Nie czekaj na stadion. Zagraj w Wygraj Ligę! » Na wtorkowej sesji rady miasta przewodniczący komisji sportu Ryszard Śliwa poinformował radnych, że - według jego wiedzy - budująca poznański stadion Hydrobudowa przygotowuje pismo, w którym ostrzega o możliwości przedłużenia terminu oddania stadionu do użytku. Według umowy, ma to nastąpić w czerwcu 2010 r. - Ten termin nie zostanie dotrzymany. Nie powiem skąd mam takie wieści, ale są to wieści wiarygodne - mówi Śliwa. - Powiedziałem o tym, bo chciałem wstrząsnąć radnymi i władzami miasta, bo na dziś wykonanie inwestycji to góra 25 proc. - dodaje.
Panorama stadionu Lecha w 3D
Rzecznik prasowy Hydrobudowy Krzysztof Woch odmówił komentarza w sprawie tego, czy taki dokument powstaje. Nie chciał też określić w procentach stanu zaawansowania robót. - Cały czas obowiązuje nas termin czerwcowy i jego się trzymamy. W naszym interesie jest jego dotrzymanie. Termin ten jest realny do spełnienia - zapewnia. Po chwili dodaje jednak: - Jeśli zamawiający dostarczy nam nowe projekty i zmieni zakres robót, być może będzie konieczne sporządzenie aneksu do umowy i wydłużenie terminu oddania obiektu do użytku.
Inwestor - czyli miejska spółka
Poznań Euro 2012 - nie jest aż takim optymistą, jak wykonawca. - Czerwiec 2010 r. to termin niezwykle trudny do dotrzymania. Pan radny Śliwa ma pewnie jakieś swoje ścieżki dotarcia do wykonawcy. Do mnie sygnał o powstawaniu takiego pisma informującego o opóźnieniach nie dotarł - mówi prezes spółki Ryszard Dembiński.
Projektant stadionu Wojciech Ryżyński idzie dalej: - Teoretycznie widzę możliwość ukończenia stadionu do czerwca, ale Hydrobudowa musi się wziąć wreszcie do roboty. Nawet wtedy nie oznacza to jednak, że w lipcu kibice usiądą na wszystkich trybunach. Odbiór techniczny tak dużego obiektu może potrwać nawet dwa miesiące. A więc moim zdaniem cały stadion będzie de facto gotowy nie wcześniej, niż we wrześniu.
Skąd opóźnienia? Pierwszy problem to ślimacząca się budowa konstrukcji dachu. Miała być gotowa z końcem września, tymczasem na początku listopada na swoim docelowym miejscu jest tylko jedna z czterech potężnych kratownic. - Wykonawca wskazuje to na pogodę, to na podwykonawcę, a robota się przedłuża - uważa Dembiński. - Dopóki konstrukcja dachu nie będzie wisiała na swoim miejscu, nie można ruszyć z budową narożników stadionu. A to też są potężne fragmenty trybun. Ich budowa trochę potrwa - dodaje Ryżyński.
Hydrobudowa z kolei uważa, że problemem mogą być ewentualne zmiany w projekcie. - To zwykła asekuracja ze strony wykonawcy, choć trzeba przyznać, że czasem odnoszę wrażenie iż projekt przerósł projektujących - uważa Dembiński. Chodzi m.in. o projekt tzw. instalacji niskoprądowej, obsługującej monitoring trybun. - Wcześniej ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych kazała nam montować absurdalną liczbę ponad 600 kamer. Po jej zmianie można tę ilość ograniczyć do ok. 150 kamer. I my już taki projekt przygotowaliśmy - twierdzi Ryżyński. - Ale o czym tu mówić, skoro kabli nie ma nawet gdzie kłaść? Przecież stadionowi dużo brakuje do stanu surowego - dodaje.
Prezes Dembiński jest pewny, że piłkarze Lecha będą mogli wrócić wiosną na stadion, a ich mecze obejrzą kibice na dwóch już dotąd zbudowanych trybunach za bramkami. Jego przekonania nie zmienia pismo z powiatowego inspektoratu nadzoru budowlanego. - Bo w tym piśmie nie ma mowy o tym, że inspektor nie wpuści ludzi na trybuny. Są za to wymienione warunki, które muszą być spełnione, by kibice weszli na trybuny. Do spełnienia tych warunków zobowiązał się wykonawca. I po prostu musi je spełnić, choćby nawet nie chciał - mówi prezes spółki Poznań Euro 2012.
Na rozwój wypadków niecierpliwie czeka
Lech Poznań. - Nie dopuszczamy sytuacji takiej, by wiosną grać we Wronkach - zapewnia wiceprezes Lecha Arkadiusz Kasprzak.
c