PTPS Piła i
Trefl Sopot podpisały wczoraj umowę o współpracy, która oznacza zamianę miejsc ligowych między tymi dwoma zespołami. PTPS Piła utrzymało się bowiem w ekstraklasie, ale nie ma pieniędzy na to, by w niej z powodzeniem grać. Trefl
Sopot to przyszła potęga ekstraklasy, z aspiracjami sięgającymi trenera Alessandro Chiappiniego i wielu gwiazd nie tylko polskiej siatkówki. Wszystko za pieniądze PGE. Ten przyszły potentat jednak jakimś cudem nie awansował w tym roku do ekstraklasy - zmarnował wszystkie szanse. Została ostatnia - kupno miejsca.
- Pierwszy kontakt mieliśmy tydzień temu. Błyskawicznie uzgodniliśmy szczegóły - mówi Radosław Ciemięga, wiceprezes pilskiego klubu. Trefl płaci PTPS za miejsce w ekstraklasie. Ile? - to tajemnica handlowa, ale szacuje się, że jest to około 1 mln zł. - Wystarczy, abyśmy mogli stworzyć drużynę w I lidze, która nie podzieli losu Poznania i Kalisza - mówi Ciemięga i dodaje, że celem Piły będzie awans do ekstraklasy. - Na razie jednak wolę wygrywać w I lidze, niż nie dawać rady w ekstraklasie. Utrzymanie obecnego statusu można by uznać za niegospodarność.
Decyzja została skonsultowana z zawodniczkami i sponsorami obu klubów.
Kazimierz Wierzbicki z Trefla twierdzi, że to sytuacja korzystna dla obu stron i rozwiązuje problemy obydwu klubów. Możliwy bojkot Trefla w ekstraklasie, do którego nawołują Budowlani
Łódź, uważa za niepoważny i nieprzemyślany: - Takie przejmowanie miejsca w ekstraklasie miało już się zdarzyło, choćby w wypadku AZS
Białystok czy Centrostalu
Bydgoszcz - przypomina.
Budowlani buntują się, że jeden klub otrzymuje tak wielkie pieniądze od państwowego koncernu. Chcą, aby PGE sponsorowało całą ligę i równo podzieliło fortunę na siatkówkę. - Ciekawe, czy gdyby taki sponsor zgłosił się do Budowlanych, też by za tym optowali? - pyta wiceprezes Ciemięga.
Przedstawiciele innych klubów mówią, że po 20 czerwca dojdzie do spotkania klubów PlusLigi, na którym zapadną decyzje, czy w wypadku awansu Trefla do ekstraklasy nie zostały naruszone zasady szlachetnej rywalizacji. - Sponsorowanie klubów siatkarskich przez kapitał państwowy nie jest jednak nowością. Weźmy choćby Skrę Bełchatów, Jastrzębski Węgiel czy Dąbrowę Górniczą - przypomina Bogdan Serwiński, prezes i trener Muszynianki Muszyna.
Na razie nie wiadomo, czy gigantyczne pieniądze, które chce wyłożyć na Trefla spółka PGE (nawet 10 mln zł), będą miały znaczenie dla pierwszoligowego PTPS. - Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym - mówi Ciemięga, który teraz rozpoczyna rozmowy z zawodniczkami. Wszystkie dostaną wolną rękę w wyborze miejsca, w którym chcą grać. - Także te, które mają ważne kontrakty z klubem, nie będą zmuszane do gry w I lidze - zapewnia wiceprezes PTPS. Dodaje jednak, że w takim wypadku rozwiązanie takiego kontraktu niekoniecznie musi być darmowe. - Mam już telefony od zawodniczek także z ekstraklasy, np. z Gedanii, że chcą u nas grać - mówi.
Zepchnięcie Piły do I ligi oznacza, że Wielkopolska została bez jakiejkolwiek drużyny siatkarskiej w ekstraklasie. Z dawnej potęgi regionu, który miał w niej nawet trzy zespoły, nic już nie zostało.
- Wszystkich mieszkańców Piły boli ta sytuacja. Nie jesteśmy szczęśliwi, ale nie mieliśmy wyjścia - mówi Ciemięga. - Jeśli to jest cena za przetrwanie klubu, to ja tę cenę płacę. Istniejemy od 1993 r. i nigdy nie zmienialiśmy szyldu ani nie stawaliśmy się innym klubem. Tak zostanie. Wielkopolska straciła siatkówkę, ale Wielkopolska też w przetrwaniu klubu nam nie pomoże - dodaje.
Komentarz Radosława Nawrota W 1994 r. pilski klub awansował do ekstraklasy jako Prasa - założony przez dziennikarzy. Spadł, a w 1997 r. wrócił do ekstraklasy z pieniędzmi państwowego koncernu PGNiG. Odtąd grał w ekstraklasie nieprzerwanie, sięgając czterokrotnie po mistrzostwo Polski.
Sytuacja, w której PTPS Piła znajduje się nagle w I lidze, choć z ekstraklasy nie spadło, byłaby i pewnie szokująca, gdyby nie fakt, że podobne historie już przerabialiśmy. Dramatyczny był upadek Poznania, Kalisza. Dramatyczny jest upadek Piły. Klub może przetrwa, może wróci. Faktem jest jednak, że niniejszym jako Wielkopolska zostajemy odcięci od najwyższego poziomu tego pięknego sportu.
Zrządzenie losu pozwalało nam przez kilka lat cieszyć się tzw. potęgą Wielkopolski w siatkówce kobiet, z trzema zespołami w ekstraklasie. Zrządzenie, bo żadna w tym świadoma polityka władz regionu czy tutejszego sportu. Przed 1994 r. siatkówki kobiecej na tym poziomie w Wielkopolsce nie było.
Wracamy do korzeni.