Sport.pl

MŚ juniorów w skokach. Tomasz Pilch poleci po swój pierwszy medal?

Domen Prevc to były lider Pucharu Świata i wicemistrz świata w lotach w drużynie sprzed półtora tygodnia. - Nazwisko największe, ale nie ta forma i skocznia chyba nie dla niego - mówi Maciej Maciusiak. Marius Lindvik kilka dni temu był ósmy w Zakopanem, a w Szwajcarii błyszczał na treningach. - Będziemy robić wszystko, żeby może nie wygrał - dodaje trener naszych juniorów. Czy Tomasz Pilch powalczy o tytuł mistrza świata w Kanderstegu? Konkurs w czwartek o godz. 19.15

Pilch: "Chciałbym być na podium"

- Chciałbym być na podium, pierwsza "trójka" to mój cel - mówi 17-letni Pilch. Dla siostrzeńca Adama Małysza to drugie w karierze mistrzostwa świata juniorów. Przed rokiem w amerykańskim Park City był 25. w konkursie indywidualnym i piąty w "drużynówce". Przez ten czas zrobił bardzo duży postęp, dlatego jest wymieniany w gronie faworytów. Debiutując w MŚ juniorów Pilch nie miał jeszcze na koncie nawet jednego występu w Pucharze Kontynentalnym. Zadebiutował w nim dopiero w marcu ubiegłego roku, w zakopiańskich konkursach. - Wtedy nie zdobył punktów - przypomina Maciusiak. - Przecież jeszcze dwa miesiące temu nie mógł wystartować w kwalifikacjach do konkursu PŚ w Wiśle, bo brakowało mu właśnie chociaż jednego punktu z PK. A teraz ma już punkt z Zakopanego - dodaje trener.

W niedzielę na Wielkiej Krokwi Pilch był 30. Po pierwszej serii zajmował jeszcze lepsze, 23. miejsce. - Do trzech razy sztuka - cieszył się, mając na myśli fakt, że zapunktował w swoim trzecim pucharowym starcie w karierze. Debiutował 4 stycznia w Innsbrucku. Tam był 42.. Dwa dni później zajął 34. miejsce w Bischofshofen. Na austriacką część Turnieju Czterech Skoczni pojechał w nagrodę za bycie liderem Pucharu Kontynentalnego. Zwycięstwami w nim wywalczył dla Polski dodatkowe miejsce startowe na TCS. I już w turnieju pokazał się z dobrej strony. - Zakopane tym bardziej oceniamy na plus. Mało kto punktuje w Pucharze Świata w takim wieku. Przecież nie tak dawno Tomek nie miał punktu nawet nie tylko w Pucharze Kontynentalnym, ale i w FIS Cupie, czyli w trzeciej lidze skoków. On naprawdę cały czas robi kolejne kroki do przodu. A że na Wielkiej Krokwi nie utrzymał 23. miejsca po pierwszej serii? W żadnej z konkursowych serii nie trafił na dobre warunki. Oczywiście w rundzie finałowej mógł skoczyć lepiej, nie wyszło mu, ale to nie problem. Cały występ był na duży plus - analizuje trener.

Maciusiak: "Dobrze, że stawia sobie ambitne cele. Ale ja mu takich nie stawiam"

Pilch marzy o medalu szwajcarskich mistrzostw, Maciusiak wierzy, że to możliwe, ale podkreśla, że to nie jest wielki cel, na który mocno nastawia zawodnika. - To dobrze, że Tomek ma ambitne cele. Ale ja nie stawiam chłopakom żadnych celów wynikowych. Mają po prostu skakać dobrze, a później zobaczymy, co pokaże komputer - mówi trener. - Oni mają odnosić sukcesy za dwa-trzy lata. Teraz nauczyli się dobrej pracy, ciężkiego treningu i dobrym skakaniem mają nabrać zaufania, że mają wszystko, żeby stać się dobrymi zawodnikami. Myślę, że będziemy skakać na luzie i pokażemy, na co nas stać - dodaje Maciusiak.

Pilch może być jak Małysz

- Jedno warto przypomnieć kibicom, którzy liczą na to, że Tomek zrobi tak wielką karierę jak jego wujek - mówi Maciusiak. - Oczywiście mam na myśli to, że Adam nie osiągał wielkich wyników, kiedy był juniorem. Pewnie, że fajnie by było, gdyby Tomek zrobił już teraz fajny wynik, ale trzeba pamiętać, że on jest z rocznika 2000, że przed nim oprócz tych MŚ mogą być jeszcze dwie edycje MŚ juniorów. Czyli dużo przed nim i na razie najważniejsze jest jak on się rozwija, a nie to, co już za chwilę wyskacze. Dlatego nie wieszajmy mu jeszcze medali na szyi, dajmy mu spokojnie się budować - dodaje trener.

Maciusiak ma rację, przypominając, że Małysz nie był mistrzem w kategorii juniorów. Czterokrotny mistrz świata, czterokrotny medalista olimpijski i czterokrotny zdobywca Pucharu Świata w MŚ juniorów startował dwukrotnie. Był 46. i 10.

Lindvik i Schmid wyglądają lepiej

We wtorek i w środę na skoczni HS 106 w Kanderstagu rozegrano w sumie cztery serie treningowe. Pilch był w nich trzeci, ósmy, ósmy i 28. Najlepiej prezentowali się: we wtorek Marius Lindvik, który wygrał oba treningi, a w środę - pod nieobecność Norwega - Niemiec Constanin Schmid, również najlepszy w obu seriach. - Skoki treningowe Tomka były z dużymi rezerwami, sporo im brakowało do najwyższego poziomu. Tomek lubi skakać w konkursach, w nich potrafi dać z siebie więcej - ocenia Maciusiak. Ale przyznaje, że szczególnie forma Lindvika robi wrażenie. - On już w Zakopanem pokazał, że złapał tak wysoką formę, która w tym momencie pozwala mu walczyć z najlepszymi na świecie. Mało brakowało, a konkurs na Wielkiej Krokwi skończyłby na podium [był ósmy, a po pierwszej serii zajmował drugie miejsce], jeszcze lepiej spisywał się na treningach. Na pewno jest tu głównym faworytem. Ale będziemy wszystko robić, żeby może nie wygrał - dodaje trener naszej kadry.

Czy do grona faworytów można zaliczyć Domena Prevca? Ze wszystkich uczestników MŚ Słoweniec ma największe sukcesy. Niedawno zdobył srebrny medal MŚ w lotach w drużynie, a w poprzednim sezonie był przez jakiś czas liderem Pucharu Świata, w którym wygrał cztery konkursy. Na podium konkursów PŚ urodzony w 1999 roku zawodnik stawał już osiem razy. Poprzednią zimę skończył na świetnym, szóstym miejscu w klasyfikacji generalnej, w sezonie 2015/2016, swoim debiutanckim, był 14. - Kariera zaczęła mu się pięknie, nazwisko ma największe, ale forma nie ta i skocznia nie pod niego - mówi Maciusiak. Forma Prevca rzeczywiście nie jest najwyższa. Z tego powodu słoweński talent nie zmieścił się w kadrze swojego kraju na zimowe igrzyska olimpijskie w Pjongczangu. A w Kanderstegu skakał w trzech z czterech serii treningowych. I furory nie zrobił - był 13., 32. i 16.

Wichura w plecy Pilcha. Aż 4,1 m/s!

Co to znaczy, że skocznia w Kanderstegu nie jest taką, jakie lubi Prevc? - Tu są ciężkie warunki, cały czas wieje z tyłu, a Słoweniec należy do tych zawodników, którzy lubią wiatr pod narty i potrafią go świetnie wykorzystać - tłumaczy Maciusiak. W środę ten wiatr nie miał jeszcze wielkiego wpływu na wyniki, bo jego prędkość nie przekraczała 1 m/s. Ale w czwartek wiało już bardzo mocno. W drugiej serii najgorsze warunki trafił Pilch. Uśredniony pomiar pokazał - uwaga - aż 4,10 m/s w plecy. Nic dziwnego, że w tych okolicznościach lider naszej kadry doleciał tylko do 79. metra i został sklasyfikowany dopiero na 28. miejscu. Niewiele pomogła rekompensata, mimo że Polak dostał aż 34,7 pkt, czyli bardzo dużo jak na skocznię normalną. - Mamy nadzieję, że w czasie konkursu pogoda dopisze. To ważne, żeby warunki były równe dla wszystkich, bo w tym roku czołówka jest na bardzo podobnym poziomie, więc różnice w pogodzie mogłyby się okazać kluczowe - mówi Maciusiak.

W sobotę medal dla drużyny?

Poza Pilchem w Szwajcarii skaczą jeszcze czterej Polacy. To Bartosz Czyż, Paweł Wąsek, Kacper Juroszek i Damian Skupień. Indywidualnie żaden z nich raczej nie ma szans na świetny wynik, ale jako drużyna w sobotę Polska powinna się liczyć w walce o czołowe miejsca. - W tamtym roku byliśmy na piątym miejscu, liczę, że teraz nawiążemy walkę o coś więcej. Ale nie będzie faworytami, bo nadspodziewanie mocni są Austriacy, dobrzy są Słoweńcy, bardzo dobrzy Niemcy i Norwegowie z Lindvikiem na czele - mówi Maciusiak.

Przed rokiem naszej drużynie do medalu zabrakło 4,4 pkt. Obecny wtedy z ekipą Adam Małysz ostro skrytykował Dominika Kastelika, który w konkursie indywidualnym został zdyskwalifikowany za dotknięcie kombinezonu już po kontroli, a w "drużynówce" upadł po lądowaniu w drugiej serii, co jego i kolegów kosztowało utratę medalowej szansy. - Adam się wtedy zdenerwował właśnie nie tą jedną sytuacją, tylko ogólnym podejściem zawodnika. Wtedy po prostu miarka się przebrała. Ale to już stara historia, nie ma sensu do niej wracać - mówi Maciusiak.

Małysz nie pomoże

Tym razem Małysza z juniorami na ich głównej imprezie sezonu nie ma. Dyrektor PZN-u ds. skoków i kombinacji towarzyszy kadrze A na jej ostatniej prostej do igrzysk w Pjongczangu. - Był taki plan, że Adam pojedzie z nami, bo jego obecność zawsze chłopakom pomaga. Ale za dużo się dzieje z kadrą A i on tam jest potrzebny. Kiedy u nas będą się kończyły mistrzostwa, oni będą już wylatywali na igrzyska - tłumaczy Maciusiak.