Sport.pl

Soczi 2014. Zbigniew Bródka sięgnie po medal na 1500 m?

Radosław Leniarski, Soczi
14.02.2014 , aktualizacja: 14.02.2014 23:14
A A A Drukuj
Zbigniew Bródka

Zbigniew Bródka (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Od Domaniewic, gdzie Zbigniew Bródka jeździł na łyżwach, gdy zamarzało na asfalcie kilka wiader wylanej wody, do Soczi, gdzie w sobotę będzie walczył o olimpijski medal na 1500 m, był kawał drogi. Początek konkurencji o 14:30. Relacja Z Czuba i na żywo w Sport.pl i aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.
Trener z Domaniewic Mieczysław Szymajda pamięta, jak w sali gimnastycznej Bródka jeździł w wełnianych skarpetach po klepkach parkietu, imitując ruchy łyżwiarza. Pamięta też, kiedy Zbyszek zaczynał - wylewali zimą wiadra wody na asfalt i tak Bródka zaczął jeździć short track.

Tak jak wielu innych łyżwiarzy szybkich na całym świecie Bródka przyszedł więc na długi tor z innej dyscypliny, a nawet reprezentowałby Polskę w short tracku w Turynie, gdyby nie kontuzja. Jego koledzy z USA i Holandii też wcześniej bywali wrotkarzami, jak medaliści na 500 m bracia Ronald i Michel Mulder, lub shorttrakowcami i wrotkarzami, jak Shani Davis. Oni też mają swoje historie. Na przykład Davis, pierwszy czarnoskóry mistrz olimpijski w historii zimowych igrzysk i najszybszy w tym roku łyżwiarz na 1500 m. Jego matka przeniosła rodzinę bliżej toru łyżwiarskiego, na drugą stronę Chicago, codziennie o brzasku budziła Shaniego i kazała mu biec na trening półtora kilometra, aby budował wytrzymałość.

Wymagająca matka spełniła swoje marzenie, Shani szybko wpadł w tryby bogatej federacji amerykańskiej i mógł, kiedy chciał, trenować na najszybszym torze na świecie - w Salt Lake City położonym 1300 m n.p.m.

Z pewnością było to wszystko trudne, ale teraz Shani jest dwukrotnym mistrzem olimpijskim na 1000 m, czterokrotnym medalistą olimpijskim.

Wracajmy jednak do Domaniewic. Do trudności i wyzwań polskich łyżwiarzy w porównaniu z czołówką zagraniczną dochodzi to, że nie mają od czego zacząć. W Polsce nie ma toru krytego, otwartych też jest mało. Jak jest znośna pogoda, trenuje się w Zakopanem, Tomaszowie, Warszawie. Ale na przykład przed wyjazdem do Soczi olimpijczycy na mistrzostwach Polski na warszawskich Stegnach nie wystartowali, bo bali się o łyżwy i kości. Kibice nie przyszli, bo nie mieli po co - wiał wiatr, padał śnieg, cisnął mróz, a do tego zawody odbywały się w środku dnia, w środku tygodnia. Kilka dni po igrzyskach zaczną się w Amsterdamie mistrzostwa Holandii. Na stadionie olimpijskim, gdzie bieżnię zamieni się na tor, będzie 40 tys. ludzi. Właśnie z powodu takich warunków w swoim sporcie drugi po Bródce reprezentant na 1500 m Konrad Niedźwiedzki po nieudanych igrzyskach w Vancouver postanowił dać sobie kopa w górę i przeniósł się do Holandii, gdzie trenuje z mistrzami olimpijskimi Svenem Kramerem i Ireen Wüst.

Z tych średnio rozwojowych polskich okoliczności ni stąd, ni zowąd zabłysnął medal drużyny kobiet w Vancouver cztery lata temu, a po nim przyszły pieniądze od państwa. Jak mówi trenerka tamtej drużyny Ewa Białkowska, dziś koordynatorka obydwu reprezentacji: - Jeśli przed Vancouver łyżwiarze spędzali na zgrupowaniach w Berlinie i Inzell 160-180 dni w roku, w tym sezonie było to 260 dni, bo mamy więcej pieniędzy.

Wydawałoby się, że nastały świetlane czasy. Bródka - jako pierwszy Polak - wygrał Puchar Świata na 1500 m, zdobył z Niedźwiedzkim i Janem Szymańskim brązowy medal w drużynie na MŚ w Soczi rok temu, w tym sezonie dwukrotnie wygrał w Pucharze Świata. Szef związku Kazimierz Kowalczyk ogłosił, że jest to najlepszy sezon dla łyżwiarstwa szybkiego w historii.

Aż nasi wpadli pod zimny prysznic w Soczi. W środę Bródka na 1000 m był 14., Niedźwiedzki - 16. Dla obu był to co prawda najlepszy wynik na torach europejskich (tory w Salt Lake City i Calgary są znacznie szybsze), ale rywale byli o wiele szybsi.

- Bieg na 1500 m jest zupełnie inny. Trzeba go rozgrywać na zimno, a najważniejsza jest ostatnia runda - mówi jednak Bródka.

Chodzi o to, że na 1000 metrów są mocni sprinterzy, dla których zrobienie jeszcze kolejnych 500 metrów jest niezwykle trudne. Jak mówi Niedźwiedzki: - Oni nie dojeżdżają. Dla nich jest o jedno okrążenie za dużo.

Dlatego wielu z nich w sobotę w ogóle nie wystartuje.

Prawdopodobnie będą mocniejsi zawodnicy, którzy na 1000 metrów miejsca na podium nie zdobyli, schowali się w drugim szeregu - między nimi Holender Koen Verweij, Belg Bart Swing. I Davis, najlepszy w tym roku na 1500 m. Prawdopodobnie supersilny będzie zwycięzca wyścigu na 1000 m wracający do czołówki Stefan Groothuis, bo on wcale nie jest sprinterem, oraz srebrny medalista Denny Morisson. - Jest około dziesięciu łyżwiarzy, którzy mogą zdobyć medale - mówi trener Wiesław Kmiecik.

Jeden rywal ubył. Tylko jeden, ale za to jaki - Sven Kramer zrezygnował z 1500 m. - On jest takim typem zawodnika, że jak nie czuje się pewny zwycięzca, rezygnuje - mówi Kmiecik. - Ale co z tego, skoro doszli kolejni rywale. f

Typują bukmacherzy

S. Davis (USA)4,50
D. Juskow (Rosja)5,00
K. Verweij (Holandia)5,00
B. Hansen (USA)9,00
M. Tuitert (Holandia)9,00
Z. Bródka (Polska)9,00
Źródło: William Hill

  • 5
Komentarze (12)
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX