Sport.pl

Andrzej Grzyb: W ligach grają dłużnicy. To jest koszmar

- W dużej większości prezesi klubów potwierdzają nieprawdę, co prawnie jest karalne. Mówią, że nie mają długów, kiedy one są - mówi w wywiadzie dla Sport.pl menedżer siatkarski, Andrzej Grzyb.

Można było się przyzwyczaić, że o siatkówce mówi się niemalże w samych superlatywach. Polska reprezentacja mężczyzn obroniła w Turynie mistrzostwo świata, a w Final Four Ligi Mistrzów gra polski przedstawiciel - PGE Skra Bełchatów. Poziom w żeńskich klubach nieco spadł, ale mimo to wciąż grają one w jednej z najlepiej organizacyjnie rozwiniętych lig Europy. Sport ma jednak drugą stronę medalu - bardzo pragmatyczną, polegającą na stosunku pracodawca-pracownik. Jak się okazuje, nie zawsze zasady współpracy są przestrzegane. Zdarzają się przypadki, w których klub nie płaci.

Kto więc powinien chronić przed tym zawodników? Czy w Polskiej Lidze Siatkówki jest organ, który może zatrzymać licencjonowanie nierentownych klubów?

Ostatnio sporo mówiło się o tym, że nie wszystkie kluby płacą swoim zawodnikom. Jakie są pana doświadczenia w tej materii?

Andrzej Grzyb: - Przed tym sezonem złożyłem do Komisji Licencyjnej Polskiego Związku Piłki Siatkowej 15 wniosków o wstrzymanie licencji dla 15 polskich klubów - pięć z nich było męskich, pozostałe to żeńskie. Większość zespołów podpisała ze mną ugody, które rozkładały finansowe zaległości na raty. Trzy z nich tego nie zrobiły - Budowlani Łódź, a także drużyny z Ostrowca Świętokrzyskiego i Piły. Paradoksalnie, to właśnie przedstawiciele tych zespołów są blisko związani z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. W Pile prezes jest członkiem zarządu, w Łodzi był w Radzie Nadzorczej PLS-u, a z Ostrowca, były prezes, jest szefem Komisji Rewizyjnej. Sprawy te musiałem więc oddać do sądu.

Jak to się zakończyło?

- Wszystkie sprawy były wygrane. Problem jest z egzekucją należności w Pile, bowiem w klubie jest syndyk z sądu. Co do klubu z Ostrowca, to spłacił wszystkie przegrane sprawy, a kwestia Budowlanych wciąż jest niezamknięta. Ostatnio sąd rozpatrzył wniosek na naszą korzyść w kwestii kolejnych trzech zawodniczek łódzkiej drużyny.

Jaki jest największy problem?

- Największym problemem jest sama Komisja Licencyjna. Podstawowym jej błędem jest to, że zgłaszamy sprawę braku płatności, opisujemy sytuację zawodnika, dostarczamy wszystkie faktury i wyciągi, zgłaszamy wniosek o niewydawanie licencji - zgodnie z regulaminem. Poprzedni Przewodniczący komisji – Paweł Wachowiak, znakomicie umiał pogodzić komunikację pomiędzy agentami, zawodnikami i klubami.

Niestety, obecny przewodniczący Komisji, Stanisław Łopaciński, nie robi nic, by pomóc pokrzywdzonym. Jest on wyjątkowo ugodowy w stosunku do klubów i pozostałych członków Zarządu, co nasuwa przypuszczenia, że jest wszystkim na rękę, by to stanowisko piastował. Zaczął nawet bronić władz klubów, kiedy zgłaszaliśmy i dokumentowaliśmy ich przewinienia. Komisja Licencyjna powoływała się na fakt, że przedstawiciele klubów mówili, że wszystko jest uregulowane. Nie żądali oświadczeń na piśmie lub wyciągów bankowych. Wystawienie kopii dowodu wpłaty czy wyciągu z konta to kwestia pięciu minut. Okazało się, że żadnego z klubów o to nie poproszono - uwierzono na podstawie zwykłego oświadczenia. Kiedy zaczęliśmy naciskać, powiedziano nam, że Komisja nie może niczego wyegzekwować od klubu, ponieważ musi mieć prawomocny wyrok sądu. Ok, poszedłem tym tropem i wszystko zacząłem załatwiać sam. Po co mi więc Komisja Licencyjna - pięciu panów, którzy mają swoje obowiązki, a ich nie wypełniają?

Istnieje co prawda taki organ, jak Sąd Polubowny, ale wpisywany on jest wyłącznie do umów sportowych. Przez to zacząłem wpisywać do umów wizerunkowych postanowienie o możliwości odwołania się do niego w razie problemów z egzekwowaniem postanowień tych umów. Nie oznacza to jednak, że on działa bez zarzutu. Kiedyś złożyłem wniosek w sprawie klubu z Wielunia. Postępowanie rozpoczęło się de facto po 1,5 roku, kiedy klubu już nie było. Poza tym dotyczy on tylko najwyższych lig.

Co musiałoby się zmienić, by wszystko działało jak należy?

- Stworzony regulamin jest dobry. Problem w tym, że nie jest on przestrzegany. W ligach od lat grają dłużnicy z zaszłościami finansowymi sprzed kilku sezonów. Przy składaniu dokumentów potrzebnych do licencji na kolejny sezon, kluby składają również zaświadczenia o tym, że nie zalegają z wypłatami więcej niż trzy miesiące wstecz. Liga kończy się w kwietniu, więc ostatnie pieniądze wypłacane są siatkarzom w styczniu i jest spokój. Powinno się wprowadzić weryfikację wniosku co trzy miesiące.

Teraz mamy sytuację, w której w dużej większości prezesi klubów potwierdzają nieprawdę, co prawnie jest karalne. Mówią, że nie mają długów, kiedy one są. Ostatnia sprawa dotycząca Budowlanych Łódź ciągnęła się od 1,5 roku. Nic się w tej mierze nie działo do momentu, w którym przygotowałem pismo do Ministerstwa Sportu i do sądu. Wykazałem wszystkie nieprawidłowości i zagroziłem, że rozwiążę kontrakty siatkarek w połowie sezonu. Nagle prezes Budowlanych przyznał się, że jest dłużny, poddając jednak pod wątpliwość kwotę zadłużenia, którą wykazałem. Zapytałem się więc ludzi z Komisji Licencyjnej, co robili w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy? Nie dostałem odpowiedzi.

To pokazuje, że w PZPS jest potrzeba stworzenia profesjonalnego zarządu złożonego z kilku osób (jak obecnie działa Prezydium Zarzadu), a nie dwudziestokilkuosobowej grupy ludzi, która chroni własny interes. Każdy gra tam dla każdego, bo wie, że będzie potrzebował jego głosu przy swoich projektach. To jest koszmar.

Dlaczego managerowie nie mówią o takich rzeczach?

- Bo wszyscy żyjemy siatkówką i nikt nie chce wpływać na jej zły wizerunek. Dlatego wszystko staramy się zrobić ugodowo. Czasami jednak się jednak nie da.

Więcej o:
Komentarze (7)
Andrzej Grzyb: W ligach grają dłużnicy. To jest koszmar
Zaloguj się
  • gtsod

    Oceniono 4 razy 4

    Grzyb, Grzyb, Grzyb... a to ten facet co ostatnio oskarżał trenera o mobbing, a ponieważ z tym mobbingiem wyszło tak jak wyszło, to teraz musi siebie wybielić i tamtą sprawę czymś przykryć, padło na zadłużone kluby. Ciekawe jak to nie wypali to co wymyśli?

  • ceppisowski

    Oceniono 8 razy 0

    kluby sa przyzwyczajone do tego ze system licencyjny nie dziala wiec pierd....
    Tym bardziej pierd..... ze konsekwencje ponosza nie dzialacza a zawodnicy
    Debilizm ten poteguje fakt ze obie ligi sa zamkniete.
    czyli dzialacze debile w poszczegolnych klubach tez zawsze beda wspierac nieudolnych zarzadcow lig.
    Koalicja przyglupow na prezesowskich stolkach ma sie dobrze

  • bankrut.1

    Oceniono 11 razy -1

    gdyby tak było jak ten gościu pisze i mówi to większość zadłużanych klubów siatkarskich dawno by skończyła jak stocznia szczecin - na dnie tabeli przynajmniej z degradacją do niższej ligi.

  • kono2291

    Oceniono 6 razy -2

    o chudzikach od dawna wiadomo że kręci lody i co... nic.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX