Pomocnik Lecha Poznań Siergiej Kriwiec mógł nie wrócić do Polski z grudniowego urlopu w Grodnie. Upomina się o niego białoruskie wojsko - pisze Przegląd Sportowy.
Podróż Kriwca do rodzinnego Grodna była obarczona sporym ryzykiem, bo piłkarz ma nieuregulowany stosunek do obowiązkowej służby wojskowej. Na Białorusi wojsko jest obowiązkowe dla wszystkich mężczyzn między 18. a 27. rokiem życia. - Teoretycznie powinienem półtora roku spędzić w wojsku, takie są przepisy. Gdyby tak miało być, to pewnie musiałbym skończyć karierę - mówi w PS piłkarz, który w czerwcu kończy 26 lat.
Na razie Białorusin nie trafił w kamasze, bo korzysta z ulgowej taryfy, przysługującej sportowcom. - W końcu jestem reprezentantem kraju. Oczywiście tak bardzo się nie boję, że trafię do koszar. Trzeba jednak uregulować sprawy służby wojskowej. Poprosiłem moich znajomych, aby pomogli mi ostatecznie ją odroczyć. Chciałbym bowiem mieć komfort i nie mieć tych spraw na głowie - tłumaczy Kriwiec.
no zwyaczanie musi posmarowac
i tyle
wielka mi filozofia
albo niech sobie wytatuuje cos na palcach prawej reki :)
der-rauber
Oceniono 4 razy
4
czy urzędnicy Łukaszenki są bezmyślni czy to jakaś kaczka dziennikarska? koleś robi karierę, odprowadza podatki a tu chcą go wsadzić do wojska i do niego dopłacać? W ogóle po co komu wojsko w tej części świata w tych czasach? Tu już nie ma z kim walczyć ani o co. Wojna się nie opłaca.
Gość: zz
Oceniono 6 razy
4
przedłuz kontrakt o 5 lat i masz spokoj z dziadem Łukaszenką
bladydziad
Oceniono 1 raz
-1
@Gość: zz
tylko nie to! niech już idzie do tego wojska bo piłkarzem jest marnym a przynajmniej Kiełb będzie mógł wrócić na jego miejsce