Sport.pl

Malwina Smarzek: Możemy grać po dziesięć setów przez trzy dni z rzędu

- Coraz lepiej potrafimy wytrzymywać presję. Sądzę, że rok temu taki mecz z Portoryko, o taką stawkę byśmy przegrały - mówi Malwina Smarzek-Godek. W piątek polskie siatkarki pokonały 3:0 (25:18, 30:28, 25:15) swoje pierwsze rywalki w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Tokio. W sobotę zagrają z Tajlandią, w niedzielę z Serbią.

- Jesteśmy gotowe mocno walczyć. Nawet gdybyśmy przez trzy dni z rzędu miały grać po dziesięć setów, to myślę, że nie byłoby problemu, bo w głowach mamy marzenie o igrzyskach - przekonuje liderka kadry. W meczu z Portoryko Smarzek - jak zwykle - była najlepiej punktującą siatkarką naszej drużyny. Zdobyła 23 punkty; 18 atakiem (18/41, 44 proc. skuteczności) i pięć blokiem.

Łukasz Jachimiak: Jest 3:0 z Portoryko, a było trochę nerwów w drugim secie, gdy dogoniłyście rywalki mimo wyniku 21:24. Postraszyłyście wtedy tylko nas, czy same też się wtedy bałyście, jak się mecz potoczy?

Malwina Smarzek-Godek: Dla nas to nie był łatwy mecz. Gramy u siebie, jest presja, Portoryko to był przeciwnik, z którym trzeba wygrać. A tu rywalki bardzo dobrze broniły, wyciągały dużo piłek po naszych atakach i fajnie serwowały. W pierwszym secie my zagrałyśmy dobrze, bo chociaż nie kończyłyśmy ataków przez ich grę w obronie, to nie robiłyśmy własnych błędów. A w drugim secie błędów było dużo i były konsekwencje. Całe szczęście, że my wtedy wytrzymałyśmy. Mogłybyśmy tego seta przegrać i dalej różnie mogłoby być. Fajnie, że uczymy się roli faworyta. Myślę, że coraz lepiej potrafimy wytrzymywać presję. Sądzę, że rok temu taki mecz z Portoryko, o taką stawkę, byśmy przegrały. My nie jesteśmy takim zespołem jak Serbia, nie jesteśmy pewniakiem. Ale dojrzewamy.

Czujecie, że dużo dały Wam zwycięstwa w Lidze Narodów i niespodziewany awans do Final Six?

- To były super doświadczenia, ale teraz gramy turniej innego kalibru. Tu jest inna adrenalina. Walczymy o igrzyska, na których nigdy żadna z nas nie była. Bardzo chcemy pojechać do Tokio. Jesteśmy gotowe mocno walczyć. Nawet gdybyśmy przez trzy dni z rzędu miały grać po dziesięć setów, to myślę, że nie byłoby problemu, bo w głowach mamy marzenie o igrzyskach.

Twoje kolano by wytrzymało?

- Z kolanem już jest w miarę dobrze, chociaż czasami pewne ruchy kontroluję. Nie ukrywam, że mało trenowałam, że przez przerwę po Lidze Narodów później trudno mi było od nowa wejść w granie. Wkurzałam się, bo dopiero krótko przed wrocławskim turniejem zaczęłam wszystko na boisku robić. Przed meczem z Portoryko mocniej się stresowałam, bo wiem, że na mnie presja jest troszeczkę większa i ja bym bardzo chciała jak najlepiej pomóc drużynie.

W trzecim secie trener szybko uznał, że pomagać już nie musisz, tak dużą przewagę wypracowałyście. On Cię trochę oszczędza ze względu na kolano?

- Mieliśmy dużą przewagę i graliśmy z takim zespołem, że mogliśmy sobie pozwolić na zmianę. Zwłaszcza że Kasia [Zaroślińska, zmienniczka Smarzek] jest dobrą atakującą. Dla mnie super, że mogę sobie zejść.

Mówisz, że masz większą presję niż koleżanki, wiesz, że od Ciebie więcej wymagamy, to powiedz, co myślałaś po pierwszym secie, w którym Portorykanki podbiły mnóstwo Twoich ataków. Wygrałyście pewnie, ale Ty skończyłaś tylko trzy z 13 zbić. Denerwowałaś się trochę?

- Chyba nie. Mogłabym się denerwować, gdybym strzelała po autach albo w siatkę. Zachowałam spokój, bo ja w Lidze Narodów wykonałam ponad tysiąc ataków, więć materiał do analizowania mnie jest wielki, rywalki wiedzą gdzie się ustawić, pamiętają, z jakiej pozycji jak atakuję.  Jestem na to przygotowana, że niskie, bardziej ruchliwe, dobrze broniące drużyny będą mnie podbijać. Ale na pewno nie w nieskończoność. Zmieniłam trochę swój styl ataku i poszło.

Odjęłaś trochę siły i zaczęłaś wykorzystywać blok?

- Najpierw w pierwszym secie uciekałam do skosu, a później zaczęłam grać z blokiem. I to było skuteczne.

Czego się spodziewacie po Tajkach?

- Wiemy, że musimy uważać na ich kombinacje. Musimy dobrze serwować, bo jeżeli one zaczną przyjmować perfekcyjnie, to ciężko będzie się z nimi grało. One pokazują japońską siatkówkę - dużo zejść, dużo kombinacji - i naprawdę każdy zespół ma z nimi problemy.

Więcej o: