To pierwszy wywiad Małeckiego po meczu ze Standardem Liege, podczas którego nie podał ręki trenerowi Kazimierzowi Moskalowi i kopnął w stanowisko kamerzysty. Pomocnik stwierdził, że to była po prostu "sportowa złość". - Wiem, że trener może mieć ze mną problemy. Ja za bardzo chcę i nie umiem radzić sobie z porażkami -
opowiada Małecki dla Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków.
Jak poinformował dwa dni po meczu ze Standardem Adrian Ochalik, rzecznik prasowy Wisły, Małecki nie stawił się na umówione spotkanie z trenerem. Piłkarz twierdzi, że... o spotkaniu nie wiedział. - Nie było osoby, która by powiedziała, że trener Moskal na mnie czeka. Ja uczestniczyłem w zajęciach normalnie, później miałem indywidualny trening z trenerem Michalczykiem, po czym ubrałem się i porozmawiałem chwilę ze Stanem Valcxem. No a później podszedł do mnie kierownik i powiedział, że nie jadę na mecz [do Lubina z Zagłębiem - przyp. red.] - twierdzi Miałecki.
Relacjonuje też rozmowę z drużyną. I wysuwa mocne zarzuty: - Sytuacja była dosyć napięta. Doszliśmy do takiego momentu, że ja powiedziałem, że w tej drużynie na wynikach zależy najbardziej tylko mnie i Sobolowi [Radosław Sobolewski - przyp. red.]. Później trener miał do mnie pretensje, że innych zawodników nie szanuję. Prawda jest jednak taka, że kiedy Wisła przegrywała, to my z Sobolem najbardziej to przeżywaliśmy. (...) Potem jednak trener mi przyznał rację, choć na początku był na mnie zły. Sam jednak zobaczył, że nikt z piłkarzy nie wstał i nie powiedział: "Mi zależy na Wiśle", tylko każdy był przyczajony.
Małecki twierdzi też, że jedynym piłkarzem, który okazał mu wsparcie, był... Osman Chavez. Honduranin miał powiedzieć m.in., że "wszystko się jakoś ułoży". - Większość drużyny nic nie zrobiła. Ale ja nie liczę na drużynę, tylko liczę zawsze na siebie. Niestety od jakiegoś czasu jest taka sytuacja, że w Wiśle każdy patrzy na siebie i do tego się przyzwyczaiłem.
W innym miejscu Małecki przyznaje, że "często mówi głupstwa". I zapewnia, że jest gotowy przyjechać na trening nawet o 23. Tyle że na razie będzie musiał trenować sam, bo został zawieszony na pół roku.
Pytany, czy teraz postąpiłby tak samo, odpowiada: - Na pewno bym nie kopnął w stanowisko kamerzysty. A szczerze, to teraz bym podszedł do trenera, podał mu rękę, a na drugi dzień bym zapytał, dlaczego tak było a nie inaczej. Człowiek uczy się na błędach i następnym razem będę wiedział, że lepiej zacisnąć zęby i siedzieć cicho.