Szkoleniowiec poznańskiego Lecha znany jest ze swojej kurtuazji. O przeciwnikach wypowiada się z respektem, używając sformułowań "to bardzo groźny zespół", "grają bardzo fajną piłkę" itd. O Polonii Bytom też się tak wypowiadał.
Nawet pełne dramatycznego lęku pytania o stan kadrowy "Kolejorza", który przecież z Polonią Bytom zagra bez wykartkowanych Seweryna Gancarczyka i Sławomira Peszki oraz kontuzjowanych Manuela Arboledy i Semira Stilicia, też nie wyprowadziły trenera z równowagi. - Dlaczego mam rwać włosy z głowy? - pytał. - Nie mam z tego powodu koszmarów sennych. Jestem optymistą, bo mamy wiele możliwości zastąpienia tych graczy - mówił.
Dyskusja przedmeczowa zaczęła jednak niebezpiecznie skręcać w stronę tematu, który - jak się okazało - jako jedyny może solidnie zirytować trenera Zielińskiego.
- A może by tak spróbować w tej sytuacji przywrócić do
gry Hernana Rengifo? - zapytał, czy też raczej zaproponował nieodpowiedzialnie jeden z dziennikarzy.
Nieodpowiedzialnie, bowiem hasło "Hernan Rengifo" otwiera na Bułgarskiej sezam z emocjami. Tymczasem pytania o niego to już pewien cotygodniowy rytuał. Zupełnie jakby zakładały, że Rengifo może jeszcze wrócić do składu Lecha. Odsunięty od gry za niepobrudzone getry peruwiański napastnik do tej pory gra i trenuje z Młodą Ekstraklasą. Złośliwi dziennikarze wiążą to z faktem nieprzedłużenia przez Rengifo gasnącego w czerwcu 2010 r. kontraktu, czemu przecież trener Zieliński wielokrotnie zaprzeczał. Bo przecież nikt w Lechu głupi nie jest, żeby dobrego gracza trzymać w rezerwach, gdy zespół w potrzebie. Skoro gra w rezerwie, znaczy się: nie jest dobry. I tak to należy widzieć.
Trener Zieliński zasępił się zatem i jął odpowiadać z przekąsem na te nie wiedzieć czemu drążące sprawę Rengifo pytania:
- Trudno, aby oczekiwać od nas, abyśmy teraz robili ruch z Rengifo i wkładali go do składu, skoro przez miesiąc nie trenował on z pierwszym zespołem.
- No tak, ale Rengifo nie trenował z pierwszym zespołem, bo został zesłany do Młodej Ekstraklasy przecież. Czy teraz na treningach nadal się obija? - pada pytanie.
Trener Zieliński: - Nigdy nie mówiłem, że Rengifo obija się na treningach. Nie taki stawiałem mu zarzut. Zarzut dotyczył słabego zaangażowania, ale w mecze. Mam wymienić? W Brugii, w Stalowej Woli, w
Warszawie, z Cracovią itd. - sypnął jak z kalendarza.
- Miał pan rozmawiać z Rengifo po jego powrocie z Ameryki Południowej. Czy do tego doszło?
Trener Zieliński: - Nie, nie rozmawiałem z nim. Hernan spotkał się z prezesami Kadzińskim i Rutkowskim oraz dyrektorem Pogorzelczykiem. Na razie media przytaczają tylko wersję Hernana, tłumaczącą całą tę sytuację.
Pytanie kolejne (znów o Rengifo): - Zarówno Hernan, jak i Lech podjęli już decyzję o sprzedaniu zimą zawodnika. To znaczy, że już nigdy w Lechu nie zagra?
- Skoro zapadła taka decyzja, to nie wiem, czy gra piłkarza, który chce odejść, byłaby zbawieniem dla Lecha.
- Ale w tej sytuacji kadrowej Lecha...
- Nie rozumiem tego. Od tygodni trwa medialny spektakl pod tytułem "Lech versus Rengifo". Czy to jest konferencja o meczu z Polonią, czy o Hernanie Rengifo? Brak Hernana czy jego powrót nie jest najważniejszym problemem Lecha. Czy naprawdę uważacie, że za występy w co najmniej kilku meczach nie należało mu się odsunięcie?
- Nie tylko jemu.
-Trener: - Zgoda, ale inni wyciągnęli wnioski. Nie rozumiem np. krytyki Lewandowskiego, bo uważam, że gra lepiej i jest w dobrej dyspozycji. Tymczasem od obozu w Niemczech jest krytykowany.
Dziennikarze: - Krytyka Lewandowskiego przecież ustała. Też widzimy wzrost jego formy. To pan zarzucał mu brak skuteczności, czy też po meczu z Legią egoizm.
I tak toczyła się rozmowa o meczu z Polonią Bytom, która jest bardzo groźna i gra bardzo fajną piłkę. W meczu tym
Robert Lewandowski zagra być może znów jako jedyny napastnik Lecha. A może wesprze go ktoś jeszcze - na pewno nie Hernan Rengifo.
O tym na sobotnich łamach "Gazety".