Hydrobudowa, która buduje konstrukcję dachu na stadionie, złożyła we wtorek wniosek o przedłużenie terminu do listopada. - Firma, która miała dostarczyć nam części, jest w stanie upadłości. Musieliśmy znaleźć nowe i zmienić cały projekt. Konstrukcja dachu jest teraz cięższa i jej postawienie wymaga więcej czasu - tłumaczy Jacek Krzyżaniak, rzecznik grupy PBG, do której należy Hydrobudowa.
Termin ukończenia remontu całego stadionu, czyli czerwiec 2010 r., nie jest zagrożony. Jednak budowa konstrukcji dachu wyłącza z użytku murawę na stadionie.
To mrożąca krew w żyłach informacja dla poznańskiego Lecha i jego kibiców. Co prawda przyzwyczaili się oni do tego, że z powodu budowy zadaszenia stadion przez część nowego sezonu będzie nieczynny, a Lech w tym czasie musi awaryjnie grać w odległych o 65 km Wronkach. Jednak od października nasza drużyna miała wrócić na Bułgarską. Dlatego tak ustawiano terminarz ligowy, aby najciekawsze mecze - w tym szlagierowy mecz z Wisłą
Kraków - lechici zagrali nie wcześniej niż w październiku.
W grę wchodzą również mecze Lecha w europejskich pucharach. Na razie one także odbywają się we Wronkach. Jednakże gdyby Lech - tak jak rok temu - awansował dalej, najciekawsze mecze jesienne z coraz mocniejszymi rywalami mógłby już grać w
Poznaniu. Wygląda jednak na to, że nic z tego.
Między Poznaniem a Wronkami jest kolosalna różnica. Stadion w Poznaniu mieści 17,5 tys. widzów, a wroniecki maluch - najwyżej 6 tys. Zakładając, że jeden bilet na taki szlagierowy mecz kosztowałby 100 zł (to realna cena), już na samych wejściówkach Lech straciłby - bagatelka - milion złotych na każdym spotkaniu!
Dlatego Lech zamierza protestować. - To fatalna wiadomość, która stawia na głowie całą organizację rozgrywek - mówił nam wczoraj wiceprezes klubu Arkadiusz Kasprzak.
Ale protest Lecha pewnie nic nie da. Owszem, spółka
Poznań Euro 2012 może teoretycznie nie zgodzić się na przesunięcie terminu prac. - Wtedy Hydrobudowa musiałaby zwinąć cały plac budowy i rozłożyć go na nowo już po sezonie, czyli w grudniu - mówi Michał Prymas z Poznań Euro 2012. W praktyce trudno jednak sobie to wyobrazić. Zapewne to Lech będzie musiał przystać na nowe warunki.
Zarządzająca modernizacją stadionu spółka Poznań Euro 2012 ma pretensje do wykonawcy. - Jesteśmy zaskoczeni tą sytuacją. Pierwotnie budowa konstrukcji dachu miała ruszyć zimą i to Hydrobudowa wnioskowała, by zrobić to latem. Latem miało pójść szybciej. Okazuje się, że nie pójdzie - mówi Prymas.
Jacek Krzyżaniak z Hydrobudowy broni się: - Opóźnienie jest od nas niezależne. Nie mogliśmy tego przewidzieć. My też chcemy skończyć budowę jak najszybciej. Wiem, że kibice mogą mieć żal. Gwarantujemy jednak, że wiosną, gdy Lech będzie walczył o mistrzostwo, stadion będzie już czynny.