Jeszcze w poprzedniej dekadzie wygraną z reprezentacją Cypru mniej niż trzema bramkami przyjmowano z niesmakiem, a drużyny klubowe w europejskich pucharach Polacy brali na rozgrzewkę. To jednak piłkarze znad Wisły Ligi Mistrzów nie mogą doczekać się od 15 lat, a APOEL po wyeliminowaniu krakowian zagra w niej drugi raz na przestrzeni trzech ostatnich lat.
- Ich siłą jest stabilizacja, bo od około trzech lat zespół się nie zmienia. Tym właśnie górują nad Wisłą - opowiadał
Sport.pl Łukasz Sosin, były napastnik krakowian, który na Cyprze spędził osiem lat.
Maaskant może spać spokojnie Po wtorkowym niepowodzeniu w Wiśle nie będzie rewolucji, a klub chce teraz iść drogą swojego ostatniego rywala. Podobieństw jest naprawdę wiele.
APOEL od ponad trzech sezonów prowadzi Ivan Jovanović, a w erze Bogusława Cupiała przy Reymonta tak długo pracował tylko
Maciej Skorża. Przez lata właściciel Wisły potrafił zwolnić trenera np. po porażce w sparingu, choć ostatnio nie działa już tak impulsywnie i z Robertem Maaskantem podpisał dwuletnią umowę. Jeśli Holender awansowałby do Ligi Mistrzów, z pewnością by ją przedłużył, ale teraz wciąż musi udowadniać, że jest w stanie wprowadzić Wisłę na salony. O posadę może być spokojny, bo "holenderski plan" jest autorskim pomysłem prezesa Bogdana Basałaja, który ma u Cupiała duży kredyt zaufania.
- Mamy odpowiedniego trenera, który jednocześnie jest psychologiem i teraz na pewno nam pomoże - broni Maaskanta Wilk.
Teraz trener Wisły potrzebuje czasu. Gdy przed rokiem zamienił NAC Breda na Wisłę, zastał w Krakowie spaloną ziemię: piłkarzy po kompromitacji z Karabachem Agdam, kupowanych na chybił trafił i nierokujących większych nadziei. Z pomocą dyrektora sportowego Stana Valcksa zdołał błyskawicznie zmontować zespół z zagranicznych piłkarzy, którzy bez problemu wygrali ligę.
Cypryjczycy też stawiają na przyjezdnych. Oni nie mają jednak wyboru, bo mieszka u nich zaledwie 800 tys. ludzi. We wtorkowym rewanżu w podstawowym składzie zagrało czterech Brazylijczyków, trzech Greków, dwóch Portugalczyków oraz Macedończyk i Cypryjczyk. W koszulkach Wisły biegało trzech Polaków.
- Tutejszej piłce, a szczególnie APOEL-owi, pomógł finansowy kryzys w Grecji. Tam budżety klubów zostały drastycznie obcięte, zaczęły się problemy z wypłatami, a w tym czasie na wyspie kilka osób zainwestowało w futbol. Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby np. bramkarz Dionision Chiotos, który w Grecji zagrał ponad 150 spotkań, nagle wylądował na Cyprze. Stąd właśnie progres tutejszej piłki - opowiada jeden z kibiców Olympiakosu Pireus, który na co dzień mieszka w Nikozji.
Dzisiaj ryczycie, jutro walczycie Cypryjczycy nie mają kosmicznych pieniędzy. Ich budżet nie przekracza 10 mln euro, Wisła ma 12-13 mln, choć krakowianie uważają, że to APOEL jest bogatszy. Różnica w umiejętnościach piłkarzy jest jednak kolosalna.
- Zdominowali nas w każdym fragmencie. Niestety, do europejskiej piłki troszeczkę nam jeszcze brakuje - przyznaje Wilk.
A Basałaj tłumaczy to tak: - APOEL bazuje na zawodnikach, którzy dwa lata temu awansowali do LM. To zawodnicy wysokiej klasy i podejrzewam, że mają wyższe kontrakty niż nasi [najlepiej zarabia Ailton, pół miliona euro rocznie]. A piłka to ekonomia. W Polsce nie ma systemu szkolenia, a jeśli pojawiają się zdolni gracze, nie są do wzięcia przez nasze kluby. Musimy ściągać piłkarzy z zagranicy. Nasz zespół jest budowany od roku i będziemy kontynuować tę drogę. Po meczu chłopaki płakali, ale powiedziałem: "Dzisiaj ryczcie, a od jutra jest liga polska i europejska".
Wilk: - Ciężko teraz myśleć o
LE, bo naszym celem była LM. Na dziś jesteśmy przegrani, ale za kilka dni trzeba się podnieść i grać dalej.