Znajdź Gancarczykowi zmiennika w Lechu - Wygraj Ligę! » Kontuzja Seweryna Gancarczyka zmroziła nie tylko kibiców Lecha
Poznań, ale i reprezentacji. W końcu to jeden reprezentacyjny obrońca złamał kości drugiemu!
W 29. minucie sobotniego meczu Lecha Poznań z Ruchem Chorzów obrońca gości Maciej Sadlok zaatakował wślizgiem Seweryna Gancarczyka. Piłkarza Lecha zwieziono z boiska, gdzie opatrywał go lekarz Lecha Andrzej Pyda. Lech grał w dziesiątkę kilka minut, wydawało się, że potrzebna będzie zmiana. Gancarczyk wrócił jednak na boisko i dotrwał na nim do końca meczu.
Dopiero niedzielne badania wykazały, że obrońca Lecha ma pęknięte dwie kości w śródstopiu, co wykluczy go z gry przez co najmniej miesiąc - a więc do końca rundy jesiennej.
Gancarczyk specjalnie dla Sport.pl: Marcin Wesołek: Jak się pan czuje? Seweryn Gancarczyk: Nie jest źle, czuje się dobrze. Noga oczywiście boli, ale na szczęście okazało się, że złamanie nie wymaga wsadzenia stopy w gips. Mam na nodze opatrunek i specjalny but w którym mogę chodzić.
Grał pan godzinę ze złamanymi kośćmi w nodze. To w ogóle możliwe? - Po ataku Sadloka razem z doktorem myśleliśmy, że to tylko stłuczenie. Bolało, ale powiedziałem, że dam radę grać. W przerwie nie ściągałem buta, bo razem z doktorem baliśmy się, że wtedy stopa spuchnie i już z powrotem nic na nią nie włożę. Podczas drugiej połowy owszem, czułem ból i stopa mocno pulsowała. Nie było to jednak na tyle silne odczucie, bym prosił o zmianę. Do tego wszystkiego doszły emocje i to one pewnie trochę mnie znieczuliły (śmiech). Dopiero po meczu z trudem ściągnąłem but i okazało się, że trzeba zszyć skórę. A dzień później badania pokazały złamanie dwóch kości w stopie.
Atak Macieja Sadloka był brutalny. Doczekał się pan przeprosin? - O tak. Maciek przepraszał mnie wielokrotnie - w przerwie, po meczu, a gdy okazało się, że kontuzja jest poważna, zadzwonił i jeszcze raz przeprosił. Przeprosiny zostały przyjęte. Nie mam pretensji, to było starcie w ferworze walki.
Nie zagra pan w trzech ostatnich meczach rundy... - Mecz z Ruchem pokazał, że możemy grać dobrze i przekonująco wygrywać z czołówką ligi. I tym większy żal, że nie będę mógł pomóc chłopakom. Wiele wskazuje na to, że kluczowy będzie piątkowy mecz z Zagłębiem Lubin. Jeśli wygramy, będzie dobrze. A jeśli wygramy też z Koroną i z Piastem - będzie bardzo dobrze.
Uciekła też szansa na to, by pokazać się w meczu z zespołem trenera reprezentacji. - Nie patrzę tak na mecz z Zagłębiem. Trener
Franciszek Smuda zna nas i obserwuje nieustannie.
Sytuacja kadrowa w obronie Lecha jest tak kiepska, że mało brakowało, aby w meczu z Ruchem zagrał junior. Teraz jeszcze pan wypadnie ze składu. - Jestem pewien, że zespół sobie beze mnie poradzi. Wraca Bartek Bosacki, pewnie Ivan Djurdjević zajmie moje miejsce na lewej stronie. Sytuacja kadrowa nie jest wesoła, to prawda. Ale jakoś dociągniemy te trzy mecze, a potem... Potem zobaczymy, co przyniesie zima.