Ofensywę transferową zapowiedział m.in. dyrektor sportowy Lecha Marek Pogorzelczyk. Na razie nie wiadomo dokładnie, ilu i jakich piłkarzy sprowadzić chce "Kolejorz". Nieoficjalnie wiadomo jednak, że wśród nich mają być Tomasz Jodłowiec i
Kamil Glik, a Lech nie zamierza na nich pożałować grosza.
- Kamil Glik i Tomasz Jodłowiec nadal są na naszej liście życzeń - mówi dyrektor Marek Pogorzelczyk. - Będziemy się starali ich pozyskać.
Lech próbował tego latem, ale wtedy na przeszkodzie stanęła cena. Szczególnie zawrotna była ona w wypadku reprezentanta Polski Tomasza Jodłowca.
Polonia Warszawa żądała za niego 8 mln zł - co w mniemaniu Lecha było ceną zaporową. - Nie do zapłacenia przez jakikolwiek klub z Polski - twierdził "Kolejorz".
Dlatego szef Polonii, Józef Wojciechowski twierdził i nadal twierdzi, że transfer Jodłowca jest możliwy, ale raczej za granicę. Lech jednak nie zamierza zrezygnować i chce go pozyskać zimą. Warunek - cena musi być niższa.
Na początku października kontuzja wyeliminowała Jodłowca z meczów reprezentacji Polski w eliminacjach mistrzostw świata. - Zawodnik jest kontuzjowany, więc liczymy na to, że cena będzie niższa - mówi Marek Pogorzelczyk.
Nieoficjalnie mówi się, że może wynosić ok. 1 mln euro. - Nie sądzę, aby doszło do transferu do Lecha - uważa wiceprezes Polonii Piotr Ciszewski.
Innego zdania jest jednak ... Tomasz Jodłowiec. - Tak, wiem o ofertach Lecha i jestem zainteresowany - oznajmił, po czym dodał: - Najpierw jednak muszą dogadać się kluby. Myślę jednak, że do tego dojdzie. Szansa na dogadanie się jest duża. Jestem też przekonany, że cena za mnie będzie niższa z powodu tej kontuzji. Będę ją leczył jeszcze przez dwa miesiące. Z jej powodu nie jest jednak o mnie głośno, bo nie gram.
Jodłowiec zaznaczył, że rozmów na temat transferu na razie nie było. Nie ma też ofert z innych klubów.
Z kolei Kamil Glik znalazł się na liście głównych celów transferowych Wisły Kraków. Lech chce go jednak pozyskać i zapewne dopnie swego. Rozmowy w sprawie pozyskania Glika zostały latem odłożone właśnie pod kątem sprowadzenia go w przerwie zimowej. Niewątpliwie
Lech Poznań i Piast Gliwice są już po zaawansowanych rozmowach w tej sprawie.
Transfery te mogą kosztować Lecha sporo pieniędzy, które jednak klub zamierza wyłożyć. Pozyskiwanie piłkarzy tańszych nie sprawdziło się. Niewiele tańszych, dodajmy, bo przecież wyjątkowo nieskuteczny, a na dodatek kontuzjowany teraz Krzysztof Chrapek kosztował 900 tys. zł.
Jodłowiec i Glik to obrońcy, których obecność w Lechu nakazałaby się zastanowić nad przyszłością Bartosza Bosackiemu. Jego kontrakt wygasa w czerwcu. - Rozmów o jego przedłużeniu na razie nie było, ale ja też nie naciskam. Być może na wszystko przyjdzie czas. Zawsze mam aktualną ofertę z greckiej Larissy - przypomina Bosacki. - Już latem mogłem odejść do arabskich szejków za dobre pieniądze, ale ja nie palę się do opuszczania Poznania. Chcę nadal grać w Lechu. Nie wiem jednak, czy Lech chce, aby nadal grał tu Bartosz Bosacki - mówi piłkarz. Właściciel klubu Jacek Rutkowski deklarował niedawno, że będzie chciał podpisać nową umowę z dzisiejszym kapitanem Lecha.