Białorusin to jak na razie jedyne zimowe wzmocnienie "Kolejorza". Sparingi podczas zakończonego w środę zgrupowania w Hiszpanii pokazały jednak, że Lech dokonał świetnego zakupu. Kriwiec strzelił w La Mandze dwa gole, ale przede wszystkim wyróżniał się swoją grą. - Zanim go kupiliśmy, obserwowaliśmy go bardzo długo, więc ryzyko popełnienia błędu przy transferze było minimalne - tłumaczy trener Zieliński i chwali swojego nowego podopiecznego: - Siergiej szybko pokazał, że nie tylko jest bardzo dobrym piłkarzem, ale też szybko wkomponował się w zespół.
Zieliński wystawiał Kriwca w Hiszpanii na dwóch pozycjach: w roli ofensywnego pomocnika ustawionego tuż za napastnikiem oraz po bokach pomocy. Tam co jakiś czas Białorusin wymieniał się ze Sławomirem Peszką. - Grał jako środkowym pomocnik oraz jako skrzydłowy, i w obu rolach spisał się bardzo dobrze - przyznaje trener. Sam zawodnik na oficjalnej stronie Lecha mówi: - Nie robi mi większej różnicy, gdzie mam grać. Mogę występować zarówno z lewej, jak i z prawej strony boiska. Najlepiej czuję się chyba jednak w środku pola. Jednak będę grał tam, gdzie wystawi mnie trener.
Trafiony transfer Kriwca i fakt, że w
Poznaniu został Semir Stilić, sprawiają, że poważnie wzrosła siła ofensywna drużyny. Trochę przeczy temu statystyka - zaledwie trzy gole w czterech hiszpańskich sparingach. Trzeba jednak pamiętać, że Lech miał w tych spotkaniach wiele okazji, które marnował.
Mimo to Zieliński nie chce jednak zostać na wiosnę z jednym napastnikiem na poziomie ekstraklasy - Robertem Lewandowskim. - Chcemy za wszelką cenę sprowadzić napastnika - mówi szkoleniowiec. - Kogoś takiego jak Kriwiec, od razu gotowego, by wzmocnić zespół, tyle że w ataku.
Lech chciał już mieć takiego piłkarza w Hiszpanii, ale nic z tego nie wyszło. - Sprawa się przeciąga - tłumaczy Zieliński. I jego zdaniem nie chodzi tu o sprowadzenie Słowaka Jana Novaka z Koszyc. - Szukamy gdzie indziej. Najważniejsze, żeby zawodnik dotarł do nas na obozie w Turcji, bo czasu na załatwienie formalności jest coraz mniej - mówi trener Lecha.
Zieliński nie wybiera się też w najbliższym czasie, by obejrzeć Michała Janotę w Excelsiorze Rotterdam. - Ostatnio grał parę minut, nie wiadomo, czy teraz w ogóle zagra. Zresztą ściągnięcie kolejnego pomocnika nie jest dla nas priorytetem. Mamy ich w kadrze dziewięciu - tłumaczy trener.
Kłopot bogactwa jest też wśród obrońców. Lech nie szuka więc kolejnych. Lada chwila do normalnych treningów wróci Seweryn Gancarczyk, a po długiej przerwie zagrał już Manuel Arboleda. Zieliński: - Liczę, że w ostatnim sparingu w Turcji "Mani" będzie grał pełne 90 minut.