Sport.pl

20 lat temu Adam Małysz wygrał swój pierwszy konkurs PŚ. Przypominamy tekst ''W ostatnim dniu idola''

50 tys. kibiców norweskich na skoczni w Holmenkollen zgotowało Adamowi Małyszowi owację na stojąco. Polak wygrał pierwszy raz w karierze zawody Pucharu Świata. Otrzymał 16 tys. dolarów nagrody - pisali nasi dziennikarze 20 lat temu. 17 marca 1997 roku na dobre zaczęła się wielka kariera Małysza.
Tekst ''W ostatnim dniu idola'' został opublikowany w wydaniu "Gazety Wyborczej" 18 marca 1996 roku. Przypominamy go z okazji 20. rocznicy zwycięstwa Małysza w Oslo.

***

Drugi skok to była perełka konkursu - powiedział "Gazecie" Kaare Saeter, dziennikarz "Aftenposten", który oglądał zawody na żywo. - Zwycięstwo Polaka uratowało ten konkurs - dodał. W ostatnich zawodach Pucharu Świata na słynnej skoczni w Holmenkollen norwescy skoczkowie spisali się słabiej. Dlatego kibice trzymali kciuki za Polaka. Szczęśliwemu Małyszowi gratulował książę Haakon, syn króla Haralda.

Konkurs był historyczny z innego powodu. Trzykrotny mistrz olimpijski Jens Weissflog skończył karierę. Słynny Niemiec zajął szóste miejsce. Po zawodach podpisał narty i podarował je Muzeum Narciarstwa na Holmenkollen. W ostatnim starcie Małysz pokonał więc swojego idola. - Kiedy byłem mały, skakaliśmy z kolegami pod nazwiskami sławnych skoczków. Ja byłem Weissflogiem - powiedział "Gazecie" 18-letni Polak przed startem w Norwegii.

W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zwyciężył Austriak Andreas Goldberger. Małysz awansował na siódme miejsce. Jest to olbrzymi sukces skoczka z Wisły. - Uczcimy to szampanem na promie do Danii - powiedział "Gazecie" Marek Gwóźdź, kolega Małysza z kadry.

Po pierwszej serii najlepszy z Polaków zajmował piąte miejsce. Miał niedługi skok (106,5 m), ale dostał wysokie noty za styl. Świetnie spisał się też Wojciech Skupień, który uzyskał zaledwie pół metra mniej.

- Przed drugą serią podniesiono rozbieg. Adam stanął na skoczni rozluźniony - opowiadał Gwóźdź. - Miałem najdłuższy lot w konkursie. To było wspaniałe - stwierdził Małysz.

Cała Wisła czeka

Jutro wraca Adam i wszyscy w Kopydle o tym wiedzą. Sąsiedzi już rozmawiali z babcią, że trzeba go jakoś uroczyście przywitać. Cała Wisła przygotowuje się na przyjazd Małysza.

- Nawet nie wiadomo, o której przyjedzie. I na ile - żali się babcia.

Wiślan denerwuje, że polska telewizja ignoruje skoki narciarskie. Na szczęście w Kopydle większość ma satelity. Od tygodnia satelitę ma też klubowy trener Małysza , bo zmęczyło go chodzenie do sąsiadów albo przeglądanie transmisji nagranych na wideo.

- Ładny skok. No, szkoda, że była ta podpórka - babcia Adama właśnie ogląda powtórkę piątkowych skoków konkursu drużynowego z Oslo. Adam skoczył najdalej, ale podparł się przy lądowaniu.

Skoki przy kuflu

Babcię Helenę Szturc skoki interesowały, gdy jeszcze Adama nie było na świecie. Pamięta, jak kiedyś wywozili obornik na gronie, przerwali pracę i biegli, aby zobaczyć Turniej Czterech Skoczni. Teraz babcia trzyma kciuki za Adama, ale ogląda tylko powtórki nagrane wcześniej na wideo. - Wychodzę, aby się nie denerwować. Jak znam już wynik, to dopiero mogę spokojnie popatrzeć - mówi.

Wszyscy w rodzinie Adama przejmują się jego wyczynami. Gdy gromadnie oglądają transmisję, odsuwają się na dwa metry od dziadka, bo nie może spokojnie usiedzieć, gdy leci wnuk.

W Kopydle wszyscy oglądają skoki. Potem schodzą się do piwiarń i komentują.

- Taki talent jak Adam zdarza się raz na sto lat. W ciągu dwóch sezonów, gdy wszedł do międzynarodowej czołówki, osiągnął taki postęp, że jest w stanie wygrać z każdym - mówi były prezes KS Start Wisła Zbigniew Goszczyk. Przecież już pokonywał Weissfloga i Goldbergera.

Zrzutka na wyjazd

Babcia Adama mówi, że chłopak zawsze miał szczęście do ludzi. Ale też taki z niego człowiek, że wszyscy go lubią. Pavel Mikeszka postawił na niego, gdy Małysz jeszcze nie zajmował czołowych miejsc w rankingach. Trener polskiej kadry sam sfinansował mu wyjazd na Turniej Czterech Skoczni w ubiegłym sezonie, bo działacze sportowi centrali nie widzieli Małysza w kadrze. - Gdyby Mikeska się wtedy nie uparł, nie wiadomo, gdzie by teraz był Adam - zastanawia się szwagier Małysza Adam Pilch. Do wyjazdu dorzucili się wtedy także sąsiedzi i Małysz mógł po raz pierwszy pokazać się światowej publiczności.

W zimową sobotę wiślan najłatwiej spotkać na skoczni. Ojciec Adama sędziuje skoki młodzików. Właśnie na igelitowej skoczni w centrum Wisły odbywają się Drużynowe Mistrzostwa Polski.

Na tej skoczni Małysz oddał swój pierwszy prawdziwy skok. Nikt nie pamięta, ile to było. Pięć czy sześć metrów. Trener Szturc pamięta za to, że Adam był wtedy bardzo wątły i wszystko było na niego za duże. Skoczył w nartach i butach, wylądował już w samych skarpetkach.

Na stoku rodzinnego gronia Adam od najmłodszych lat skakał na skoczni usypanej ze śniegu. Ale nic w tym dziwnego, bo chłopcy w Wiśle zaczynają jeździć na nartach wcześniej niż gdzie indziej na rowerach.

Od dwóch miesięcy za sprawą Adama młodzi chłopcy w Kopydle stają na skoczni jeszcze częściej. Z komórek powynosili najstarsze modele nart. Skaczą nawet na zjazdówkach. Trener nie ma problemu z naborem młodych chłopców. Tylko przez dwa ostatnie tygodnie zgłosiło się ich ze 20.



Piszą listy

Adam Pilch, szwagier Małysza, ma samochód znany w całej Wiśle. Zwykły, stary "maluch", ale jako zasłony w tylnej szybie są dwa numery startowe Małysza z ubiegłorocznego Turnieju Czterech Skoczni. - Gdyby to był większy samochód, na okna dałbym wszystkie cztery - mówi szwagier. Podczas ferii szwagra zaczepił wczasowicz z Gdańska. - Zdębiałem, jak mi opowiedział cały sportowy życiorys Adama - mówi szwagier.

Siostra Małysza od dwóch miesięcy odbiera listy do Adama. Przychodzą z całej Polski: Cieszyna, Rudy Śląskiej, Gdyni... Nikt tych listów nie otwiera, ale wiadomo, że są od nieznajomych dziewczyn. Nikt w rodzinie nie wie, czy Adam ma dziewczynę. - W tych sprawach jest skryty. Ma jeszcze czas - dodaje.

Na Mistrzostwach Polski w Zakopanem w 1994 r. Adam po raz pierwszy zdobył wszystko: jako junior, senior i jeszcze Puchar Burmistrza. - Wykosił wtedy Skupienia i innych "zakopców" - pan Jurek śmieje się. Ale szybko się denerwuje: - W transmisjach z satelity ciągle mówią, że Małysz jest z Zakopanego.

Adam nie zginie

- Zawód ma, jest dekarzem, zawsze może to robić - babcia nie obawia się o przyszłość wnuczka. Szwagier także: - Zaszedł już za daleko. Za kilka lat zdobędzie takie doświadczenie, że bez problemów znajdzie pracę jako trener.

W barze Wierchy nie ma zgody, co czeka Adama.

- Powinien dalej się uczyć. Skoki przecież mogą odbić się na jego zdrowiu, a co się wtedy z nim stanie, z czego będzie żył? - mówi pan Bogdan.

- Sam znam dwóch skoczków z Wisły, którzy są kalekami pozostawionymi samym sobie. Ale Adam sobie poradzi. Ma już takie osiągnięcia, że nie zginie - uspokaja pan Jurek.

- Teraz już nie powtórzą się historie sprzed lat, jak z Fortuną czy biegaczem Łuszczkiem. Byli dobrzy, jak mieli wyniki, a potem kopniak - prezes też jest spokojny o Małysza.

Babcia trochę żałuje, że wnuka prawie nie ma w domu. Raz na dwa miesiące wpadnie na dzień czy dwa. - Tyle, co w telewizji go widzimy. Za to ciężko mu z domu wyjeżdżać. No, trudno - mówi. Jak już przyjedzie, to obejrzy kilka sensacyjnych nowości z wypożyczalni wideo czy posłucha disco. - Oj, wtedy jest głośno w domu - babcia kręci głową. Nie muszą z jedzeniem wydziwiać, bo Adam nie jest wybredny. Najbardziej lubi kurczaki.

Nawet na swoje 18. urodziny na początku grudnia nie przyjechał, dopiero przed samą Wigilią i też tylko na dwa dni. Na spóźnionej uroczystości urodzinowej życzono mu, aby dostał się do dwudziestki Pucharu Świata. Po Nowym Roku była to już piętnastka. Dziś jest w czołowej dziesiątce.

Wyniki niedzielnego [17 marca 1996 - przyp. Sport.pl] konkursu W Holmenkollen: 1. A. Małysz - 249,4 pkt. (106,5 i 121,5); 2. J. Ahonen (Finlandia) - 242,8 (118 i 108); 3. M. Harada (Japonia) - 242,2 (118 i 106); 4. A. Goldberger (Austria) - 234,6 (107 i 112,5); 5. R. Schwarzenberger (Austria) - 232,1 (102 i 117,5); 6. J. Weissflog (Austria) - 228,9 (112 i 106);... 31. W. Skupień 201,2 (106 i 97,5). Klasyfikacja generalna PŚ: 1. Goldberger 1416 pkt; 2. A.-P. Nikkola (Finlandia) 1384; 3. Ahonen 1054; 4. Weissflog 1028; 5. Harada 982; 6. M. Laitinen (Finlandia) 914; 7. Małysz 751; 48. Skupień 75; 87. M. Gwóźdź 6.

Więcej o:
  • Skoki - Puchar Świata

    lp. zawodnik punkty
    1 Ryoyu Kobayashi 2085
    2 Stefan Kraft 1349
    3 Kamil Stoch 1288
    4 Piotr Żyła 1131
    5 Dawid Kubacki 988
    6 Robert Johansson 974
    7 Markus Eisenbichler 937
    8 Johann Andre Forfang 892
    9 Timi Zajc 833
    10 Karl Geiger 765
    22 Jakub Wolny 328
    40 Stefan Hula 69
    47 Maciej Kot 25
    67 Paweł Wąsek 4

    • Lider PŚ
  • Skoki - Puchar Narodów

    lp. kraj punkty
    1 Polska 6083
    2 Niemcy 5650
    3 Japonia 4813
    4 Austria 4530
    5 Norwegia 3943
    6 Słowenia 3736
    7 Szwajcaria 1467
    8 Czechy 1056
    9 Rosja 867
    10 Finlandia 396
    11 Bułgaria 134
    12 USA 18
    12 Kanada 18
    14 Estonia 12
    15 Włochy 7
    16 Kazachstan 0
    16 Francja 0

    • Lider PŚ
  • Skoki - TCS

    lp. zawodnik punkty
    1 Ryoyu Kobayashi 1098
    2 Markus Eisenbichler 1035.9
    3 Stephan Leyhe 1014.1
    4 Dawid Kubacki 1010.8
    5 Roman Koudelka 1006.3
    6 Kamil Stoch 994
    7 Andreas Stjernen 988
    8 Robert Johansson 983.2
    9 Daniel Huber 970.4
    10 Kilian Peier 959.3
    19 Piotr Żyła 842.1
    29 Jakub Wolny 654.5
    36 Stefan Hula 479.1
    51 Aleksander Zniszczoł 194.5
    61 Maciej Kot 95

    • Lider turnieju
Komentarze (2)
20 lat temu Adam Małysz wygrał swój pierwszy konkurs PŚ. Przypominamy tekst ''W ostatnim dniu idola''
Zaloguj się
  • thomasseyr

    0

    Kurcze, to były czasy. Jak byłem w liceum, to zarywałem noce dla konkursów Adama, tych w Sapporo. Szczególnie zapadły mi w pamięć jego zwycięstwa w Innsbrucku, kiedy po prostu znokautował wszystkich z przy tylnym wietrze! Albo ten drugi konkurs w Willingen, kiedy skoczył bodajże dwa razy po 146 m (chyba?) i przyszedł do studia RTL (to jeszcze były czasy kiedy niemiecka TV często transmitowała skoki) taki trochę speszony, a Niemcy nie mogli uwierzyć, że oni z najlepszym sprzętem, skoczniami i pieniędzmi są "lani" przez takie "Malysza". Jednak chyba szczyt osiągnął w Predazzo, gdzie skakał jak robot po prostu. Najfajniejsze jest to, że nie był produktem, ale człowiekiem z krwi i kości. Nikt, może prócz Ahonena nie utrzymywał się tak długo w czołówce skoków. Wiele czasu minie zanim urodzi się w Polsce drugi taki sportowiec.

  • perun1984

    0

    Tego co zrobiłeś po raz pierwszy, a potem powtórzyłeś wiele razy, tego Ci nigdy nie zapomnimy. Dziękujemy Mistrzu:)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX