W poniedziałek mistrzowie Polski wrócili z Hiszpanii. To był pierwszy pełny obóz 24-letniego obrońcy z Wisłą, bo latem dołączył w trakcie treningów, a kilka dni ćwiczył bez kontraktu. W Olivie mógł się skupić już tylko na piłce i zdobył nawet pierwszego gola w Wiśle.
Piotr Jawor: Jakie wrażenia po obozie? Marko Jovanović: Było ciekawie, trenowaliśmy dwa razy dziennie. To był udany wyjazd, ale przed nami kolejne ważne zgrupowanie. Na początku gramy trzy ważne mecze [o Superpuchar z Legią i w 1/16 finału Ligi Europy ze Standardem - przyp. red.].
Ciężko trenowaliście? - Lekko nie było, trochę pobiegaliśmy... To jednak normalne na początku przygotowań. Jakoś specjalnie nie jestem zmęczony, może tylko podróżą powrotną.
A jakie mieliście warunki? - Doskonałe. Tylko raz mocno padało, ale na resztę nie można narzekać. Niczego nam nie brakowało - od hotelu po warunki do treningów.
Tęsknił pan za rodziną? - Zdecydowanie, mimo że byliśmy w kontakcie poprzez
Skype'a. Córka i żona są w Belgradzie i w Krakowie będę dopiero po meczu z Legią. Teraz nie ma sensu, by przyjeżdżały, bo już w czwartek lecimy do Portugalii na obóz.
Co pan robił w Hiszpanii w wolnych chwilach? - Niemal cały czas oglądałem filmy na laptopie i spałem. Byłem w pokoju z Ivicą Ilievem, obejrzeliśmy kilka meczów. Głównie ligi hiszpańskiej, w tym El Clasico, ale także spotkanie
AC Milan -
Inter Mediolan. Trzymałem kciuki za Interem, bo kibicuję Juventusowi [w Serie A jest pierwszy i ma punkt więcej od Milanu - przyp. red.], a Ivica za Milanem. Obyło się bez bójki (śmiech ).
W Hiszpanii strzelił pan pierwszą bramkę dla Wisły. Tylko w sparingu, ale uratował pan remis z St. Pauli. - Przyjemnie trafić do siatki, ale ważniejsze, że akurat w tym meczu spisaliśmy się naprawdę nieźle. Rywal w poprzednim sezonie grał w Bundeslidze, a w tym walczy o awans. Czuję, że my z meczu na mecz będziemy grali coraz lepiej.
Za trzy tygodnie gracie ze Standardem Liege. Myśli pan już o tym spotkaniu? - Będzie bardzo ważne, ale na razie koncentruję się na Legii. Wiem, że ten mecz będzie otwierał Stadion Narodowy na Euro 2012, więc zapowiada się wielkie widowisko. A co do Standardu, to grałem przeciwko niemu ponad trzy lata temu w Pucharze UEFA. Przegraliśmy na swoim stadionie 0:1, ale teraz to już inny zespół. Nie zmienił się jednak styl piłkarzy - grają bardzo ofensywnie i wymieniają wiele podań. Są mocni. Ale jeśli pokonaliśmy
Twente, to możemy poradzić sobie także ze Standardem. Choć zadanie będzie bardzo trudne.