Kiedy o godz. 20 mecz Lecha
Poznań z Interem Baku miał się rozpocząć, a słońce dopiero chyliło się ku zachodowi, temperatura w
Poznaniu wciąż sięgała 33 stopni. Potężny upał powrócił i - zgodnie z zapowiedziami piłkarzy Lecha i Interu Baku - nie zapowiadał wielkiego widowiska.
Koncertowa
gra przeciwko teoretycznie znacznie słabszemu przeciwnikowi nie była jednak dla Lecha celem samym w sobie. Chodziło głównie o awans. Ten po wygranej 1:0 w Azerbejdżanie wydawał się pewny. Nawet wstrzemięźliwy na co dzień trener poznaniaków Jacek Zieliński przyznał: - Tak, jesteśmy faworytem.
Za faworytów uważali się przed meczem także gracze z Azerbejdżanu Inter Baku był przed rywalizacją z Lechem na tyle pewny siebie, że przed meczem w Baku odegrano z głośników stadionu Tofika Bachramowa hymn Ligi Mistrzów, jakby ten mecz był już starciem grupowym. Lech postanowił być ostrożny, nie kusić losu. Hymnu na Bułgarskiej nie zagrano.
Plan Lecha, by w rewanżu rozbić Azerów, wydawał się być łatwy do zrealizowania, gdy "Kolejorz" rzucił się na nich na początku meczu. To była miażdżąca przewaga, uwieńczona trzema świetnymi okazjami bramkowymi. Trwała jednak tylko kwadrans. Gruziński bramkarz Georgi Lomaia efektownie bronił strzały Artura Wichniarka i Manuela Arboledy. Już i tak rozpalona upałem widownia rozgrzała się jeszcze bardziej, bo bramki wydawały się kwestią czasu. Lechowi nie starczyło jednak pary na dłużej niż kilkanaście minut. Miał potem jeszcze strzał Artura Wichniarka w poprzeczkę, ale takiego oblężenia bramki jak w pierwszych minutach Azerom już nie zgotował.
Azerowie dwa razy wyszli do kontry, ale o ile strzał głową nieupilnowanego Brazylijczyka Accioly można uznać za groźny, o tyle teoretycznie poważniejszą sytuację sam na sam Robertasa Poskusa - już nie. Litwin strzelił po prostu tragicznie, jak chłopiec na lekcji WF.
- Poskusa pamiętam, gdy był, powiedzmy, nieco szczuplejszy - mówił o nim przed meczem trener Lecha Jacek Zieliński. Azerscy dziennikarze byli bardziej dosadni: Poskus ma 5 kg nadwagi. W Lechu nie wszyscy piłkarze są jeszcze w dobrej formie, która pozwala walczyć o Ligę Mistrzów, ale pięciokilogramowej nadwagi nie ma nikt!
Posłuchaj co po meczu miał do powiedzenia trener Zieliński Nikt jednak w Lechu nie ma jeszcze takiej formy, jaką miał wiosną. Nie to tempo, nie te zwody, nie te strzały, nie to czucie piłki wreszcie. Jak w przypadku panikującego w polu karnym Kriwca w sytuacji sam na sam z 59. minuty. Lech kontrolował mecz z Azerami, nie był zagrożony aż do 66. minuty, gdy po akcji Bułgara Zlatinowa nie było nikogo z Interu, by dobić piłkę do pustej bramki gospodarzy. A potem to goście stworzyli okazję kolejną. "Kolejorz" popełniał straszne błędy. Najbardziej mylił się bodaj Ivan Djurdjević, ale i inni także. I w obronie, i w ataku, gdzie lechici podawali nie wiadomo do kogo i nie wiadomo z jakim pomysłem. Poznaniacy grali słabiej z minuty na minutę, a kibice przecierali oczy.
Na widowni rozległy się gwizdy i okrzyki: "chcemy zwycięstwa!".
Wtedy padł gol. Trener Cchadadze wpuścił ma murawę Łotysza Girtsa Karlsonsa i ten od razu, po składnej akcji i wrzutce ze skrzydła zdobył bramkę, która wstrząsnęła widownią. To był szok! Przegrywać z tak słabym zespołem jak Inter Baku - to nawiązanie do najgorszych tradycji polskiego piłkarstwa klubowego, które kompromitowało się z tego typu przeciwnikami. Doszło do dogrywki, której nikt się tu nie spodziewał.
Dogrywka była dalszym pokazem irytującej bezsilności "Kolejorza" w starciu z okopanym rywalem. Starciu, w którym jedynym graczem na pozycji napastnika w Lechu był... prawy pomocnik Jacek Kiełb. Mecz z mistrzem Azerbejdżanu musiały rozstrzygać rzuty karne, których - należy zakładać - Lech nie trenował przed meczem z Interem Baku.
Gdy do piłki podchodzili Azerowie, stadion wył tak jak chyba jeszcze nigdy. A trwało to, mogło się zdawać, bez końca. Aż rzuty karne doszły do bramkarzy. Krzysztof Kotorowski strzelił swojego karnego i obronił strzał Lomai! Stadion zawył z radości. Lech się prześlizgnął do kolejnej rundy.
Lech Poznań - Inter Baku 0:1 (0:1, 0:0) karne 9:8
Bramki: 0:1 Karlsons (84.)
Rzuty karne: 1:0 Bosacki, 1:0 Zlatinow - broni Kotorowski, 1:0 Kriwiec - broni Lomaia, 1:1 Karlsons, 1:1 Peszko - broni Lomaia, 1:2 Odikadze, 2:2 Kiełb, 2:2 Kruglov - broni Kotorowski, 3:2 Gancarczyk, 3:3 Accioly, 4:3 Wilk, 4:4 Liewin, 5:4 Injac, 5:5 Daszdemirow, 6:5 Wojtkowiak, 6:6 Czertoganow, 7:6 Arboleda, 7:7 Kandelaki, 8:7 Stilić, 8:8 Cervenka, 9:8 Kotorowski, 9:8 Lomaia - broni Kotorowski!
Lech: Kotorowski - Wojtkowiak, Bosacki, Arboleda, Gancarczyk - Djurdjević (98. Wilk), Injac Ż - Peszko, Stilić Ż , Kriwiec - Wichniarek (78. Kiełb)
Inter: Lomaia Ż - Mżawanadze (71. Daszdemirow), Liewin, Accioly, Kandelaki - Odikadze Ż , Czertoganow Ż , Cervenka Ż , Hadżijew (46. Kruglov) - Zlatinow Ż - Poskus (83. Karlsons Ż )
Sędzia: Milorad Mazić (
Serbia)
Widzów 13,5 tys.