Orest Lenczyk
trener Cracovii
Po pierwsze: Lech był faworytem. Po drugie: boisko raczej preferowało zawodników dobrych lub bardzo dobrych. Dlatego przewaga zawodników Lecha była duża.
Nie upilnowaliśmy Peszki i Kriwca. Ich szybkość to spory atut jak na naszą ligę. Ale i moi boczni obrońcy, zwłaszcza lewy, grali poniżej możliwości. Można nawet powiedzieć, że w ogóle nie grali. Uderzenie Suvorova było bardzo ładne, ale potem szybko straciliśmy dwa gole - podobnie jak tydzień temu z Legią.
Mogę pochwalić moich piłkarzy za ambicję, ale nie za grę. A boisko było w stanie, w jakim było, ale to absolutnie nie jest usprawiedliwienie.
Jacek Zieliński
Trener Lecha
Poznań Cieszę się, że moja i zespołu inauguracja przy ul. Bułgarskiej wypadła okazale. Okazale, z punktu widzenia oprawy spotkania i końcowego wyniku. Gra bowiem pozostawiała wiele do życzenia. Trener Lenczyk mówił o boisku, ja powiem, że graliśmy na kartoflisku. Mogę się cieszyć, że na tym kartoflisku, zwłaszcza w pierwszej połowie, pokazaliśmy kilka ładnych akcji. W drugiej połowie wyglądało to trochę gorzej, tak jak gorzej wyglądało boisko.
Mnie w spotkaniu z Cracovią interesowało przede wszystkim zwycięstwo. Osiągnęliśmy je, zbliżyliśmy się do Wisły, mam nadzieję, że niedługo dobijemy też do Legii. Przerwaliśmy passę gorszych meczów z Cracovią, pokazaliśmy, że nie ma fatum meczów przyjaźni.
Martwi mnie uraz Maniego Arboledy. Na tym boisku "rozjechała" mu się noga, ma uraz mięśnia dwugłowego. Zobaczymy, co pokaże USG, mam nadzieję, że to tylko naciągnięcie.
Seweryn Gancarczyk wszedł na boisko w specyficznym momencie. Stojąc jeszcze przy linii bocznej, widział jak tracimy gola. Widziałem lepsze mecze w jego wykonaniu, ale grał z poważną anginą.
Marcin Cabaj
bramkarz Cracovii
W
Poznaniu znów prowadziliśmy 1:0, a tak jak z Legią przegraliśmy. Bardziej żal jednak tego meczu z Legią, bo dzisiaj Lech był od nas drużyną mądrzejszą i wygrał zasłużenie. Chociaż słabo nie graliśmy. Od początku drugiej połowy do straty trzeciej bramki graliśmy nawet dobrze. Z takim nastawieniem wyszliśmy po przerwie, by strzelić wyrównującego gola. Naciskaliśmy Lecha do linii 16 m, ale brakowało nam strzałów, po których bramkarz Lecha mógłby popełnić jakiś błąd. Za to szybko dostaliśmy trzecią bramkę i to nas przybiło. Nie wiem, co Peszko chciał zrobić, ale wyszedł mu strzał po winklu w samo okienko. Byłem bez szans.
Wolałbym nie porównywać Lecha do Legii, bo z nią graliśmy na niezłej murawie, a dzisiaj w Poznaniu to można było posadzić buraki na boisku. Lech na pewno nie mógł grać w stylu, do którego przyzwyczaił wszystkich, czyli szybko, po ziemi, z dużą liczbą dośrodkowań i strzałów. To była raczej gra kopnij, biegnij, spróbuj coś wywalczyć.
Sławomir Peszko pomocnik Lecha
Kto strzelałby na bramkę w takiej sytuacji? Wiedziałem, co chciałem zrobić, ale wyszło trochę inaczej. Na moją korzyść. Starałem się wstrzelić piłkę w pole karne, a wyszła z tego super bramka. Akurat w dobrym momencie, bo wyszliśmy na drugą połowę bardzo rozkojarzeni. Powtarza się sytuacja z poprzedniej rundy, gdy przez piętnaście minut plączemy się po boisku, a to niczemu dobremu nie służy. Dobrze, że szybko odrobiliśmy straty, bo potem boisko robiło się coraz gorsze. Nie było co się nastawiać na jakąś efektowną grę, a tylko na zdobycie trzech punktów. I to nam się udało.
Wypada nam podziękować kibicom za doping i cieszyć się z powrotu do Poznania. Te trybuny nas niosą. Straciliśmy bramkę w momencie, w którym chyba nikt się tego nie spodziewał. Wydawało się, że kwestią czasu jest, kiedy my zdobędziemy gola, a tu zrobiło się 0:1. Na szczęście przy wsparciu kibiców potrafimy stworzyć tyle sytuacji, że wybrnęliśmy z opresji. Określenie, że to nasz dwunasty zawodnik pasuje więc idealnie.
Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko odrobimy straty do Wisły, zresztą nikt się chyba nie spodziewał, ale nie powiem, że nas to nie cieszy.