Z drużyną nie trenują Nicole Powell, Ewelina Kobryn i Erin Philips, bo ich drużyny w WNBA rywalizują jeszcze w fazie play-off. Hernandez nie ukrywa, że to duży problem. - Nie możemy ćwiczyć
gry "pięć na pięć". Po raz pierwszy zagramy tak dopiero podczas najbliższych turniejów towarzyskich [w czwartek wiślaczki jadą do Czech - przyp. red.] - mówi trener.
W lecie jego drużyna przeszła małą metamorfozę. Odeszły Andja Jelavić, Gunta Baszko oraz najlepsza zawodniczka finałów Jelena Leuczanka. Do drużyny dołączyły za to Belgijka Anke De Mondt, reprezentantka Czarnogóry Milka Bjelica, Serbka Ana Dabović, Węgierka Petra Ujhelyi oraz Joanna Czarnecka. - Dabović będzie grać za Jelavić, De Mondt przyszła w miejsce Baszko, a Ujhelyi, Bjelica i Czarnecka zastąpią Leuchankę i na razie także Magdalenę Leciejewską. W zeszłym sezonie tworzyliśmy świetną ekipę. Teraz musimy ciężko pracować, by postarać się to powtórzyć. Mam tylko nadzieję, że unikniemy wielu problemów, które pojawiły się podczas ostatnich rozgrywek, takich jak choćby plaga kontuzji - tłumaczy Hernandez.
Nie zmieniają się za to cele Wisły. - Tradycyjnie celujemy w zwycięstwo w lidze, w Puchar Polski i chcemy dotrzeć do fazy finałowej Euroligi. Będziemy walczyć z całych sił, choć wiemy, że będziemy się mierzyć z silnymi rywalami. Sezon jest bardzo długi, a ponieważ część koszykarek przyjeżdża późno, wierzę w to, że będziemy na fali wznoszącej - mówi szkoleniowiec.
Przed rozpoczęciem sezonu krakowianki rozegrają dwa turnieje. Pierwszy w Czechach od 16 do 17 września. Na tydzień przed rozgrywkami wystąpią w corocznych zawodach "Zawsze z Mistrzem" w
Łodzi. - Najważniejsze, żeby zawodniczki zgrywały się na parkiecie - kończy Hernandez.