Sport.pl

Poruszające słowa i depresja Justyny Kowalczyk: "Mam dość kłamstw. Wszystko mi się sypie"

Paweł Wilkowicz
03.06.2014 , aktualizacja: 08.06.2015 14:50
A A A
Justyna Kowalczyk

Justyna Kowalczyk (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

- Od ponad roku mam zdiagnozowane stany depresyjne. To jest mój bieg o życie - mówi Justyna Kowalczyk w rozmowie z Pawłem Wilkowiczem ze Sport.pl.
O walce z depresją i ludziach, którzy mają ją za sobą, przeczytaj w książkach >>

Justyna Kowalczyk zdecydowała się opowiedzieć Sport.pl i "Gazecie Wyborczej" o najtrudniejszych chwilach swojego życia: o depresji, z którą walczy od kilkunastu miesięcy, leczeniu, załamaniu nerwowym po Soczi, o zawiedzionych nadziejach na ułożenie sobie życia poza sportem.

- Na wielu Pucharach Świata leżałam bezsennie do czwartej nad ranem, potem się udawało zasnąć na dwie godziny. Pobudka o 6, rozruch, przygotowania, o 11 wygrywałam bieg i znów dół, bezsenna noc - opowiada Justyna Kowalczyk. - Przez cały ten zły czas starałam się zachowywać pozory. Bo mi mówiono, że tak trzeba. Udawałam, że jest najnormalniej na świecie: że są treningi, starty, a ja jestem jak zawsze kąśliwa.

We wtorek Kowalczyk wyjechała - dla wielu niespodziewanie - na pierwsze zgrupowanie przed nowym sezonem. Przerwała zaplanowany od dawna odpoczynek od nart.

W rozmowie ze Sport.pl opowiada, jak trudno jej było wytrwać w sporcie przez ostatnich kilkanaście miesięcy. Wiele razy zastanawiała się nad rozstaniem z biegami narciarskimi, na jakiś czas albo na zawsze. Była gotowa przerwać karierę jeszcze przed igrzyskami w Soczi. Zdecydowała się jednak walczyć dalej i na igrzyskach zdobyła złoty medal. Po olimpijskim złocie również nie zakończyła kariery. Uznała, że wystarczy jej kilkumiesięczny, dłuższy niż zwykle, odpoczynek od treningów. Miał trwać aż do sierpnia. Ale i ten plan jest już nieaktualny.

- Do sierpnia miałam sobie dać szansę, żeby się odnaleźć. Może wyleczyć. Może poczuć radość. Nie mówię o radości z biegów narciarskich. Tylko radości z tego, że jestem - opowiada Kowalczyk. - Chciałam pożyć, znaleźć jakiś bodziec, który mnie odciągnie od tego wszystkiego, co czarne. Ale nie udało się. Więc skoro wszystko inne mi się w życiu sypie, to skupię się sporcie.

Mam dosyć udawania

Największa gwiazda polskiego sportu ostatnich lat, dwukrotna mistrzyni olimpijska, kolekcjonerka Kryształowych Kul za zwycięstwa w Pucharze Świata, przyznaje, że korzysta z pomocy specjalistów. Nie pomogły jej dotąd trzy próby leczenia farmakologicznego, organizm bardzo słabo reagował na lekarstwa.

Ostatnie kilkanaście miesięcy to był dla niej czas ciągłej walki z organizmem: nieprzespane noce, gorączki, lęki, zasłabnięcia. - Bywały takie dni, gdy jedynym moim widokiem był sufit w pokoju. Gdy nie miałam siły ani chęci wstać z łóżka - mówi Justyna Kowalczyk. - Mam już dość udawania i kłamstw. Wracam teraz do treningów wcześniej, niż zakładałam, bo chcę złapać się tego, co jest dla mnie pewne, jasne.

Dlaczego opowiada swoją historię?

Depresja w sporcie pozostaje wciąż tematem tabu, choć to choroba cywilizacyjna i sportowcy są na nią równie podatni jak wszyscy inni.

- To również jeden z powodów, dla których zdecydowałam się moją historię opowiedzieć. Bo odbiór społeczny jest taki, jakby depresja była wstydem. Sam zwrot: "przyznał się do depresji". Przyznał. Jak do czegoś złego. Sportowcowi nie daje się prawa do takiej słabości. A przecież żeby zmusić swoje ciało do rygorów wyczynowego sportu, trzeba być trochę szaleńcem. I bardzo wrażliwą osobą. Wiele osób widzi we mnie silną dziewczynę. Mówią mi czasem, że najsilniejszą dziewczynę w Polsce. Jeśli ta najsilniejsza korzysta z pomocy specjalistów, to może i ktoś inny przełamie wstyd i skorzysta albo zrzuci maskę i się oczyści - mówi Justyna Kowalczyk.

Szukam radości z tego, że jestem

Ukrywanie problemów kosztowało ją coraz więcej i jeszcze pogarszało sytuację. - Coraz trudniej kłamać: dlaczego nie przyjmuję większości zaproszeń, dlaczego boję się iść do tłumów, dlaczego zemdlałam niedawno na maratonie, dlaczego mnie nie było gdzieś, gdzie miałam być. Na początku maja przeżyłam klasyczne załamanie nerwowe. Teraz może być już tylko lepiej. Mój dół nie ma nic wspólnego z wygranymi czy przegranymi w sporcie. Z presją sportową radzę sobie tak samo, jak to robiłam zawsze - mówi Justyna. Wierzy, że dzięki sportowi, skupieniu się na tym, co zawsze dobrze jej wychodziło, zostawi problemy za sobą.

Wraca, by się przygotowywać do sezonu, którego najważniejszym momentem są mistrzostwa świata w Falun (18 lutego - 1 marca 2015). Ale przede wszystkim, by zawalczyć o siebie.

Poruszający wywiad Pawła Wilkowicza z Justyną Kowalczyk w środę w Gazecie Wyborczej i Sport.pl



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX