Sport.pl

Pożegnaliśmy legendę

Radosław Nawrot
03.09.2010 , aktualizacja: 03.09.2010 20:33
A A A Drukuj
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Rzadko tak żegna się piłkarza - z pocztami sztandarowymi, salwą honorową wojska, z przemówieniami tak wielu osób. Ale też wszyscy zgromadzeni na cmentarzu przy parafii Chrystusa Dobrego Pasterza ludzie nie żegnali piłkarza tuzinkowego. Żegnali Henryka Czapczyka - legendę poznańskiej piłki
To członek słynnego niegdyś tercetu A-B-C, jeden z najznakomitszych graczy w dziejach wielkopolskiego futbolu. Piłkarza, który jest równocześnie legendą i Lecha Poznań, i Warty Poznań.

- To on był pionierem tego, co obowiązuje do dziś. Sytuacji, której nie ma w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Trójmieście. Kiedy dwa kluby z Poznania żyją obok siebie bez waśni. Kibice Warty kibicują też Lechowi i na odwrót - mówił nad grobem Henryka Czapczyka szef klubu seniora Warty Poznań, Dariusz Preiss.

- To, co zrobił pan dla naszego klubu i dla naszego kraju pozostanie w naszych sercach - dodał wiceprezes Lecha Poznań Arkadiusz Kasprzak.

- Henryk Czapczyk powtarzał często, że kocha cztery kolory: biały, czerwony, zielony i niebieski - mówił Preiss. - Zielony to Warta, niebieski to Lech, a biały i czerwony to Polska.

Zmarły w poniedziałek w wieku 88 lat ostatni członek tercetu A-B-C był bowiem także członkiem AK i powstańcem warszawskim. Choć wszyscy wiedzą, jak niezrównany z Henryka Czapczyka był gawędziarz, akurat o powstaniu mówić specjalnie nigdy nie chciał. Nikt nie wie, dlaczego, być może te przeżycia były jednak dla niego zbyt trudne. Henryk Czapczyk był przecież w walczącej Warszawie do samego końca, wyszedł z jej podpalanych już przez Niemców ruin dopiero 8 października 1944 r. Wcześniej, jako dowódca oddziału szturmowego "Mirski" (to był jego pseudonim), bił się z niemieckimi oddziałami zmechanizowanymi, które po wybuchu powstania zawróciły do opuszczonej już przez siebie Warszawy. Wielu Henryka Czapczyka kojarzy z gry, z boiska, z Lecha i Warty. W mundurze powstańczym kojarzy go mniej osób. Na pogrzeb przyjechali też jednak żołnierze AK.

- My jesteśmy smutni, bo po odejściu Henryka Czapczyka będzie nam go brakowało. Tam jednak, w niebie, tercet A-B-C jest znowu razem - mówił podczas mszy świętej ks. Roman Bielecki, który Henryka Czapczyka żegnał w dwóch związanych ze sobą szalikach Warty i Lecha zarzuconych na sutannę. - Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie - tak prosimy Boga. Odpoczynek jest częścią życia. Także takiego niezwykłego życia, jakie miał Henryk Czapczyk.

Podziel się