Sport.pl

AAAtak Lecha pilnie wzmocnię. Za darmo.

Radosław Nawrot, Bartosz Nosal
06.12.2009 , aktualizacja: 06.12.2009 21:07
A A A Drukuj
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Po nieudanym meczu Lecha Poznań z Piastem Gliwice trener Jacek Zieliński postawił sprawę jasno: - Tej zimy zamierzamy zrobić trzy transfery piłkarzy bezpośrednio do pierwszej jedenastki. I od razu zwrócił uwagę, że nie ma co się spodziewać dużych sum wydanych na te transfery.
Bo nikt, także trener Jacek Zieliński, nie ma wątpliwości, że tak po prostu dalej być nie może. Nie może być tak, że Lech Poznań wygrywa dwa mecze z rzędu z bardzo groźnymi rywalami (Ruchem Chorzów i Zagłębiem Lubin), przyspiesza w pogoni za tracącą punkty Wisłą Kraków, po czym znów potyka się na słabeuszu. Przy pełnej sympatii dla Piasta Gliwice, inaczej tej drużyny nazwać się nie da. Świadczy o tym fakt, że po spotkaniu trener gliwiczan Dariusz Fornalak był zachwycony z remisu. - Wreszcie mogę pochwalić swój zespół za konsekwencję.

Tą konsekwencją było permanentne przeszkadzania rywalom, zwalnianie gry i czekanie na kontry. W grze na czas i wykorzystywaniu każdej okazji, by przeciągnąć przerwy w grze w piłkę, Piast jest naprawdę niezrównany. Bo wie, że jeśli zacznie grać w piłkę, może przegrać. Trener Fornalak mówi: - Atak na Lecha byłby samobójstwem. Musieliśmy zagrać sposobem.

Sposób się znalazł, a był nim np. rzut rożny. Piłka trafiła na głowę Sławomira Szarego i było 0:1. Lech znalazł się w trudnej sytuacji.

Jeśli chce się być mistrzem Polski, to z zespołami, które boją się zagrać w piłkę, wygrywać trzeba bezwzględnie. A Lech tego nie potrafił. - Mecz ułożył się fatalnie, bo musieliśmy gonić wynik - mówił trener Zieliński. Wolnego, wolnego - gonienie wyniku trwało raptem siedem minut. W 12. minucie, krótko po golu Szarego, "Kolejorz" przecież wyrównał dzięki jak zwykle niezawodnemu Sławomirowi Peszce. Można mieć pretensje do jego kartek, gorącej głowy, ale forma tego piłkarza, jego ciąg na bramkę i to, ile daje on swą grą drużynie, jest nie do przecenienia. Do tego Peszko umie strzelić z rzutu wolnego i tak padło wyrównanie.

Lech miał zatem godzinę i jeszcze kwadrans, by strzelić choć jednego gola i wygrać z okopanym i kontrującym Piastem. Mnóstwo czasu, o ile ma się mnóstwo możliwości. Tymczasem, gdy przeanalizuje się notatki z samych tylko dogodnych sytuacji bramkowych, okaże się, że to Piast miał ich więcej! To gliwiczanie z kontr potrafili stworzyć większe zagrożenie i zmusić Jasmina Buricia do efektownych parad.

- Po wyrównaniu wydawało się, że równie szybko strzelimy drugą bramkę. A nie stworzyliśmy klarownej sytuacji, waliliśmy głową w mur - mówił zły Sławomir Peszko. Nie on jeden czuł się bezradny. Bezradni byli też kibice, choć tym razem do Wronek przyjechało ich całkiem wielu. To odpowiedź na apel piłkarzy o doping, który miał pomóc w wykorzystaniu wielkiej szansy, jaka otworzyła się przed Lechem. Wygrał on bowiem dwa ostatnie mecze, a lider z Krakowa pogubił punkty. I miał trudny mecz w Chorzowie. Nic tylko pokonać Piasta

To dałoby "Kolejorzowi" trzecią wygraną z rzędu, rzecz jednak w karierze tegorocznego Lecha niespotykaną. Zespół Zielińskiego nie jest w stanie wygrać więcej niż dwóch kolejnych meczów, choć dla drużyny walczącej o tytuł remisy to katastrofa. - Remis należy rozpatrywać jako porażkę i tyle - mówił Bartosz Bosacki.

Dlaczego zatem Lech nie zdołał pokonać Piasta?

Spore znaczenie z pewnością miał styl gry rywala. - Po stracie momentami dziewięciu piłkarzy Piasta wycofywało się na własną połowę - mówi trener Zieliński. Sęk w tym, że jak sam zauważa szkoleniowiec poznaniaków: - Kiedyś jednak radziliśmy sobie z takimi rywalami.

Ponadto Lech chyba starał się zostać nieudaną podróbką FC Barcelony, albo samego siebie sprzed roku. Wymieniał masę podań, podania te jednak ani nie budowały akcji, ani nie pozwalały na zdobywanie terenu. Nic nie dawały. Poznaniacy tracili w ten sposób nie mniej czasu, niż kosztowała ich gra gliwiczan na czas.

Skutecznej grze nie sprzyjał stan boiska. Murawa we Wronkach przy włączonych jupiterach... nie może być jednocześnie podgrzewana. - Nie wiem, tak się oszczędza na elektryczności, czy jak? - rozkładał ręce Ivan Djurdjević. - Nawet dobre wkręty nie zapewniały dobrego trzymania się murawy. Każdy trochę się ślizgał - opowiada Mateusz Możdżeń.

Lech grał w eksperymentalnym składzie, bo plaga kontuzji (wypadło czterech obrońców - Kikut, Wojtkowiak, Gancarczyk i Arboleda) zmusiła trenera do poprzestawiania piłkarzy często na nietypowe dla nich pozycji, w innych wypadkach - na typowe. Wspomniany Mateusz Możdżeń nie tylko zagrał w podstawowym składzie, ale jeszcze na pozycji środkowego pomocnika - jemu właściwiej. Inny młokos Marcin Kamiński od pierwszych minut trzymał lewą obronę. I występ tych nastolatków to bardzo jasny punkt meczu. Owszem, mieli wielkie wsparcie i wyrozumiałość trybun, ale i tak obaj radzili sobie zaskakująco dobrze. Lepiej od wielu starszych kolegów, co świadczy o mizerii ich gry.

Tomasz Bandrowski został sam na pozycji defensywnego pomocnika, bo Dimitrije Injac musiał powędrować na prawą obronę. Trener Zieliński nie zdecydował się wystawić kolejnego żółtodzioba Mateusza Szałka. Fakt, to już zakrawałoby na szaleństwo. Wszystko ma jednak swój koszt. Mówi Ivan Djurdjević: - Gdy Dima Injac przeszedł do obrony, Tomek Bandrowski został sam w drugiej linii. I nie mógł sobie poradzić. Może gdyby Dima tam z nim był, wyglądałoby to lepiej

Injac: - Teraz, po meczu, łatwo jest oceniać i mówić. Trzeba było jakoś to poustawiać. Nie ma już co gdybać.

Kto wie jednak, czy nie największą bolączką Lecha jest brak drugiego napastnika. Osamotniony Robert Lewandowski nie grał tak dobrze jak ostatnio. Kamil Glik i Mateusz Kowalski z Piasta dali mu zdrowo popalić, swoje okazje jednak miał. Tomasz Mikołajczak po wejściu na boisko niestety potwierdził, że ekstraklasa to na razie dla niego za wysokie progi.

Nic dziwnego, że po meczu trener Zieliński zapowiedział: - Zamierzamy zrobić zimą trzy konkretne transfery do jedenastki. Potrzebujemy dobrego napastnika, pomocnika i obrońcy - opowiada. Pytany o to, czy widzi takiego piłkarza w polskiej lidze, odpowiada: - Jest taki, ale nie do wyjęcia ze swojego klubu.

Po czym dodał: - Pamiętajmy, że Lech porusza się w określonych realiach finansowych...

Podziel się