Co ciekawe, żadnego z tych spotkań jako mistrz PGE Skra nie przegrała. W 2005 roku pokonała 3:0
AZS Olsztyn, następnie 3:2 i 3:0
Jastrzębski Węgiel, 3:0 AZS Częstochowa, 3:2 Resovię i przed rokiem 3:2 jastrzębian. Teraz też byłaby zdecydowanym faworytem, gdyby nie bardzo poważne kłopoty kadrowe. Na pewno nie zagra Michał Bąkiewicz, który w piątek zakończył w szpitalu kurację antybiotykową. Na razie nie ma mowy o powrocie do treningów. Jakby mało było kłopotów, palec wybił bardzo mocno
Michał Winiarski i jego występ w sobotę stoi pod dużym znakiem zapytania. - Michał wrócił już do zajęć, ale decyzję o jego występie podejmie sam. Przed nami mnóstwo meczów, a zdrowie jest najważniejsze - podkreśla Nawrocki.
Pech PGE Skry polega na tym, że Winiarski i Bąkiewicz to skrzydłowi, których najsilniejszą stroną jest przyjęcie zagrywki. To jednak nie koniec problemów, bowiem w środku tygodnia na ból kolana zaczął narzekać kolejny podstawowy siatkarz
Bartosz Kurek. Lekarz stwierdził jednak, że to efekt przeciążenia. Najlepszy polski zawodnik to twardy człowiek i z pewnością zrobi wszystko, by zagrać przeciwko swojemu poprzedniemu klubowi.
Partnerem Kurka będzie Konstantin Cupković. Dla Serba będzie to debiut w PlusLidze. Problem w tym, że obaj skrzydłowi nie są wybitnymi specjalistami w przyjęciu zagrywki. - Bartek to całkiem inny siatkarz niż choćby rok temu. W przyjęciu radzi sobie już bardzo dobrze - uspokaja Daniel Pliński, środkowy PGE Skry.
Większy problem może być z Cupkoviciem, ale on i Kurek mają inny atut - atak. Takiej siły ognia na lewym skrzydle nie ma żaden inny polski zespół, a i na świecie znalazłoby się niewiele lepszych. W kryzysowych sytuacjach, czyli gdy przeciwnicy będę serwować bardzo dobrze, trenerzy będą mieć do dyspozycji Roberta Milczarka.
Także Zaksa zagra w osłabionym składzie, bo z powodu urazu kolana nie może wystąpić Jurij Gladyr. Brakuje też Sebastiana Świderskiego, który wciąż odczuwa skutki kontuzji. Bez tego drugiego wicemistrzowie Polski pokonali w pierwszej kolejce Farta Kielce 3:1. Na najlepszego zawodnika wybrano Antonina Rouziera, nowego atakującego (zajął miejsce Jakuba Jarosza). Francuz zbijał ze skutecznością 47 proc., miał jednego asa i pięć bloków, co dało mu 24 pkt.
Z pewnością PGE Skra nie będzie mieć kompleksów, bo występujący na tej samej pozycji Mariusz Wlazły w wygranym też 3:1 meczu z Lotosem Treflem Gdańsk miał aż 61-procentową skuteczność w ataku i cztery asy.
- Rouzier wprowadził w Zaksie stabilizację w ataku. Na pewno ta drużyna jest silniejsza niż w poprzednim sezonie - twierdzi trener PGE Skry. W porównaniu z finałowymi spotkaniami o mistrzostwo Polski podstawowej szóstce zespołu z Kędzierzyna-Koźla zaszła jeszcze jedna zmiana: Brazylijczyka Idiego zastąpił inny - Guillaume Samica. - On nieźle przyjmuje, a w ataku, jak każdy Francuz, potrafi uderzyć i mocno, i technicznie - uważa Nawrocki.
Z pewnością wielkim atutem Zaksy jest rozgrywający Paweł Zagumny, wybrany razem z Mariuszem Wlazłym na MVP poprzednich rozgrywek PlusLigi.
Kibice w Bełchatowie, a także przed telewizorami, z pewnością obejrzą świetne spotkanie. W ubiegłym sezonie obie drużyny zmierzyły się dziewięciokrotnie (osiem razy z lidze i w finale Pucharu Polski). Zaksa wygrała raz - w pierwszym meczu play-off. Ale aż cztery pojedynki kończyły się w pięciu setach.
- W pierwszym meczu sezonu zagraliśmy nerwowo. Teraz będzie już lepiej, obojętnie, w jakim składzie wyjdziemy na boisko - deklaruje Daniel Pliński z PGE Skry. Początek meczu o godz. 14.30 (transmisja w Polsacie
Sport).