24-letni pomocnik kilka dni temu został zawieszony na pół roku, bo nie podał ręki trenerowi Kazimierzowi Moskalowi podczas meczu ze Standarem Liege. Kopnął też w stanowisko kamerzysty i wyjechał ze stadionu przed końcem spotkania. - Nic nie dzieje się bez przyczyny. To jest dorosły mężczyzna, trudno mi ciągać go za język. Tym bardziej że to chłopak. Z córką może byłoby łatwiej -
- opowiada mama piłkarza Wisły.
Stara się rysować obraz syna jako odpowiedzialnej osoby: - Całe życie sprawiał wrażenie mężczyzny, to on się mną opiekował. To dobry chłopak. Nie powiem nic złego, bo rolą matki jest bronić syna. Myślę, że to ostatni numer. Gdybym mu tłumaczyła, nie zrozumiałby. A jeśli sam rąbnął tyłkiem, to sam to odczuł... Może mu się jeszcze ułoży w życiu.
Lista wybryków i kar, jakie otrzymywał Małecki, jest bardzo długa. W ubiegłym roku m.in. rzucał wyzwiskami w dziennikarza "Gazety". a następnie Saidiego Ntibazonkizę, piłkarza Cracovii. Wcześniej odmówił wyjścia na sparing. - Czy rozmawialiśmy o współpracy z psychologiem? Oczywiście. Cała
Polska wie, że to nie był jednorazowy wybuch emocji. W ubiegłym roku odpowiedział: "mamo, ale wszystko jest w porządku". Bo to dobry chłopak, każdej mamie życzę takiego syna, choć dla pana może się to wydać śmieszne. Jednak Patryk z domu i Patryk z boiska nie dogadaliby się. W domu syn jest wyciszony, stonowany - przekonuje mama Małeckiego.
Na razie jej syn musi trenować w samotności. Chyba że odejdzie z Wisły. Do klubu wpływają oferty w Polski (m.in. z Widzewa
Łódź), ale w grę wchodzi także transfer np. do Rosji.