Sport.pl

Kamil Stoch: Skoki to radość

Kamil Stoch: Kiedyś nie lubiłem pytań o Adama Małysza. Dziś porównania do niego traktuję jak życzenia wszystkiego najlepszego. Osiągnąć tyle co on, to byłaby bajka. Dla mnie jest polskim sportowcem wszech czasów
Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »

W ubiegłą niedzielę 24-letni skoczek wygrał w Zakopanem pierwsze w życiu zawody Pucharu Świata.

Robert Błoński: Rakieta z Zębu wreszcie odpaliła?

Kamil Stoch: Mam nadzieję.

Skąd się wzięła ta "rakieta"?

- W dzieciństwie ziemia paliła mi się pod nogami, byłem jednym wielkim żywiołem, nie mogłem usiedzieć w miejscu. Kiedyś przekomarzaliśmy się na skoczni i ktoś powiedział: "Ja jestem torpeda". Odpowiedziałem: "A ja rakieta". Nasz serwismen Krzysiek Janik napisał na moich nartach "rakieta z Zębu". Na kolejnych nartach została "rakieta". Teraz nie ma Krzyśka, nie ma kto pisać na nartach (śmiech).

Ochłonąłeś po sukcesie?

- Po konkursie poszliśmy z żoną i znajomymi na kolację, wznieśliśmy toast, i to wszystko. Zostały we mnie same pozytywne uczucia, ale szybko wylądowałem na twardy grunt. Dwa dni odpoczynku spędziłem z żoną. Na skocznię nie chodziłem, ćwiczyłem sam według rozpiski od Łukasza Kruczka [trener kadry]. Ćwiczyłem pod Krakowem, gdzie mamy tymczasowe mieszkanie. Latem przenosimy się do Zakopanego. Dom stoi, dostałem od rodziców. Jest w stanie surowym, urządzimy go z Ewą po swojemu.

Skąd pomysł, żeby skakać na nartach?

- Mogłem pływać, ale w potoku woda była za zimna. Pochodzę z Zębu, najwyżej położonym miasteczku w Polsce, które od niedzieli ma dwóch zwycięzców konkursu PŚ. Stanisław Bobak [wygrał w Zakopanem 26 stycznia 1980 roku] mieszkał parę domów dalej, znaliśmy się z widzenia. Na narty byłem skazany. Usypywaliśmy z kolegami górkę i skakaliśmy. Powstał klub LKS Ząb, który potem przekształcił się w LKS Poroniec. Jak tylko dowiedziałem się, że trener szuka chętnych, od razu się zapisałem. Skoki oglądałem w telewizji i mnie fascynowały. Pierwszy Turniej Czterech Skoczni, który obejrzałem od pierwszej do ostatniej serii, był w 1997 roku. Wygrał Primoż Peterka, a ja miałem niecałe dziesięć lat. Nigdy nie miałem jednego idola, lubiłem patrzeć na zwycięzców i u każdego podpatrzyć coś ciekawego.

Pamiętasz pierwszy skok? Adam Małysz opowiada, że w Wiśle pofrunął w za dużych butach i wylądował w skarpetach.

- My mieliśmy jeden kask na trzech. Był za duży i jak go założyłem, spadł mi na nos, więc niewiele widziałem. Ale kilkumetrowy skok ustałem.

Na Wielkiej Krokwi skoczyłeś, mając 12 lat.

- Nie mogłem się doczekać. To było dla mnie wyjątkowe przeżycie, ale w ogóle się nie bałem. Moim trenerem był Zbigniew Klimowski, dziś asystent Łukasza. Przed skokiem powiedział: "Skoczysz więcej niż 110 m". Powiedziałem, że nie ma szans. Założyliśmy się o colę i przegrałem, ale dostałem czekoladę za dobre skoki. Wylądowałem na 112. m i byłem dumny. Tej samej zimy byłem przedskoczkiem w PŚ w kombinacji norweskiej. Pofrunąłem na 127. m. Wtedy ktoś powiedział, że mam talent.

Rodzice nie drżeli ze strachu?

- Pewnie martwią się do tej pory, bo skoki to nie golf. Ale nigdy nie musiałem uciekać na skocznię przez okno. Wspierali mnie, bo widzieli, jakie to dla mnie ważne i ile dają mi radości. Trenowałem z zapałem i poświęceniem. Nigdy nie mówili, żebym zajął się czymś innym. Wozili mnie na treningi do Zakopanego, czasem jechałem autobusem, czasem z trenerem, a bywało, że szedłem na nogach. W Zębie przypinałem narty i zjeżdżałem na dół. Potem z Ciągówki szło się pod skocznię. Z powrotem było gorzej, ale jak trzeba było, wracałem na piechotę.

Boisz się skakać?

- Każdy skok to niewiadoma i nowe doświadczenie. W pewnym momencie traci się kontakt z ziemią i jest się zdanym na powietrze i wiatr. Panicznego strachu i myśli "boję się, nie dam rady" nie mam w ogóle. Im dalej skakałem, tym bardziej mnie to cieszyło. Im dłużej byłem w powietrzu, tym bardziej chciałem biec na górę skoczni i pofrunąć znowu. Mam to uczucie do dziś.

W 2001 roku eksplodowała małyszomania. Miała na ciebie wpływ?

- Zwycięstwa Adama spowodowały, że dyscypliną zainteresowały się media i sponsorzy. Było więcej pieniędzy, pojawiły się wyjazdy zagraniczne. Jeździłem do Niemiec na konkursy dzieci przy okazji pojednania polsko-niemieckiego. Żeby kibice nie rzucali śnieżkami w Hannawalda i Schmitta, zorganizowano zawody, w których rywalizowaliśmy z rówieśnikami z Niemiec. Rozwijałem się, skakałem w różnych miejscach. Adam miał wpływ na rozwój każdego polskiego skoczka.

Przez lata godziłeś naukę ze sportem: skończyłeś SMS w Zakopanem, zdałeś maturę, jesteś na piątym roku studiów. W sierpniu się ożeniłeś, a - jak powszechnie wiadomo - po ślubie skoczek ląduje pięć metrów bliżej. Ty lądujesz dalej.

- Wszędzie spotykałem życzliwych ludzi. Nauczyciele pomagali mi nadrabiać zaległości i dzięki temu uzyskałem średnie wykształcenie. Na AWF w Krakowie mam indywidualny tok studiów, do tej pory unikałem zaległości. Ale w tym roku mam mały poślizg. Jestem na piątym roku, a zostało parę egzaminów z czwartego. Liczę, że magistrem zostanę w przyszłym roku To byłby mój kolejny wielki sukces. Studia to inwestycja w siebie, wiecznie skakać nie będę, ale chciałbym zostać przy skokach.

Skoki to ogromne wyrzeczenia: dieta, monotonne treningi, rozłąka z najbliższymi...

- Zawodowy sport zawsze jest wyrzeczeniem. Każda konkurencja wymaga maksymalnego poświęcenia i samodyscypliny. Nie da się być mistrzem świata albo olimpiady, pijąc codziennie po kilka piw z myślą "fajnie byłoby zdobyć złoty medal". Ja nie mam problemów z dietą, przy wzrośnie 172 cm ważę 54-55 kg. Mniej się nie da, siła musi być. Najtrudniejsza jest dla mnie rozłąka z rodziną. Przez całą zimę wpadam do domu na kilkadziesiąt godzin, wrzucam rzeczy do pralki, idę pobiegać, wracam, to rozwieszam pranie. I pakuję na kolejne zawody. Tak jest od listopada do marca.

Ale skoki bywają też piękne. Można na skoczni spotkać przyszłą żonę...

- (śmiech) to prawda. Ewa jest z Zakopanego, ja z Zębu i jako dzieciaki chodziliśmy do jednej szkoły. Jest ode mnie starsza o dwa lata, więc wtedy widziałem ją codziennie, ale sam pozostawałem dla niej niezauważalny (śmiech). Mieszkaliśmy blisko siebie, a poznaliśmy aż 700 km od domu. W Planicy Ewa robiła zdjęcia, a ja skakałem. W sierpniu, po ponad czterech latach znajomości, wzięliśmy ślub.

W dniu ślubu koledzy wygrali drużynowy konkurs letniego GP w Hinterzarten.

- Piękny prezent. Marzę, by to powtórzyć na mistrzostwach świata albo igrzyskach. Adam też go pragnie... Jesteśmy coraz mocniejsi i bogatsi o doświadczenia.

Jak to jest skakać z Małyszem w jednym teamie?

- Wiem, że nigdy nie uniknę porównań z Adamem. Kibice i dziennikarze postrzegają mnie przez jego sukcesy. Chcą, by polskie skoki nie skończyły się, kiedy odłoży narty. Dla mnie to nie tylko jeden z najlepszych skoczków świata, to jeden z najwybitniejszych sportowców świata i polskich wszech czasów. W każdym tego słowa znaczeniu. Zawsze jest fair, nigdy nie szuka rozwiązań na skróty, pracuje bardzo sumiennie. To jeden z fenomenów sportu, cieszę się, że mam okazję z nim skakać. To wielkie wyróżnienie być częścią pasma jego sukcesów, być przy jego zwycięstwach i medalach. Widziałem, jak je wykuwał, i podziwiałem jego determinację.

A co ci w nim najbardziej imponuje?

- Nigdy się nie poddaje. Walczy do samego końca. Nawet jak wisi nad przepaścią na jednym palcu, to i tak próbuje nie spaść. Nigdy nie zszedł poniżej poziomu, to fascynujące.

Czym dla ciebie jest wygrana w Zakopanem? Adam zwyciężył w piątek, w niedzielę upadł. Na Wielkiej Krokwi zrobiła się grobowa cisza, kiedy opuszczał ją na toboganie. Godzinę później wygrałeś i wielka radość wróciła.

- To były dziwne zawody, tyle się zdarzyło... Cieszę się, że w tym wszystkim odnalazłem wewnętrzny spokój i odniosłem największy sukces w karierze. Spełniłem jedno z marzeń, wygrałem u siebie. Skoki nigdy nie były sprawiedliwe, ale w tym też jest ich urok. Upadki się zdarzają, mnie kiedyś pozbawił mistrzostwa świata. Żal mi było Adama. Wiem, jak go bolało, bo mnie parę razy też zmieszało ze śniegiem.

Kiedy z tobą rozmawiamy na skoczni, jesteś skoncentrowany i mówisz czasem, jakbyś był zaprogramowany przez psychologa.

- Z Kamilem Wódką pracuję od ponad dwóch lat i bardzo to cenię. Wiele się nauczyłem, wiele zrozumiałem. Na poziomie zawodowym praca z psychologiem jest konieczna. Zawodnik może sam dojść do pewnych wniosków, ale trwa to dłużej i bez pomocy psychologa nie wbije sobie tego do głowy. Zawodnik ma wiedzę, psycholog pomaga ją zrozumieć i zapamiętać. Jeśli chodzi o zaprogramowane odpowiedzi, to dla mnie naprawdę ważniejsze są dwa dobre skoki, a nie zwycięstwo. Zawodnik może mówić, że chce wygrać. Ale jeśli będzie o tym mówił za często, zacznie myśleć tylko o tym. I przestanie myśleć, co ma zrobić, żeby wygrać. Kiedy skoczek przestaje myśleć o zadaniu, kończy się wszystko, a zaczyna się napięcie, wychodzą błędy. Dlatego ja zawsze koncentruję się na dwóch dobrych skokach, a dopiero potem na wyniku, czyli zwycięstwach. Do tej pory się sprawdza.

Na MŚ w Sapporo w 2009 byłeś 11., w Libercu dwa lata temu czwarty, choć medal był o włos. Jesteś gotowy walczyć w Oslo o medal, skoro dotąd w dziesiątce PŚ byłeś 13 razy, a na podium tylko w Zakopanem.

- Gotowy jestem, ale medalu nie gwarantuję. W Zakopanem skoki na zwycięstwo były takie sobie. Ale miałem wielką radość ze skakania i tym wygrałem. Jeśli to wszystko zostanie we mnie, śmiało powalczę o dobre miejsce. Teraz jednak nie mogę się pogubić i stracić gruntu pod nogami. Mam skupić się na pracy i wrócić do tego, co było przed Zakopanem, czyli swobody i koncentracji.

Jeśli nie będzie wyników, muszę skakać przynajmniej tak, by została mi radość z samego skakania. Uwielbiam to, co robię.

Harry Olli » kończy karierę


Więcej o:
  • Skoki - Puchar Świata

    lp. zawodnik punkty
    1 Ryoyu Kobayashi 2085
    2 Stefan Kraft 1349
    3 Kamil Stoch 1288
    4 Piotr Żyła 1131
    5 Dawid Kubacki 988
    6 Robert Johansson 974
    7 Markus Eisenbichler 937
    8 Johann Andre Forfang 892
    9 Timi Zajc 833
    10 Karl Geiger 765
    22 Jakub Wolny 328
    40 Stefan Hula 69
    47 Maciej Kot 25
    67 Paweł Wąsek 4

    • Lider PŚ
  • Skoki - Puchar Narodów

    lp. kraj punkty
    1 Polska 6083
    2 Niemcy 5650
    3 Japonia 4813
    4 Austria 4530
    5 Norwegia 3943
    6 Słowenia 3736
    7 Szwajcaria 1467
    8 Czechy 1056
    9 Rosja 867
    10 Finlandia 396
    11 Bułgaria 134
    12 USA 18
    12 Kanada 18
    14 Estonia 12
    15 Włochy 7
    16 Kazachstan 0
    16 Francja 0

    • Lider PŚ
  • Skoki - TCS

    lp. zawodnik punkty
    1 Ryoyu Kobayashi 1098
    2 Markus Eisenbichler 1035.9
    3 Stephan Leyhe 1014.1
    4 Dawid Kubacki 1010.8
    5 Roman Koudelka 1006.3
    6 Kamil Stoch 994
    7 Andreas Stjernen 988
    8 Robert Johansson 983.2
    9 Daniel Huber 970.4
    10 Kilian Peier 959.3
    19 Piotr Żyła 842.1
    29 Jakub Wolny 654.5
    36 Stefan Hula 479.1
    51 Aleksander Zniszczoł 194.5
    61 Maciej Kot 95

    • Lider turnieju