Po jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym meczu w tym sezonie, nafciarze pokonali Traveland
Olsztyn 32:20 (14:8). Ale nie forma podopiecznych Thomasa Sivertssona, który po raz pierwszy prowadził Wisłę w
Płocku, stała się przyczynkiem do pomeczowych dyskusji.
Otóż na trybunach hali Chemika pojawiła się liczna grupa kibiców sekcji piłkarskiej. Ubrani w białe koszulki, zebrani w rogu hali, w spokoju czekali na pierwszy gwizdek. Kiedy tylko sędziwe zasygnalizowali początek
gry, od razu ruszyli z głośnym dopingiem. Szybko stało się jednak jasne, że to był protest w stosunku do władz klubu i właściciela, tj. Urzędu Miasta. Fani rozwinęli transparent "Na nic wasze kłamstwa, lewe sondaże, zbliża się wasz koniec - tak chcą Nafciarze". Rytmiczne oklaski i głośne okrzyki, przeplatały hasła: "Kto nie skacze, ten z Ożogiem", "Ożóg! Co? Ty wiesz co!", "Ożóg wyjdź z tej siłowni!", "Wisła to my, a nie Ożóg i bełchatowskie psy". Były wulgaryzmy. Dostało się także prezydentowi Mirosławowi Milewskiemu i wiceprezydentowi Piotrowi Kuberze, który jako jedyny z obrażanych siedział na trybunach. A wszystko przed kamerami Polsatu
Sport, który na żywo transmitował spotkanie.
- Nie wiem, jaki był cel tej akcji - mówi wiceprezydent Piotr Kubera i członek rady nadzorczej Wisły. - I nie jest ważne, czy krzyczeli na mnie, prezydenta czy prezesa klubu. Następnym razem może to być związany emocjonalnie od wielu lat z Wisełką kibic.... Kto to inspirował? Trudno powiedzieć, czy SSKWP czy inne grupy. W każdym razie widziałem na trybunie członków SSKWP z wiceprezesem Kaliwodą. Takie metody do niczego nie prowadzą. Piękne akcje krwiodawstwa, zbiórka i przekazanie pieniędzy na rzecz Ośrodka Opiekuńczo-Wychowawczego mające poprawić społeczny wizerunek kibica, a tu nagle... czar pryska. Stereotypy wizerunku kibiców piłki nożnej górą!!! To przykre...
- Niedzielna akcja miała być przypomnieniem kibiców, że problemy przez nich sygnalizowane pozostają nierozwiązane, a ich zdanie jest ignorowane, czy wręcz wyśmiewane - odpiera Jacek Kruszewski, szef Stowarzyszenia Sympatyków Klubu Wisła Płock. - Niespełna 200-osobowa, ubrana na biało grupa, kupiła bilety i jak wszyscy inni stanęła na hali. Nie było żadnych ekscesów, nie przeszkadzaliśmy, co bardzo cieszy, zawodnikom w grze, wręcz przeciwnie, staraliśmy się im pomagać. Sam Marcin Wichary kilkakrotnie do nas machał w jego charakterystyczny sposób. Co do wulgaryzmów... zaprezentowany został transparent, na którym nie ma wulgaryzmu. Nie wszystkie hasła były wulgarne, ale wyrwało się z pewnością coś, co nie powinno. Przy tak ogromnych emocjach, jakie obecnie nami targają, pewnych, nieplanowanych zachowań nie dało się niestety uniknąć.
Według Kruszewskiego protest odnosił się do postulatów, które ukazały się w jego rozmowie z "Gazetą", m.in. "Pod wodzą pana Ożoga klub przeżywa jeden z najgorszych okresów w historii. Prezes nie zrobił według fanów nic, by ten stan poprawić. Drużyna zajmuje miejsce spadkowe, a na mecze przychodzi kilkaset osób. To są rzeczy niespotykane od lat. Główny zarzut to doprowadzenie do degrengolandy sportowej - błędne decyzje, niepanowanie nad sekcją, brak zdecydowanych działań i silnej ręki w sytuacjach, które tego wymagały". - W tej kwestii nic się nie zmieniło - dodaje Kruszewski. - Tam oprócz zarzutów była np. przedstawiona wyraźnie propozycja debaty o klubie. Odzew był zerowy. Były już listy otwarte, petycje, wywiady, transparenty, przemarsze pod ratusz (maj '09 ), rozmowy kuluarowe i inne mniej lub bardziej wyszukane działania. I nic.
Po pierwszej połowie protestująca grupa opuściła halę. - Kibice powinni pamiętać, że podobne akcje mogą się obrócić przeciwko nim - zaznacza Kubera. - Szkoda że nie słyszeli komentarzy innych kibiców, tych, którzy przyszli naprawdę kibicować swojej drużynie. Takie zachowania sprawiają, że możliwość dialogu jest coraz mniejsza. Oni nie robią na złość Kuberze, Ożogowi, tylko kompromitują Wisłę Płock w i tak niełatwym dla niej okresie.