Rozmowa z Janem Jakubowskim*
Marcin Markowski: W Łodzi będziemy mieć stadion z trzema trybunami.Jan Jakubowski: Lepszy byłby z czterema.
Dlaczego?- Na stadionach są emocje i hałas. To część widowiska. Stadion powinien mieć taką bryłę, by te emocje, tumult, gorącą atmosferę kumulować. Widział pan stadiony w Anglii? W przestrzeni bardzo ograniczonej trybunami kibic ma niemal fizyczny kontakt z piłkarzem. Dzięki temu silniej przeżywa mecz, a jego emocje dają piłkarzowi dodatkowego kopa. Na stadionie z trzema trybunami nie ma na to szans. Emocje uciekną jak powietrze z dziurawej piłki.
Byłem na wielu nowych stadionach, nie tylko w Europie. Nowego z trzema trybunami nie widziałem.
Świat zatraca różnice. Niezależnie od tego, gdzie mieszkamy, oglądamy te same programy w telewizji, ubieramy się w tych samych sklepach, jemy te same hamburgery. Przynajmniej stadion będziemy mieć oryginalny.- Trzy trybuny są dobre dla trawy, która lepiej rośnie, bo ma więcej powietrza i słońca. Stadion buduje się jednak dla ludzi. Stadion, który powstanie w Łodzi, nie będzie brzydki, ale - powtórzę - czwarta trybuna by się przydała.
Miasto stać na trzy trybuny.- Gdyby władze wykazały swego czasu więcej dobrych chęci w kwestii stadionu, mogłyby wybudować cztery trybuny i zapłacić mniej niż za trzy.
Jak to możliwe?- Był rok - chyba - 2002. Otwierałem jedną ze swoich hal sportowych w Łącku niedaleko Płocka. Na uroczystości był m.in. amerykański ambasador. Hala - nietypowa, bo z łukami, bez podpórek dachu - wpadła mu w oko. Opowiedział o niej swojemu przyjacielowi, chińskiemu architektowi z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, profesorowi Joong C. Lee. Profesor zaprosił mnie do Nowego Jorku. Byłem zaszczycony, bo to w architekturze sława światowa. Współprojektował m.in. najwyższe kiedyś wieżowe bliźniaki w Kuala Lumpur, jaskółcze gniazdo, czyli stadion olimpijski w Pekinie.
Kilka lat temu zaprosiłem profesora do Łodzi. Przyjechał z kilkoma Amerykanami ze swojego biura Weidlinger Associates, wśród których był m.in. świetny architekt polskiego pochodzenia Andrzej Brzozowski. Już wtedy w Łodzi dużo mówiło się o stadionie, który wreszcie trzeba wybudować. Chciałem wykorzystać znajomość ze słynnym konstruktorem i zainteresować go projektem.
Zawiozłem gości na ŁKS. Dokładnie obejrzeli sypiący się obiekt, zrobili zdjęcia. Amerykanie projektowali m.in. stadiony w Korei, na których w 2002 roku były rozgrywane mistrzostwa świata w piłce nożnej. Przepiękne sportowe areny! Projekt jednej z nich - na wyspie Cheju - chcieli zaadaptować do łódzkich warunków, potrzeb i sprzedać go miastu za pół ceny. Wiadomo: nam niepotrzebny stadion na 50 tysięcy osób. Wystarczy na 20. Pamiętam, że z ŁKS-u pojechaliśmy do urzędu miasta na spotkanie z ówczesnym prezydentem Jerzym Kropiwnickim i urzędnikami odpowiedzialnymi za inwestycje. Niestety, rozmowa jeszcze się nie rozkręciła, a prezydent wyszedł. Przepraszał, tłumaczył, że miał zaplanowane inne ważne spotkanie. Kilka tygodni później Amerykanie przysłali list, w którym zgłosili gotowość do wystartowania w
przetargu na stadion miejski. Przysłali również koncepcję architektoniczną stadionu, który miałby być usytuowany przy al. Unii. Rysunki, wizualizacje na bazie aren chińskich i koreańskich. Niestety, nikt im nie odpowiedział.
Może projekt był za drogi? Albo zbyt drogi byłby stadion wybudowany według amerykańskich wytycznych?- Ceny projektu nie pamiętam. Nie sądzę jednak, by znacząco przekraczała koszt tego, który został najlepiej oceniony teraz. Przypomnę, że Amerykanie byli gotowi sprzedać go za połowę. Jeśli zaś chodzi o koszt budowy "ich" stadionu, wtedy oscylował w granicach 110 mln zł [stadion na 16 tysięcy widzów, który powstanie, ma pochłonąć około 160 mln zł, a z halą i parkingami 218 - przyp. red.]. Poza tym pieniądze to nie wszystko. Amerykanie to ekstraklasa. Architekturą sportową się bawią. Ich projekt miałby cztery błędy, projekty architektów bez takiego doświadczenia mają błędów po pięćdziesiąt cztery.
Stadion bez jednej trybuny to jak łódź bez burty?- Nie. Burty są, ale nie ma rufy. Jak w dużych kutrach, w których pochyły pokład na końcu zanurza się w wodzie, by rybakom łatwiej było wyciągać sieci z rybami.
Dr inż. Jan Jakubowski, wieloletni wykładowca na Wydziale Architektury Politechniki łódzkiej, specjalizuje się w obiektach sportowych. Zaprojektował ponad 120 hal sportowych, basenów i kortów, także w Kuwejcie, Niemczech, Austrii i na Litwie