Sport.pl

Siatkówka. Jakub Malke: Jeśli władze klubu poświadczają nieprawdę, to są na to paragrafy

- W piłce nożnej po 60 dniach braku płatności zawodnik ma prawo zgodnie z regulaminem rozwiązać umowę z winy klubu, w siatkówce nie ma takiego zapisu - komentuje regulamin przyznawania klubom licencji na grę w PlusLidze i Lidze Siatkówki Kobiet Jakub Malke, menedżer siatkarski.

Trwa dyskusja na temat zasad przyznawania licencji poszczególnym klubom w Polskiej Lidze Siatkówki. Wiadomo już, że niewiele chroni zawodników przed niewypłacalnością klubu-pracodawcy. Co należałoby więc zmienić w regulaminie? O to pytamy managera siatkarskiego, Jakuba Malke, którego gracze mierzyli się z zaległościami finansowymi ze strony drużyn.

Uważa pan, że regulamin, który ma Komisja Licencyjna jest dobry?

Jakub Malke: Nie, nie uważam.

Dlaczego?

- Między innymi dlatego, że jest dość zerojedynkowy w kontekście tego, co dzieje się z klubem w przypadku niespełniania wymogów - albo spełniasz wszystkie, albo nie masz licencji. Nie ma „sankcji miękkich” typu kary finansowe czy zakazy transferowe. Według mnie takie rozwiązanie byłoby bardziej dyscyplinujące, dotkliwe i widoczne dla ludzi siatkówki. Obecnie regulamin Komisji Licencyjnej przewiduje trzy scenariusze: przyznanie licencji, warunkowe przyznanie licencji i nieprzyznanie. Warunek polega jednak na tym, że zakłada się, że sytuacja w klubie się poprawi. Nie ma możliwości odebrania licencji i wycofania klubu z rozgrywek po okresie warunkowym. A istnieją dobre wzorce z innych dyscyplin i warto z nich korzystać, nie ma potrzeby wyważania otwartych drzwi.

Z mojej wiedzy wynika, że mimo upadku Stoczni Szczecin sytuacja w męskich klubach w tym roku nie była taka zła. Liga męska stoi profesjonalizmem większości klubów. Trzy zespoły na czternaście miały problemy finansowe, z czego dwa z nich, czyli MKS Będzin i Chemik Bydgoszcz, wyszły z nich obronną ręką dzięki sporej dotacji z miast, które w większości te kluby utrzymują. W przypadku pierwszego z nich to były przesunięcia w budżecie, a w kwestii drugiego - nagła pomoc finansowa. Problemy miał swego czasy Trefl Gdańsk, ale dostosował swoich zawodników do budżetu i konsekwentnie realizował plan naprawczy, za co zresztą należą się całej ekipie prezesa Gadomskiego wielkie brawa.

Coś jeszcze jest problemem?

- Kompletny brak przepływu informacji między ligą a Polskim Związkiem Piłki Siatkowej i jego Komisją Licencyjną. To właśnie ta Komisja przyznaje licencję. Dlaczego nie robi tego Polska Liga Siatkówki? W mojej opinii dlatego, by uniknąć bronienia własnych interesów klubów. Przecież jako akcjonariusze nie będą głosowali przeciwko sobie w procesie licencyjnym. PZPS ma być niezależnym oceniającym tego, co dzieje się w lidze i weryfikować, czy dany klub powinien w niej grać czy nie. Podobnie jest w piłce nożnej, jednak nie ma tam aż takiego współdzielenia stanowisk, jak u nas.

Nie można jednak zapomnieć, że PLS od lat prowadzi tak zwane „listy transferowe”. Każdy zawodnik, który chce zmienić klub, zobowiązany jest wypełnić oświadczenie i zgłosić czy jego były pracodawca jest mu coś dłużny, czy nie. Albo my jako menedżerowie, albo sami gracze wpisujemy stan rozliczeń. Przed tym sezonem w przypadku moich zawodników odchodzących ze Stoczni Szczecin wpisywałem stan zadłużenia klubu wobec nich zgodnie ze stanem faktycznym na dzień wpisu na listę transferową. Zdziwiło mnie to, że PLS nie przekazał tego do Komisji Licencyjnej działającej przy PZPS. To niby tylko oświadczenia, ale przecież zawsze można je potwierdzić wyciągami z kont bankowych czy potwierdzeniami przelewów.

Sam przepis o tym, że klub nie może być zadłużony wobec zawodnika na więcej niż trzy miesiące również jest wadliwy. Przecież wystarczy, dobrze operować terminami i można złożyć prawdziwe oświadczenie. W piłce nożnej po 60 dniach braku płatności zawodnik ma prawo zgodnie z regulaminem rozwiązać umowę z winy klubu, w siatkówce nie ma takiego zapisu. Funkcjonuje to słynne 90 dni, ale to my zapisujemy to w umowach, nie jest to rozwiązanie regulaminowe. Poza tym, jeśli władze klubu poświadczają nieprawdę i mówią, że długów nie mają, kiedy one faktycznie są, to wydaje mi się, że Komisja Licencyjna powinna to skierować do adekwatnych służb. Na to są paragrafy. Są to spółki prawa handlowego z osobowością prawną i kodeks spółek handlowych ma na to przewidziane sankcje.

Polecałbym również spojrzeć na regulaminy i obostrzenia, jako coś, co nie ma utrudniać życia klubom, lecz im pomóc. Kiedyś przecież każdy dług może urosnąć do spirali finansowej, z której nie będzie innego wyjścia poza ogłoszeniem bankructwa. 

Czego nauczył nas przykład Stoczni Szczecin?

- Tego, że chyba nie do końca obwiniałbym o niego ligę. Jedni te opowieści o nowej erze kupili, inni nie. Liga i Komisja Licencyjna kupiła, chociaż nikt się nie skontaktował z zawodnikami, którzy odchodzili. Jak wspominałem, we wpisach na listę transferową informację o zadłużeniu zostały do PLS wysłane. Faktem jest że Klub spłacił większość zobowiązań wobec byłych siatkarzy, tuż przed startem sezonu, przynajmniej moich klientów i zobowiązany był do przedstawienia planu obecności w PlusLidze, który zakładał również prognozę finansową. Nie miał jak jej formalnie udowodnić, bo nie mógł pokazać umów ze sponsorem, które objęte są klauzulą poufności - nie można ich upubliczniać.

Spójrzmy jednak na przykłady z innych dyscyplin. Piłka nożna budowała sobie przez lata historyczne rysy klubów i porównywała przedstawione przedsezonowe prognozy z tym, jak wszystko działało w trakcie rozgrywek. Tak bada się wiarygodność spółki. Weryfikację licencji można by również przeprowadzić dwa razy - na początku i w połowie sezonu. Poza tym nie zaszkodziłoby, gdyby władze ligi zaczęły pytać managerów, czy samych zawodników o stan zadłużeń wobec graczy. Jesteśmy niewielkim środowiskiem i to dość proste. Łatwiej wtedy byłoby ocenić czy klub mówi prawdę w oświadczeniach, czy nie.

Zupełnie inna sprawa została poruszona w „7 Strefie” i dotyczy klubu z Kielc. Sam byłem w szoku po informacji, że klub ogłosił likwidacje, jednak nie dlatego, że siatkówka w Kielcach upada, ale dlatego, że nagle podmiotem prowadzącym klub jest stowarzyszenie! W „7 Strefie” pytano o wiele rzeczy - jak przyszłość siatkówki w Kielcach, ale nikt nie zadał prostego pytania – jak to się stało, że klub z Kielc gra niezmiennie od lat w Pluslidze czy teraz I lidze, występując jako różne podmioty? Przecież to jest w zawodowym sporcie nie do pomyślenia. To taki Aluron Virtu Zawiercie musiał awansować, udowadniać że ma środki, hale, a klub z Kielc normalnie zmienia „operatora” licencji na inna spółkę albo stowarzyszenie i to jest ok? Nie sądzę. Tutaj mimo, że mam niewielki kontakt z liga damską, wielki szacunek do osoby, która akurat znam, czyli Bogdana Serwińskiego, który jak stwierdził, że go nie stać, to po prostu się z ligi wycofał.

Więcej o:
Komentarze (3)
Siatkówka. Jakub Malke: Problemem jest brak przepływu informacji między ligą a Polskim Związkiem Piłki Siatkowej
Zaloguj się
  • xzyzzy

    Oceniono 2 razy -2

    a kto tym gostkom każe bawić się w odbijanie balonika (przeważnie na koszt spółek skarbu państwa ), zamiast uczciwie pracować ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX