Voigt jest prezesem ŁKS od dwóch tygodni, gdy w roli tej zastąpił Jakuba Urbanowicza. Biznesmen ma wyprowadzić klub z al. Unii na prostą i uratować od upadku, który jeszcze niedawno wydawał się nieunikniony. - Moim głównym zadaniem będzie pozyskanie inwestorów, którzy do końca sezonu wyłożą 3 mln zł na utrzymanie piłkarskiej drużyny. I w takim kierunku obecnie moje działania zmierzają -
mówi Voigt w rozmowie z "Gazetą i Łódź.sport.pl.
Prezes ŁKS udzielił również wywiadu "Dziennikowi Łódzkiemu". Gazecie opowiada m.in. o długach klubu. - Księgowe zadłużenie wynosi ok. 4 milionów złotych. A to z wartością drużyny, kart zawodniczych itd. w pewnym sensie się bilansuje. Zapraszam więc wszystkich sponsorów i reklamodawców oraz samorządy terytorialne i gospodarcze, ponieważ paradoksalnie klub jest na plusie w kontekście podliczenia również wartości niematerialnych i prawnych -
przekonuje Voigt w rozmowie z "DŁ".
Opowiada również o tym, jak czuje się po dwóch tygodniach pracy w ŁKS i jak radzi sobie w nowej roli. - Problemy tylko mnie wzmacniają. Popełniłem rok temu książkę, a jej tytuł to "Abecadło według Andrzeja Voigta. Co nas nie zabije, to nas wzmocni".
I dodaje: - Dla mnie to jest [
praca w ŁKS - przyp. red.] ogromna przyjemność, bo robię coś, o czym można przeczytać na stronie nr 73 w mojej książce. Jeden z czytelników przypomniał mi ostatnio, że napisałem w książce w 2010 roku, iż moim marzeniem jest kierować wielkim klubem sportowym. Minęły dwa lata i proszę, jakie scenariusze pisze Pan Bóg i życie. Marzę o tym, by zrobić z klubu coś, co będzie solidne na lata, ale nie tylko dzięki mojej zamożności, ale również dzięki zaangażowaniu kibiców i byłych zawodników. Dla mnie wzorem jest
Alex Ferguson i jego życie.
Nowy prezes mówi również, że przez najbliższe dwa lata - z powodu budowy stadionu - ŁKS czeka bardzo ciężka praca. - Inne kluby w trakcie trwania budowy obiektów też przeżywały bardzo trudne chwile. Moim zdaniem dzisiaj nie ma już ludzi, którzy zainwestują w klub, który gra na placu budowy. Chyba, że są to ludzie, którzy nie do końca mają czyste pieniądze i chcą je uwiarygodnić - tłumaczy. - Dlatego jest olbrzymia rola urzędu miasta, żeby w tym bardzo trudnym momencie pomagał, również finansowo. I to w znacznie większej kwocie, niż do tej pory. Nie ma żadnej innej organizacji, oprócz ŁKS i Widzewa, która piętnaście razy w ciągu roku daje tyle satysfakcji i gromadzi tylu łodzian. Według mnie w sposób proporcjonalny powinny być dzielone pieniądze. Miasto Zabrze, znacznie mniejsze i biedniejsze od
Łodzi, daje na Górnik ponad 4 mln zl dotacji. Z kolei
Ruch Chorzów dostaje dwa miliony zł pożyczki od miasta. Na ten okres trzech lat prosiłbym włodarzy miasta i województwa, by traktowały Widzew i ŁKS jako centra promocji na świat, a nie wzajemnie zwalczające się kluby.
Voigt dodaje, że choć utrzymanie w ekstraklasie jest dla ŁKS bardzo ważne, to jednak w przypadku spadku "nie będzie tragedii". -
Bo za trzy lata ten klub ma walczyć o grę w Lidze Europejskiej. Taki jest plan - tłumaczy.