To było jedno z najkrótszych spotkań Ligi Mistrzyń w historii Muszyny. Trwało zaledwie godzinę i 15 minut, a gospodynie dopiero w trzecim secie zdołały wyjść na prowadzenie. Utrzymały je bardzo krótko, a później znowu były niemiłosiernie bombardowane przez mistrzynie Francji.
Zespół z Cannes grał tak dobrze, że trener Yan Fang ani razu nie musiał prosić o przerwę. Przeprowadzane przez niego zmiany też raczej wynikały z chęci rotowania składem niż obawą o wynik. Jego zawodniczki atakowały piłkę z niesamowitą siłą i precyzją, a w obronie momentami uwijały się jak gimnastyczki. Zdarzyło się im np. podbić piłkę nogą, a następnie skończyć akcję. Mistrzynie Polski nie spisały katastrofalnie, ale by postawić się rywalkom, każda z nich musiałaby zagrać mecz życia. - Francuzki mają naprawdę bardzo mocny zespół. Skutecznie atakują i zdobywają wiele punktów z kontrataku - przyznaje Rachel Rourke, atakująca i najlepsza zawodniczka Banku BPS.
Serwiński: - To była różnica klasy. Rywalki zdecydowanie dominowały, a nasz atak przy ich był archaiczny. To doświadczony zespół i mogą jeszcze sporo w LM zdziałać.
W Muszynie Cannes zaliczyło siódme zwycięstwo w siódmym meczu. Bilans mistrzyń Polski też nie jest zły - cztery wygrane i trzy porażki, ale szanse na awans do 1/4 LM zmalały niemal do zera. By zagrać o Final Four drużyna z przygranicznego miasteczka musiałaby we wtorek wygrać w Cannes (obojętnie w jakim stosunku), a następnie rozstrzygnąć na swoją korzyść "złotego seta". - Nie możemy z góry zakładać, że we Francji przegramy. Ale będzie niesamowicie trudno. Teraz celem numer jeden jest dla nas obrona mistrzostwa Polski - przyznaje Serwiński.
Jego drużyna ostatnio przeżywa trudne chwile, bo w piątek pożegnała się z Pucharem Polski. Teraz najważniejsze będzie obronienia pozycji lidera w lidze (na dwie kolejki przed końcem Atom
Trefl Sopot ma punkt mniej), a następnie zdobycie tytułu. - Jestem pewna, że nas na to stać. Odpoczniemy, nabierzemy sił i damy sobie radę - uważa Rourke.