Sport.pl

Skoki narciarskie. Kamil Stoch: Zdobyć medal w Soczi

Robert Błoński
28.10.2013 , aktualizacja: 28.10.2013 19:59
A A A Drukuj

Fot. Alley, Ned AP

- "Mazurek Dąbrowskiego" na igrzyskach to moje marzenie, ale takich marzycieli jest wielu - mówi najlepszy polski skoczek cztery tygodnie przed początkiem sezonu
Cel? Zdobyć choćby o punkt Pucharu Świata więcej niż przed rokiem - uśmiechał się trener Łukasz Kruczek, omijając temat igrzysk. - Konkursy w Soczi potraktujemy jak każde zawody, bo w sensie organizacyjnym i technicznym niczym nie różnią się od PŚ. Skoki są proste: trzeba zaliczyć dwie dobre próby i mieć szczęście z wiatrem.

W poprzednim sezonie Polacy zajęli piąte miejsce w klasyfikacji drużynowej. 3347 punktów w 25 konkursach wywalczyło dziesięciu skoczków. Najwięcej, 953, Kamil Stoch, który indywidualnie wylądował na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej PŚ.

26-latek z Zębu został mistrzem świata w Predazzo, drużyna była trzecia, co jest historycznym sukcesem.

Sezon 2013/14 rozpoczyna się 23 listopada w niemieckim Klingenthal. 16 stycznia konkurs w Wiśle, dwa i trzy dni później PŚ w Zakopanem. 9 i 15 lutego indywidualne konkursy na igrzyskach w Soczi, a 17 lutego - drużynowy.

W pierwszych konkursach PŚ trener Kruczek będzie mógł wystawić do zawodów siedmiu skoczków. Tyle samo przysługuje jeszcze tylko Niemcom i Słoweńcom.

Robert Błoński: Odliczasz czas do igrzysk?

Kamil Stoch: Myśli o Soczi są, ale nie koncentruję się na nich od rana do nocy. Do igrzysk zostało wiele startów i jeszcze więcej pracy do wykonania.

Jakbyś porównał siebie sprzed roku, kiedy pytaliśmy o MŚ w Predazzo jak teraz o Soczi? Z Włoch przywiozłeś dwa medale.

- Wiele się nie zmieniłem, jestem bardziej dojrzałym skoczkiem, wiem, na co mnie stać, ale też wiem, ile trzeba poświęcenia, by później zbierać owoce. Wiem, jak wygrać wielką imprezę, ale na sukces nigdy nie ma jednej metody.

Czy konkurs MŚ w Predazzo różnił się od tego w PŚ w 2012 roku na tej samej skoczni? Oba wygrałeś.

- Z tyłu głowy miałem świadomość, że walczę o medale, a nie o punkty. Świadomość mnie nie sparaliżowała, nie wystraszyłem się, wiedziałem, co mam robić, w jakiej jestem dyspozycji i na co mnie stać.

Medale MŚ wyjęły parę ciężarków z plecaka oczekiwań? Czy przeciwnie, dziś jest ich więcej?

- Ubyło tych związanych z moimi skokami na wielkiej imprezie. Medale bywały na wyciągnięcie ręki, ale zostawałem z niczym. Teraz osiągnąłem sukces. Pojawiły się nowe oczekiwania, przede mną igrzyska. Medale nie skomplikowały mi życia, dodały tylko doświadczenia, które zawsze pomaga.

Rok temu nie skakałeś w Soczi w próbie przedolimpijskiej, w Ramsau odbudowywałeś formę po słabym początku sezonu.

- To nie ma znaczenia. Ci, którzy byli rok temu w Soczi, oddali po kilka skoków na normalnej skoczni. Na dużej nikt nie skakał, bo była niegotowa. Na igrzyskach będzie sporo treningów, a dobry zawodnik w formie potrzebuje dwóch skoków, by się oswoić, wczuć i zapoznać z obiektem i potem dopasować sprzęt do warunków.

Polscy skoczkowie fatalnie zaczęli poprzedni sezon. Pierwsze konkursy w Norwegii i Finlandii były dramatyczne, a Łukasz Kruczek rozważał dymisję. Cios między oczy okazał się katapultą do sukcesów.

- Myślę, że teraz jest bardziej stabilnie. Przygotowałem się solidnie, wszyscy pracowaliśmy rzetelnie. Tamto doświadczenie pomogło. Wtedy strasznie się napalaliśmy na dobre wyniki od razu. Okazało się, że w ten sposób się nie da. Nie możemy dać się wplątać w niepotrzebne gry i spekulacje. Początek sezonu to porównywanie się z konkurencją i patrzenie, kto na jakim jest etapie pod względem techniki i sprzętu. Musimy pozostać sobą i twardo stąpać po ziemi. Nikomu nie życzę tak trudnej sytuacji, ale widocznie musieliśmy ją przeżyć, by się wzmocnić. Teraz sprzęt mamy na najwyższym poziomie, a pod kilkoma względami może nawet jesteśmy przed innymi? Zawody zweryfikują. Ostatnio skakaliśmy w Oberstdorfie, jeżdżąc już po rozbiegach z lodowymi torami. Nie byliśmy słabsi od Czechów, Finów, Niemców czy Słoweńców. Decydujące będzie mentalne przygotowanie do zawodów, musimy zachować spokój.

Młodzież zrobiła postęp?

- Niesamowity. Wszyscy zrobiliśmy milowy krok, Letnie GP w dziesiątce skończyło aż trzech zawodników. Punkty zdobyło dziesięciu. Drużyna jest silna, nie skaczemy każdy dla siebie, tylko wspieramy także poza zawodami. Tworzymy zwartą grupę.

Cele, które założyłeś na tamten sezon, spełniły się?

- Nie osiągnąłem niczego, bym mógł spocząć na laurach. Cel zrealizowałem, ale wciąż mam wiele do zdobycia. W sam raz na kilka lat kariery.

Kiedyś w Zakopanem powiedziałeś: "Moim największym marzeniem jest usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego na igrzyskach".

- Zdanie podtrzymuję, ale marzycieli jest więcej. Ale na wyśniony prezent czasem trzeba czekać latami.

To twoje trzecie igrzyska.

- Staruszek już jestem, ale do kolejnych dotrwam. A kto wie, może i na piąte pojadę?

Zgodziłbyś się zostać chorążym w Soczi?

- Byłaby to dla mnie sprawa honorowa i wyróżnienie, ale musiałbym uzyskać zgodę trenera. Ceremonia otwarcia igrzysk trwa długo i jest przyjemna tylko dla widza.

Jaki cel stawiasz sobie na Soczi?

- Nie mogę bać się mówić o medalach. Zdobywanie ich to obowiązek każdego sportowca. Jedziemy reprezentować Polskę. Nie będę niczego obiecywał, sport jest nieprzewidywalny. Ale śmiało powiem, że w Soczi będę chciał zdobyć medal. Z każdym rokiem robię postęp, ale czuję, że wciąż tkwią we mnie rezerwy.

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (5)
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX