- Rozmawiałem z prezesem Jagiellonii Cezarym Kuleszą - mieliśmy pomysł, żeby w proteście wyłączyć nasze drużyny z dwóch, trzech meczów ligowych. Coś trzeba zrobić, nie można chować głowy w piasek - mówi właściciel Polonii
Warszawa Józef Wojciechowski. Wojciechowski skontaktował się również z prezesem PZPN Grzegorzem Latą. - Obiecał mi, że będzie interweniował, przyznał, że to było niedopuszczalne - opowiada Wojciechowski.
Frankowski: nie graliśmy 11 na 11 W Krakowie przez Adama Lyczmańskiego Jagiellonia nie była w stanie wygrać z Wisłą. - Nie graliśmy 11 na 11 - denerwował się napastnik
Tomasz Frankowski. Jego koledzy zaciskali zęby, by nie obrzucić sędziego najgorszymi inwektywami. Wisła była blisko kompromitacji. Białostoczanie do 79. minuty prowadzili 1:0 i gdyby nie pomyłki Lyczmańskiego, mogli zdobyć nawet trzy punkty, a nie przegrać 1:3. - Od początku byliśmy zirytowani postawą arbitra, bo w 15 minut odgwizdał sześć wątpliwych fauli w okolicach naszego pola karnego. Wygralibyśmy, gdyby sędzia stanął na wysokości zadania - uważa Frankowski.
Pierwszy błąd arbiter popełnił jeszcze przed przerwą, gdy nie zauważył faulu Gordana Bunozy na Tomaszu Kupiszu w polu karnym. Dużo kosztowniejszy był drugi, bo Kew Jaliens (m.in. używając rąk) uniemożliwił interwencję Tomaszowi Ptakowi, bramkarzowi Jagiellonii, i było 1:1. Gościom nie pomogły protesty ani konsultacja głównego z liniowym.
- Zostałem wepchnięty do bramki. Po tym starciu mam siniaka na nodze - mówił Ptak, a Thiago Cionek dodał: - Nie chcę komentować naszej gry, bo to nie ona zdecydowała o wyniku. Powód był inny, ale tego też nie chcę komentować, bo mogę zostać zawieszony.
Robert Maaskant, trener Wisły. - Nikt nikogo nie dotknął. Nie rozumiem, dlaczego były te protesty.
Chłodniejszą głowę zachował Sergiej Pareiko. - Nie wiem, czy był faul. To była taka sytuacja 50 na 50 - ocenił bramkarz krakowian.
Po golu krakowianie w końcu zagrali, jak na mistrzów Polski przystało, i strzelili jeszcze dwie bramki. - Wszyscy się pewnie zgodzą, że Wisła zagrała słabo. Chyba najsłabiej przeciwko Jagiellonii w ostatnich latach, a mimo to zdołała wygrać. Czekamy na rewanż u siebie. Tam gra nam się o niebo lepiej i sędziowie nie przeszkadzają - mówił Frankowski.
Czesław Michniewicz, trener gości: - Żyjemy w kraju, gdzie można krytykować rząd, ale nie sędziów.
Majdan: Mógł dzwonić do żony W
Warszawie Polonia do 90. minuty prowadziła 1:0. W ostatniej akcji meczu z trybun widać było wyraźnie, jak napastnik zabrzan Prejuce Nakoulma przyjął piłkę ręką, minął Tomasza Jodłowca i Macieja Sadloka i strzelił obok wychodzącego z bramki Michała Gliwy. Poloniści byli zaskoczeni. - Wiem, że gra się do gwizdka i powinienem czekać do końca, ale możliwe, że spóźniłem się z reakcją, bo sądziłem, że arbiter zareaguje. Ręka była ewidentna - mówił Gliwa.
- Jakby była ręka, to sędzia by gwizdał, a skoro nie gwizdał, to znaczy, że nie było - prosto odpowiedział strzelec gola.
Po bramce omal nie doszło do rękoczynów. Piłkarze "Czarnych Koszul" otoczyli Wojciecha Krztonia i jego asystenta, próbowali wymóc zmianę decyzji. Zawodnicy Górnika tylko się temu przyglądali. - Zachowali się bardzo elegancko, wiedzieli, że coś było nie tak - stwierdził wiceprezes ds. sportowych Polonii Włodzimierz Lubański, legenda Górnika. Poloniści nic nie wskórali. Po krótkiej konsultacji Krztoń nie zmienił zdania, uznając gola.
- Ja nawet nie mam pretensji do głównego sędziego, on źle nie prowadził, mógł nie widzieć tej sytuacji, ale miał liniowego, technicznego, który widział to w telewizji. I co? To zmowa jakaś czy coś? - pyta prezes "Czarnych Koszul". - Skoro mnie w
Białymstoku sędzia techniczny wyrzuca nie wiadomo za co, a tu może zobaczyć w telewizji, że była ręka, i nie reaguje, to ja tego nie rozumiem - wściekał się trener Polonii Jacek Zieliński.
- Nawet nie patrzyłem dalej na akcję, bo sądziłem, że sędzia natychmiast odgwiżdże rękę. Oczekiwałem, że zachowa się jak facet. Rozumiem, że mógł się pomylić, ale powinien skonsultować się z liniowym, technicznym, mógł zadzwonić do żony, która oglądała ten mecz w telewizji, i wydać prawidłową decyzję. Przecież nawet kiedy piłka wpadła do siatki, liniowy, zamiast biec na środek, stał, bo nie wiedział, co się dzieje - opowiada trener bramkarzy Polonii Radosław Majdan.
To on może spodziewać się najsurowszej kary. Delegat PZPN opisał bowiem w meczowym protokole, jak były bramkarz reprezentacji wbiegł na boisko kłócić się z arbitrami. Konsekwencje poniesie też sędzia Krztoń. - Popełnił ewidentny błąd, to będzie niska ocena - stwierdził obserwator PZPN Janusz Hańderek.
- Czekam na reakcję PZPN, prezesa Laty. Jeśli coś takiego jeszcze raz się powtórzy, to i ja zareaguję - zapowiedział Wojciechowski.
Janusz Eksztajn, przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN: Spotkanie zdecydowanie nie wyszło sędziemu Adamowi Lyczmańskiemu. Szczególnie zawinił przy wyrównującej bramce dla Wisły. Ten gol nie powinien zostać uznany, bo bramkarz nie może być w taki sposób atakowany w polu bramkowym. Zresztą ta akcja już wcześniej powinna zostać przerwana, bo jeden z krakowian popchnął zawodnika Jagiellonii. Faul Bunozy? Akurat tej sytuacji nie widziałem. Całego spotkania nie mogłem obejrzeć, bo byłem na innym meczu. Pan Lyczmański to doświadczony arbiter i dawno nie zdarzyło mu się tak słabe spotkanie. Szczególnie poprzednią rundę miał udaną i między innymi dlatego wytypowany został na sędziego międzynarodowego w 2012 r. Każdemu zdarza się jednak słabszy dzień. Takie sędziowanie na pewno nie zostanie bez konsekwencji. Arbiter odpocznie teraz ze dwa lub trzy mecze, a później wróci, ale poprowadzi spotkanie niższej ligi. Tam może dojdzie do siebie, odpokutuje i znowu dostanie szanse w ekstraklasie.
not. pj