Mistrzynie Polski mają okazję do podwójnie słodkiej zemsty. W środę (godz. 18.30, hala przy Reymonta) mogą rewanżować się wicemistrzyniom Czech za nieoczekiwaną porażkę w pierwszej rundzie, a także zapewnić sobie awans do fazy pucharowej Euroligi.
To była jedna z największych niespodzianek tego sezonu w Eurolidze. Wiślaczki opromienione wyjazdowym zwycięstwem w Moskwie ze Spartakiem i trzema wygranymi w europejskich pucharach pojechały do zdecydowanie najsłabszej drużyny grupy C. W Brnie przegrały jednak z Frisco 65:70.
- Ta wpadka nie miała prawa się zdarzyć. Po wygranej ze Spartakiem zawodniczki poczuły się zbyt pewne i błyskawicznie zostały sprowadzone na ziemię - przyznał Ludwik Miętta-Mikołajewicz, prezes Wisły.
Podopieczne trenera Jose Hernandeza nadal są jednak liderkami grupy, a dziś mogą dopełnić formalności, czyli na 100 procent zapewnić awans do play-off. Zwycięstwo przybliży je do jeszcze jednego celu - znalezienia się w gronie drużyn, które w walce o turniej finałowy (Final Eight zostanie rozegrany w Stambule) będą miały atut własnego boiska. By tak się stało, na koniec fazy grupowej muszą być w ósemce zespołów z najlepszym bilansem. Im wyżej, tym trafią na teoretycznie łatwiejszego rywala w play-off. Teraz lepszy pod tym względem jest tylko Fenerbahce Stambuł (grupa B), a taki sam bilans jak Wisła mają Ros Casares Walencja i organizator finałów Galatasaray Stambuł (obie z grupy A), ale oba zespoły wyprzedzają krakowianki korzystniejsza różnicą małych punktów.