Ekstraklasa.tv: Trzy mecze mistrzów Polski bez gola » Rozważania o tym, kto będzie trenerem Lecha w przyszłym sezonie, wydają się być bezsensowne. Przecież to Lech zdobył w trzech wiosennych (teoretycznie) meczach siedem punktów, to jego gra cieszy oko, to jego prezes może być zadowolony z pracy szkoleniowca. I nie musi na gwałt szukać nowego - tak jak Bogusław Cupiał w Krakowie czy Mariusz Walter w
Warszawie.
Trudno jednak udawać, że wraz ze zwolnieniem Macieja Skorży z Wisły
Kraków nie zmieniła się sytuacja na rynku pracy. Pojawił się na nim trener młody, z sukcesami w ekstraklasie, nieobarczony kontraktem z innym pracodawcą. A w dodatku taki, który pracował już u właściciela Lecha Jacka Rutkowskiego we Wronkach i o którym ów Rutkowski mniemanie ma bardzo wysokie.
Gdy Lech postanowił nie przedłużać kontraktu z Franciszkiem Smudą, Skorży zatrudnić nie mógł - tego wiązał kontrakt w Krakowie. Zatrudnił więc Jacka Zielińskiego, ale tylko na rok - czyli na tak długo, jak miał jeszcze pracować Skorża w Krakowie. - Nie znamy się z trenerem Zielińskim, więc kontrakt jest krótki - mówił wówczas Rutkowski. Po wrześniowym blamażu w Pucharze Polski i odpadnięciu w starciu ze Stalą Stalowa Wola, ten sam Rutkowski jasno zadeklarował: - Trener Zieliński wypełni kontrakt.
Wypełni, czyli może być pewny pracy do czerwca. Potem przyjdzie czas na nowe rozdanie i nowe rozważania o tym, kto powinien pracować w Lechu.
I pewnie moglibyśmy przypuszczać, że prezes Rutkowski będzie czekał z tymi rozważaniami i rozmowami do końca sezonu, gdyby nie praktyka z ubiegłego roku. Z Jackiem Zielińskim był po słowie już w kwietniu, gdy
Franciszek Smuda z zespołem bił się jeszcze o mistrzostwo Polski, ba, był tego mistrzostwa znacznie bliższy niż dzisiejszy Lech trenera Zielińskiego. Jeśli ten scenariusz miałby zostać powtórzony, ewentualne mistrzostwo Polski dla "Kolejorza" zmieni niewiele - w maju wszystko będzie już rozstrzygnięte i w boju o Ligę Mistrzów poprowadzi Lecha Skorża, nie Zieliński. I nic do rzeczy będą miały wczorajsze deklaracje Skorży, że idzie na urlop tacierzyński i chce wyhamować swoje życie. Trzy miesiące na wyhamowanie wydają się zupełnie wystarczającym czasem. A w tym czasie trener będzie pewnie częstym gościem na Bułgarskiej - wszak trudno mu się dziwić, że mimo życiowego "hamowania" będzie oglądał mecze ekstraklasy.
Ten scenariusz dziś - w sytuacji, gdy to Zieliński jest na fali, a Skorżę właśnie wyrzucili z pracy - wydaje się zupełnie absurdalny. Co nie znaczy, że nie jest prawdopodobny. Jeśli miałby zostać zrealizowany, na przeszkodzie może stanąć chyba tylko mistrzostwo Polski wywalczone przez Lecha. Wtedy wyjaśnienie kibicom powodów, dla których nie przedłużamy umowy z trenerem dającym wymarzonego "majstra" i podmienienie go na ulubieńca prezesa, którego Wisła ma na koncie kompromitujące polski futbol odpadnięcie w dwumeczu z Levadią
Tallin, może być co najmniej trudne.