Sport.pl

Soczi 2014. Chorąży reprezentacji: polska flaga w dobrych rękach

PAP
04.02.2014 , aktualizacja: 04.02.2014 10:05
A A A Drukuj
Dawid Kupczyk i Daniel Zalewski (z prawej)

Dawid Kupczyk i Daniel Zalewski (z prawej) (Fot. Mike Groll AP)

Po raz pierwszy w historii występów Polaków w zimowych igrzyskach chorążym reprezentacji będzie bobsleista. W piątek w Soczi tego zaszczytu dostąpi 36-letni Dawid Kupczyk. - Polska flaga jest w dobrych rękach - zapewnił.
Kupczyk debiutował na olimpiadzie w Nagano w 1998 roku. Jest najstarszym i najbardziej doświadczonym zawodnikiem w 59-osobowej reprezentacji, która będzie rywalizowała w czarnomorskim kurorcie. - Po cichu liczyłem, że kilka lat wcześniej dostanę nominację na chorążego. Teraz nawet się nie zastanawiałem, tylko od razu się zgodziłem. To powód do dumy i wielkie wyróżnienie. Biało-czerwona flaga jest w dobrych rękach - powiedział PAP Kupczyk.

Bobsleiści przylecieli do Soczi już w poniedziałek 3 lutego i pozostaną do końca zawodów, a więc spędzą w Rosji trzy tygodnie. - Tak było przy każdych igrzyskach, przyjeżdżaliśmy kilka dni przed, uczestniczyliśmy w ceremonii otwarcia, a potem zostawaliśmy do ostatniego dnia, gdyż medale w konkurencji czwórek rozdawane są w weekend kończący imprezę - dodał pilot polskiej kadry.

- Ze względu na procedury formalne, nasze boby zostały wysłane już tydzień przed inauguracją igrzysk - wyjaśnił.

Kupczyk walczył w Nagano, Salt Lake City i Turynie w czwórce, a w Vancouver dodatkowo w dwójce. W obu zmaganiach weźmie udział w Soczi. Do tej pory najlepsze wyniki osiągnął w Kanadzie, odpowiednio 16. i 14. miejsce. Co ciekawe, pozycje za każdym razem były lepsze, nigdy nie odnotował gorszego występu niż w poprzedzającym starcie olimpijskim.

- Każdy postęp cieszy, choć wolałbym poprawiać się o kilka lokat, a nie o jedną. Bardzo byłbym zadowolony z miejsca punktowanego, w ósemce, ale o takie bardzo ciężko. Gdybyśmy dysponowali sprzętem tej klasy, co mają najlepsze załogi, byłbym spokojny. Moglibyśmy walczyć o czołowe pozycje, nawet o podium! A tak pozostaje nam zapewne druga dziesiątka - ocenił.

Na razie biało-czerwoni muszą korzystać z niemieckiej "czwórki" i łotewskiej "dwójki", a przed igrzyskami trwały jeszcze rozmowy z tymi drugimi na temat możliwości wypożyczenia płóz. - W czwórce mamy takie, że już w ogóle nie jadą. Na zakup nowych, czyli wydatek 6-7 tys. euro, nas nie stać, łatwiej będzie wypożyczyć za ok. 1 tys. Szukamy takiego sprzętu, który będzie optymalny do temperatur powyżej zera, bo takich spodziewamy się na zawodach. Nasze płozy zdecydowanie lepiej nadawały się do rywalizacji w mrozie - stwierdził Kupczyk.

Syn trenera Andrzeja Kupczyka nie ukrywa, że czasem współpraca z innymi drużynami narodowymi jest trudna. - Kiedyś pożyczaliśmy płozy od Rosjan, ale kiedy wygraliśmy z nimi na dwóch treningach, to... poprosili o zwrot.

Polska kadra bobslejowa na IO w Soczi to mieszanka rutyny z młodością. Oprócz 36-letniego Kupczyka są w niej: 32-letni Marcin Niewiara, 29-letni Paweł Mróz i 21-letni debiutant Daniel Zalewski. Rezerwowym jest Michał Kasperowicz. Reprezentują oni AZS AWF Katowice.

- Wszyscy wywodzimy się z innych dyscyplin - ja biegałem m.in. 400 m ppł, Marcin - sprinty, Daniel - rzucał oszczepem i ćwiczył judo, zaś Paweł - grał w piłkę nożną, ale uprawiał też szybownictwo i sporty motocyklowe. W naszym przypadku w bobslejach najważniejszy jest start. Ciągle nad nimi pracujemy, aby jak najmniej tracić. Na przykład w Lake Placid mieliśmy po starcie już 0,3 s do nadrobienia, ale później straciliśmy na całej trasie tylko kolejne 0,4 s. Na torze w Soczi początek będzie bardzo ważny. Jeśli na starcie różnica wyniesie 0,1 s, to na pierwszym międzyczasie już 0,3 s. Ten obiekt nie jest bardzo trudny technicznie, lecz każdy najmniejszy błąd powoduje spore straty, trudne do zniwelowania - dodał.

Olimpijski tor jest zadaszony, dlatego zawodnikom nie są straszne śnieg czy deszcz.

- Przed tym sezonem odbyliśmy tutaj 20 treningów, ale wcześniej tylko kilka. Ze względu na brak toru w Polsce najczęściej trenujemy w Lillehammer, gdzie cena za jeden ślizg wynosi 55 euro. Dla porównania, w Niemczech dochodzą do 90 euro. Dużo taniej byłoby w łotewskiej Siguldzie, ale tam byłaby możliwość treningu dla dwójek. Poza tym nie ma tam zawodów pucharowych - przyznał Kupczyk, który liczy, że będzie miał okazję pojechać na olimpiadę 2018 do Korei Płd.

- Moja kariera zaczęła się podczas japońskich igrzysk i byłoby super, gdybym mógł wystąpić 20 lat później w Korei Płd. - zakończył.

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (1)
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX