Sport.pl

Lech mistrzem. Zbliża się era Kolejorza?

RADOSŁAW NAWROT
16.05.2010 , aktualizacja: 17.05.2010 11:23
A A A Drukuj
Fot. Tomasz Kaminski / Agencja Gazeta
Tak jak kilkanaście lat czekał Poznań i Wielkopolska na tytuł mistrza kraju, tak też kilkanaście lat czeka już cała Polska na awans którejś z naszych drużyn do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Oczekiwania wobec nowego mistrza są teraz ogromne, większe niż w przypadku gdyby tytuł zdobyła Wisła.

Fot. Tomasz Kaminski / Agencja Gazeta Feta na Starym Rynku
Fot. Tomasz Kaminski / Agencja Gazeta
Feta na Starym Rynku
Piłkarze Lecha juz z pucharem na który czekali 17 lat
Fot. A?ukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Piłkarze Lecha juz z pucharem na który czekali 17 lat
Euforia, jaka ogarnęła fanów "Kolejorza" po ziszczeniu się marzeń o mistrzostwie Polski, jest tak ogromna, że pozwala im łatwiej wierzyć w to, że Lech pójdzie za ciosem i poradzi sobie także w europejskich pucharach.

Ale nie tylko Poznań i Wielkopolska cieszą się z mistrzostwa dla Lecha. Nie tylko dlatego, że nastąpiło już pewne znużenie wiślackimi sukcesami, ale także dlatego, że właśnie w "Kolejorzu" widzi się teraz nową siłę i nową, realniejszą od Wisły szansę na awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, w której polskiej drużyny nie było od sezonu 1996/1997 i startu w niej Widzewa Łódź.Tak kibice witali piłkarzy na fecie na Starym Rynku:

Oczekiwania wobec Lecha są ogromne, a wynikają chociażby z faktu, że już w tej chwili poznański zespół ma w kadrze znakomitych piłkarzy, z Robertem Lewandowskim, Sławomirem Peszko, Semirem Stiliciem i Siergiejem Kriwcem na czele. Robert Lewandowski ma wkrótce (być może w przyszłym tygodniu) odejść do Borussii Dortmund, a Lech otrzyma za niego 5,5 mln euro. To ponad 20 mln zł. Dodajmy do tego, że Lech skasuje 10 mln zł nagrody za mistrzostwo - to pieniądze od pokazującej ligę telewizji Canal+. W tym sezonie gwarantowana suma dla każdej z rywalizujących w ekstraklasie drużyn to 3,4 mln zł. Oprócz tego z części dzielonej na podstawie miejsca w tabeli mistrz może liczyć na 3,2 mln, a z tytułu wpływów za transmisje tzw. meczów pierwszego wyboru, czyli najciekawszych spotkań pokazywanych co tydzień przez Canal+ (trzy z kolejki) - na kolejne 3,8 mln zł.

- Ani złotówki zarobionej przez Lecha nie przeznaczę na inne cele niż Lech. Możecie mnie sprawdzać - uparcie zapewnia właściciel "Kolejorza" Jacek Rutkowski, który przejął go w 2006 r. Dodaje także, że wszystkie pieniądze otrzymane z tytułu transferu Lewandowskiego pójdą na wzmocnienia zespołu. Byłaby to sytuacja niezwykła, bowiem bodaj żaden zespół w Polsce tak nie robi. Mało tego, nawet Lech Poznań - także nie. Przecież znaczna część pieniędzy, jakie poznański klub otrzymał z transferu Rafała Murawskiego do Rubina Kazań latem 2009 r., została przeznaczona na tzw. wydatki bieżące. Stało się tak, gdyż budżet Lecha w 2009 r. właściwie się rozpadł. Przedłużający się pobyt we Wronkach wynikający z kłopotów z budową stadionu przy Bułgarskiej, szybkie odpadnięcie z europejskich pucharów ("Kolejorza" wyeliminował belgijski klub FC Brugge już w sierpniu 2009 r.) i brak związanych z tym meczów, wreszcie udostępnienie widzom w rundzie wiosennej 2010 r. zaledwie dwóch trybun spowodowały, że klub musiał załatać jakoś braki w kasie. Choć za Murawskiego zyskał fortunę (2,5 mln euro), skład uzupełnił Siergiejem Kriwcem (300 tys. euro), Krzysztofem Chrapkiem (150 tys. euro) czy Janem Zapotoką (200 tys. euro). Nie wydał zatem nawet połowy pieniędzy ze sprzedaży swej gwiazdy.

Gdyby teraz miało być inaczej, oznaczałoby to rzadko spotykane w polskiej piłce zorientowanie się na wzmocnienie drużyny przed startem w pucharach. Dotąd regułą jest to, że kolejny mistrz Polski przystępował do walki o Ligę Mistrzów osłabiony w porównaniu ze stanem, w jakim zdobywał tytuł.

Zapowiedzi władz Lecha brzmią kusząco, ale czy zostaną zrealizowane? Wszak "Kolejorz" słynął dotąd w Polsce z typowej dla poznaniaków oszczędności, z oglądania każdej wydanej na transfery złotówki po kilka razy. Szukał graczy tanich, okazji takich jak Kriwiec czy Gancarczyk, czy też piłkarzy z właśnie wygasającymi umowami (Peszko). Na niektórych piłkarzy był gotów poczekać pół roku czy rok, byleby zbić jego cenę bądź doczekać do czasu, gdy obejmie go prawo Bosmana. Teraz zresztą też Lech czeka - m.in. na Tomasza Jodłowca z Polonii Warszawa czy napastnika Jana Novaka z MFK Koszyce. Miałoby się to zmienić, a Lech miałby zacząć wydawać sumy, jakich nie wydawał dotąd nigdy?

Owszem, Lech nigdy też nie miał takich pieniędzy, jakie dostanie teraz, ale już słychać w Poznaniu, że np. napastnik Ruchu Chorzów Artur Sobiech do "Kolejorza" raczej nie trafi, gdyż Ruch - pod wpływem informacji o wzbogaceniu się Lecha - żąda za niego zbyt wiele. Że piłkarze polscy są w ogóle zbyt drodzy i trzeba szukać gdzie indziej. Taniej. Chodź na razie w miarę pewne są transfery Polaków - Jacka Kiełba z Korony Kielce i Mateusza Cetnarskiego z GKS Bełchatów.

Lech traci Roberta Lewandowskiego, który jest sercem tej drużyny. To nie tylko król strzelców ekstraklasy i bodaj najbardziej utalentowany piłkarz "Kolejorza", ale także zawodnik, na barkach którego spoczywała w rundzie wiosennej bardzo istotna część gry Lecha. Straty takiego piłkarza nie da się tak łatwo załatać, a trzeba to zrobić szybko. Po odejściu Lewandowskiego poznański klub zostanie bowiem właściwie bez jakiegokolwiek napastnika dużego formatu, jedynie z młodymi Krzysztofem Chrapkiem i Tomaszem Mikołajczakiem. Na walkę o Ligę Mistrzów to zdecydowanie za mało. A przecież wciąż nowego kontraktu nie podpisał Peszko. W dotychczasowym jest śmiesznie niska w stosunku do jego wartości suma pół miliona euro i należy się liczyć z tym, że znajdzie się klub, który tę sumę zapłaci i skusi Peszkę.

Nadzieje związane z występem Lecha w europejskich pucharach są także oparte na wspomnieniu znakomitego startu "Kolejorza" w Pucharze UEFA w sezonie 2008/2009, gdy nie tylko dotarł on do fazy grupowej, ale i z grupy wyszedł. Był to jednak start za Franciszka Smudy, który w pucharach sobie radził, ale o Lidze Mistrzów mógł zapomnieć z jednego prostego powodu - nie został mistrzem Polski. Obecny szkoleniowiec Jacek Zieliński mistrzem został, ale w zeszłorocznych pucharach rozczarował. Nie chodzi tylko o to, że odpadł z europejskim średniakiem FC Brugge, ale że odpadł w złym stylu, cofnięty, zakompleksiony, pasywny. Pytanie, czy w tym roku, w eliminacjach Ligi Mistrzów Lech Zielińskiego nagle się zmieni?



Czytaj na specjalnym portalu poświęconym Lechowi Poznań

Podziel się