Sport.pl

Stadion zamknięty, Kolejorz straci miliony?

Radosław Nawrot
04.08.2009 , aktualizacja: 05.08.2009 19:33
A A A Drukuj
Budowa konstrukcji dachu na stadionie Lecha nie skończy się we wrześniu. Przez to spóźnienie nasza drużyna będzie musiała rozgrywać szlagierowe mecze poza Poznaniem. Klub może na tym stracić nawet kilka milionów złotych
Hydrobudowa, która buduje konstrukcję dachu na stadionie, złożyła we wtorek wniosek o przedłużenie terminu do listopada. - Firma, która miała dostarczyć nam części, jest w stanie upadłości. Musieliśmy znaleźć nowe i zmienić cały projekt. Konstrukcja dachu jest teraz cięższa i jej postawienie wymaga więcej czasu - tłumaczy Jacek Krzyżaniak, rzecznik grupy PBG, do której należy Hydrobudowa.

Termin ukończenia remontu całego stadionu, czyli czerwiec 2010 r., nie jest zagrożony. Jednak budowa konstrukcji dachu wyłącza z użytku murawę na stadionie.

To mrożąca krew w żyłach informacja dla poznańskiego Lecha i jego kibiców. Co prawda przyzwyczaili się oni do tego, że z powodu budowy zadaszenia stadion przez część nowego sezonu będzie nieczynny, a Lech w tym czasie musi awaryjnie grać w odległych o 65 km Wronkach. Jednak od października nasza drużyna miała wrócić na Bułgarską. Dlatego tak ustawiano terminarz ligowy, aby najciekawsze mecze - w tym szlagierowy mecz z Wisłą Kraków - lechici zagrali nie wcześniej niż w październiku.

W grę wchodzą również mecze Lecha w europejskich pucharach. Na razie one także odbywają się we Wronkach. Jednakże gdyby Lech - tak jak rok temu - awansował dalej, najciekawsze mecze jesienne z coraz mocniejszymi rywalami mógłby już grać w Poznaniu. Wygląda jednak na to, że nic z tego.

Między Poznaniem a Wronkami jest kolosalna różnica. Stadion w Poznaniu mieści 17,5 tys. widzów, a wroniecki maluch - najwyżej 6 tys. Zakładając, że jeden bilet na taki szlagierowy mecz kosztowałby 100 zł (to realna cena), już na samych wejściówkach Lech straciłby - bagatelka - milion złotych na każdym spotkaniu!

Dlatego Lech zamierza protestować. - To fatalna wiadomość, która stawia na głowie całą organizację rozgrywek - mówił nam wczoraj wiceprezes klubu Arkadiusz Kasprzak.

Ale protest Lecha pewnie nic nie da. Owszem, spółka Poznań Euro 2012 może teoretycznie nie zgodzić się na przesunięcie terminu prac. - Wtedy Hydrobudowa musiałaby zwinąć cały plac budowy i rozłożyć go na nowo już po sezonie, czyli w grudniu - mówi Michał Prymas z Poznań Euro 2012. W praktyce trudno jednak sobie to wyobrazić. Zapewne to Lech będzie musiał przystać na nowe warunki.

Zarządzająca modernizacją stadionu spółka Poznań Euro 2012 ma pretensje do wykonawcy. - Jesteśmy zaskoczeni tą sytuacją. Pierwotnie budowa konstrukcji dachu miała ruszyć zimą i to Hydrobudowa wnioskowała, by zrobić to latem. Latem miało pójść szybciej. Okazuje się, że nie pójdzie - mówi Prymas.

Jacek Krzyżaniak z Hydrobudowy broni się: - Opóźnienie jest od nas niezależne. Nie mogliśmy tego przewidzieć. My też chcemy skończyć budowę jak najszybciej. Wiem, że kibice mogą mieć żal. Gwarantujemy jednak, że wiosną, gdy Lech będzie walczył o mistrzostwo, stadion będzie już czynny.

Podziel się