W trzecim meczu, przeciwko Togo, w 62. min zerwałem więzadła krzyżowe. Tymczasem już przed turniejem miałem podpisany kontrakt z FC Barceloną. Po kontuzji Barcelona zachowała się nie fair i zerwała go.