Sport.pl

Prezes Polonii chciał wycofać drużynę z powodu sędziów: Trzeba coś zrobić. Lato obiecał, że będzie interweniował

Piotr Jawor, Kraków, Olgierd Kwiatkowski, Warszawa
17.10.2011 , aktualizacja: 17.10.2011 13:05
A A A Drukuj
Po meczu w Warszawie musieli interweniować ochroniarze. Od lewej sędziowie Wojciech Krztoń i Krzysztof Sieradzki Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta Po meczu w Warszawie musieli interweniować ochroniarze. Od lewej sędziowie Wojciech Krztoń i Krzysztof Sieradzki
Adam Lyczmański nie podyktował ewidentnego karnego dla Jagiellonii, a później uznał wyrównującego gola dla Wisły po oczywistym faulu na bramkarzu. Wojciech Krztoń odebrał zwycięstwo Polonii, bo nie przerwał gry, gdy napastnik Górnika Zabrze przyjął piłkę ręką
Piłkarze Jagiellonii kłócą się z sędzią Lyczmańskim
Fot. Michał Łepecki AG
Piłkarze Jagiellonii kłócą się z sędzią Lyczmańskim
Piłkarze Jagiellonii kłócą się z sędzią Lyczmańskim
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Piłkarze Jagiellonii kłócą się z sędzią Lyczmańskim
- Rozmawiałem z prezesem Jagiellonii Cezarym Kuleszą - mieliśmy pomysł, żeby w proteście wyłączyć nasze drużyny z dwóch, trzech meczów ligowych. Coś trzeba zrobić, nie można chować głowy w piasek - mówi właściciel Polonii Warszawa Józef Wojciechowski. Wojciechowski skontaktował się również z prezesem PZPN Grzegorzem Latą. - Obiecał mi, że będzie interweniował, przyznał, że to było niedopuszczalne - opowiada Wojciechowski.



Frankowski: nie graliśmy 11 na 11

W Krakowie przez Adama Lyczmańskiego Jagiellonia nie była w stanie wygrać z Wisłą. - Nie graliśmy 11 na 11 - denerwował się napastnik Tomasz Frankowski. Jego koledzy zaciskali zęby, by nie obrzucić sędziego najgorszymi inwektywami. Wisła była blisko kompromitacji. Białostoczanie do 79. minuty prowadzili 1:0 i gdyby nie pomyłki Lyczmańskiego, mogli zdobyć nawet trzy punkty, a nie przegrać 1:3. - Od początku byliśmy zirytowani postawą arbitra, bo w 15 minut odgwizdał sześć wątpliwych fauli w okolicach naszego pola karnego. Wygralibyśmy, gdyby sędzia stanął na wysokości zadania - uważa Frankowski.

Pierwszy błąd arbiter popełnił jeszcze przed przerwą, gdy nie zauważył faulu Gordana Bunozy na Tomaszu Kupiszu w polu karnym. Dużo kosztowniejszy był drugi, bo Kew Jaliens (m.in. używając rąk) uniemożliwił interwencję Tomaszowi Ptakowi, bramkarzowi Jagiellonii, i było 1:1. Gościom nie pomogły protesty ani konsultacja głównego z liniowym.

- Zostałem wepchnięty do bramki. Po tym starciu mam siniaka na nodze - mówił Ptak, a Thiago Cionek dodał: - Nie chcę komentować naszej gry, bo to nie ona zdecydowała o wyniku. Powód był inny, ale tego też nie chcę komentować, bo mogę zostać zawieszony.

Robert Maaskant, trener Wisły. - Nikt nikogo nie dotknął. Nie rozumiem, dlaczego były te protesty.

Chłodniejszą głowę zachował Sergiej Pareiko. - Nie wiem, czy był faul. To była taka sytuacja 50 na 50 - ocenił bramkarz krakowian.

Po golu krakowianie w końcu zagrali, jak na mistrzów Polski przystało, i strzelili jeszcze dwie bramki. - Wszyscy się pewnie zgodzą, że Wisła zagrała słabo. Chyba najsłabiej przeciwko Jagiellonii w ostatnich latach, a mimo to zdołała wygrać. Czekamy na rewanż u siebie. Tam gra nam się o niebo lepiej i sędziowie nie przeszkadzają - mówił Frankowski.

Czesław Michniewicz, trener gości: - Żyjemy w kraju, gdzie można krytykować rząd, ale nie sędziów.



Majdan: Mógł dzwonić do żony

W Warszawie Polonia do 90. minuty prowadziła 1:0. W ostatniej akcji meczu z trybun widać było wyraźnie, jak napastnik zabrzan Prejuce Nakoulma przyjął piłkę ręką, minął Tomasza Jodłowca i Macieja Sadloka i strzelił obok wychodzącego z bramki Michała Gliwy. Poloniści byli zaskoczeni. - Wiem, że gra się do gwizdka i powinienem czekać do końca, ale możliwe, że spóźniłem się z reakcją, bo sądziłem, że arbiter zareaguje. Ręka była ewidentna - mówił Gliwa.

- Jakby była ręka, to sędzia by gwizdał, a skoro nie gwizdał, to znaczy, że nie było - prosto odpowiedział strzelec gola.

Po bramce omal nie doszło do rękoczynów. Piłkarze "Czarnych Koszul" otoczyli Wojciecha Krztonia i jego asystenta, próbowali wymóc zmianę decyzji. Zawodnicy Górnika tylko się temu przyglądali. - Zachowali się bardzo elegancko, wiedzieli, że coś było nie tak - stwierdził wiceprezes ds. sportowych Polonii Włodzimierz Lubański, legenda Górnika. Poloniści nic nie wskórali. Po krótkiej konsultacji Krztoń nie zmienił zdania, uznając gola.

- Ja nawet nie mam pretensji do głównego sędziego, on źle nie prowadził, mógł nie widzieć tej sytuacji, ale miał liniowego, technicznego, który widział to w telewizji. I co? To zmowa jakaś czy coś? - pyta prezes "Czarnych Koszul". - Skoro mnie w Białymstoku sędzia techniczny wyrzuca nie wiadomo za co, a tu może zobaczyć w telewizji, że była ręka, i nie reaguje, to ja tego nie rozumiem - wściekał się trener Polonii Jacek Zieliński.

- Nawet nie patrzyłem dalej na akcję, bo sądziłem, że sędzia natychmiast odgwiżdże rękę. Oczekiwałem, że zachowa się jak facet. Rozumiem, że mógł się pomylić, ale powinien skonsultować się z liniowym, technicznym, mógł zadzwonić do żony, która oglądała ten mecz w telewizji, i wydać prawidłową decyzję. Przecież nawet kiedy piłka wpadła do siatki, liniowy, zamiast biec na środek, stał, bo nie wiedział, co się dzieje - opowiada trener bramkarzy Polonii Radosław Majdan.

To on może spodziewać się najsurowszej kary. Delegat PZPN opisał bowiem w meczowym protokole, jak były bramkarz reprezentacji wbiegł na boisko kłócić się z arbitrami. Konsekwencje poniesie też sędzia Krztoń. - Popełnił ewidentny błąd, to będzie niska ocena - stwierdził obserwator PZPN Janusz Hańderek.

- Czekam na reakcję PZPN, prezesa Laty. Jeśli coś takiego jeszcze raz się powtórzy, to i ja zareaguję - zapowiedział Wojciechowski.



Janusz Eksztajn, przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN:

Spotkanie zdecydowanie nie wyszło sędziemu Adamowi Lyczmańskiemu. Szczególnie zawinił przy wyrównującej bramce dla Wisły. Ten gol nie powinien zostać uznany, bo bramkarz nie może być w taki sposób atakowany w polu bramkowym. Zresztą ta akcja już wcześniej powinna zostać przerwana, bo jeden z krakowian popchnął zawodnika Jagiellonii. Faul Bunozy? Akurat tej sytuacji nie widziałem. Całego spotkania nie mogłem obejrzeć, bo byłem na innym meczu. Pan Lyczmański to doświadczony arbiter i dawno nie zdarzyło mu się tak słabe spotkanie. Szczególnie poprzednią rundę miał udaną i między innymi dlatego wytypowany został na sędziego międzynarodowego w 2012 r. Każdemu zdarza się jednak słabszy dzień. Takie sędziowanie na pewno nie zostanie bez konsekwencji. Arbiter odpocznie teraz ze dwa lub trzy mecze, a później wróci, ale poprowadzi spotkanie niższej ligi. Tam może dojdzie do siebie, odpokutuje i znowu dostanie szanse w ekstraklasie.

not. pj

Podziel się