Spółka Hydrobudowa
Polska, która buduje poznański obiekt, błyskawicznie zwołała na wczorajsze przedpołudnie konferencję prasową. - Mieliśmy naradę dotyczącą prac na stadionie - mówi rzecznik firmy Krzysztof Woch. Za nim, w miejscu, gdzie kiedyś była murawa, widać gigantyczną kratownicę. - Zgodnie z harmonogramem, powinna być już 30 m nad ziemią. Operacja się jednak przedłuża - dodaje Woch.
To już wiedzieliśmy wcześniej, podobnie jak to, że budowlańcy wykorzystali już całą rezerwę czasową. Zarówno wykonawca, jak i inwestor, spółka
Euro 2012, podkreślali jednak: - Piłkarze Lecha wrócą na stadion 21 listopada na mecz z Ruchem Chorzów, zgodnie z wcześniejszymi założeniami.
Od wczoraj nie jest to już takie oczywiste. - Istnieje realne ryzyko, że ten termin nie zostanie dotrzymany - tłumaczy Woch. Jego zdaniem winna jest pogoda: niedawny silny wiatr i "atak zimy, niespotykany o tej porze roku w poprzednich latach". Zdaniem wykonawcy niesprzyjająca aura spowodowała ponadtygodniowe opóźnienie przy podnoszeniu kratownicy. - Zostaliśmy zmuszeni do zastosowania dodatkowych zabezpieczeń, co wydłuża realizację przedsięwzięcia. Ze względu na ciężar montowanych elementów [największy waży 1,4 tys. ton - red.], błąd w zabezpieczeniach mogłoby wywołać niewyobrażalną w skutkach katastrofę budowlaną - tłumaczy Krzysztof Diduch, prezes spółki odpowiedzialnej za montaż konstrukcji dachu.
Udało się nam jednak ustalić, że opóźnienie nie jest spowodowane tylko pogodą. Nieoficjalnie wiemy, że pojawiło się ryzyko, iż przy planowanych środkach ciężkiej konstrukcji w ogóle nie da się podnieść na wymaganą wysokość. Były nawet plotki, że przedstawiciele szwajcarskiego kooperanta Hydrobudowy podziękowali za współpracę i uciekli. - To nieprawda, że Szwajcarzy się wycofali. Pojechali do Szwajcarii, bo dmuchają na zimne i ściągają do Poznania dodatkowy sprzęt - mówi rzecznik Woch.
Wprzwdzie Krzysztof Diduch dodaje, że "przy szczęśliwym biegu wypadków i sprzyjającej aurze" wszystko może jeszcze odbyć się zgodnie z harmonogramem i za miesiąc piłkarze Lecha mogą po raz pierwszy w tym sezonie zagrać w
Poznaniu. Mało kto jednak w to wierzy, bo po co byłoby zwoływać konferencję i informować o problemach? Po co Hydrobudowa oferowałaby darmowe bilety dla rozzłoszczonych kibiców Lecha? - Mamy propozycję częściowej rekompensaty dla kibiców, bo wiadomo, że wszystkich strat związanych z opóźnieniem nie da się zrekompensować - mówi Woch i informuje: - Spółka jest gotowa wykupić bilety na mecz Lecha we Wronkach dla każdego, kto będzie chciał tam pojechać.
Stowarzyszenie kibiców "Wiara :Lecha" nie ma jednak zamiaru przyjąć tej rekompensaty. - To chyba jakieś nieporozumienie - twierdzi rzecznik "Wiary Lecha" Marcin Kawka. Po meczu z Ruchem Lech ma jeszcze zaplanowane pojedynki z Piastem Gliwice (5 grudnia) i Koroną
Kielce - tydzień później. Nikt wczoraj nie był w stanie obiecać, że i te terminy zostaną dotrzymane. - Nie może być silnych mrozów, wiatru powyżej 30 km na godz. i deszczu, bo wtedy nie można spawać - wylicza przeciwności Andrzej Michalski, kierownik budowy. - Nie jest zagrożony termin zakończenia inwestycji, czyli czerwiec 2010 r. - podkreśla jednak rzecznik Hydrobudowy.
Żeby grudniowe mecze odbyły się w Poznaniu, do
gry musi być gotowe boisko. A do tego jeszcze daleka droga. Dziś ma się zakończyć operacja naprężania kratownicy. Jutro ma ona wreszcie powędrować w górę - po mniej więcej dziesięciu godzinach, w piątkowe popołudnie kratownica ma być już na wysokości 30 m. Diduch: - Ze względów bezpieczeństwa stadion będzie zamknięty, ale prace będzie można obserwować od strony ul. Bułgarskiej.
Potem ekipa będzie potrzebowała ok. dziesięciu dni, by przenieść urządzenia hydrauliczne spod czwartej trybuny pod przeciwległą. Tam do wykonania jest podobna operacja. Po pierwszej części będzie już można zdjąć 80 proc. betonowych płyt, które leżą w miejscu boiska i które miały chronić instalację podgrzewającą murawę. Już wiadomo, że chroniły nieskutecznie, bo system został uszkodzony i z rur wycieka glikol. To też jest do naprawienia, zanim do Poznania przyjadą rolki z nową trawą. Żeby ją rozłożyć, też trzeba będzie spoglądać w niebo. - Rozkładanie trawy potrwa dwa-trzy dni, a potem nowa murawa powinna poleżeć z tydzień - mówi wiceprezes Lecha Arkadiusz Kasprzak. Budowlańcy musieliby więc posprzątać po sobie najpóźniej dziesięć dni przed powrotem piłkarzy na stadion. Ale z położeniem trawy też nie można zwlekać. - Trzeba ją rozwinąć najpóźniej w listopadzie. Temperatura nie może w tym czasie spaść poniżej minus 2 stopni, bo w przeciwnym razie murawa może się nie przyjąć - dodaje Kasprzak. - Jeśli nie zdążymy w listopadzie, to potem na sprzyjające warunki może będzie czekać do marca. A przecież sezon kończy się szybko, w połowie maja, aż strach pomyśleć, jeśli wiosny też nie moglibyśmy zaczynać w Poznaniu.