Sport.pl

Siatkówka. Maciej Muzaj: Na tamten czas patrzę, jak na potknięcie w karierze. Bez pomocy tego trenera byłoby mi o wiele trudniej

- Muszę przyznać, że po sezonie kadrowym do Jastrzębia-Zdroju wróciłem lekko podłamany, ponieważ na tamten czas patrzę, jak na potknięcie w karierze - szczerze o reprezentacji i powrocie do Jastrzębskiego Węgla mówi Sport.pl atakujący Maciej Muzaj.

W sezonie 2016/2017 Maciej Muzaj był jednym z największych zaskoczeń PlusLigi. Dysponujący dużym zasięgiem leworęczny atakujący typowany był na kadrowego zastępcę będącego w życiowej formie Dawida Konarskiego. 23-letni zawodnik pojechał na zgrupowanie i z reprezentacją spędził większość okresu przygotowawczego.

W zespole Ferdinando De Giorgiego dostawał kilka szans, ale widać było, że nie radził sobie z presją. Łukaszowi Kaczmarkowi wystarczył jeden dobry mecz w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera, by zamiast na siatkarza Jastrzębskiego Węgla Włoch w mistrzostwach Europy postawił na zawodnika Cuprum Lubin.

Jaki wyjechał pan 5 miesięcy temu z Jastrzębskiego Węgla na zgrupowanie kadry, a jaki powrócił do zespołu ze Śląska?

Maciej Muzaj:  Od tego czasu na pewno wiele zmieniło się w moim życiu – zarówno siatkarskim, jak i prywatnym. W jakimś stopniu jestem odmieniony. Muszę przyznać, że po sezonie kadrowym do Jastrzębia-Zdroju wróciłem lekko podłamany, ponieważ na tamten czas patrzę, jak na potknięcie w karierze. Pracowałem trzy miesiące, a następnie na ostatniej prostej nie udało mi się załapać do reprezentacji na mistrzostwa Europy.

Kiedy wróciłem moja motywacja była trochę mniejsza, a z samej siatkówki czerpałem mniej szczęścia. W klubie jednak moje nastawienie zmieniło się diametralnie. Wszystko dzięki pracy z trenerem Markiem Lebedewem. Rozmawiał ze mną bardzo dużo, wspierał i wydaje mi się, że dzięki niemu wracam na odpowiedni poziom. Mam wiele do udowodnienia w tym sezonie i wiem, że bez pomocy tego konkretnego szkoleniowca byłoby mi o wiele trudniej.

Bardzo jawnie był pan szykowany na zastępcę Dawida Konarskiego. Wystarczył jeden świetny mecz Łukasza Kaczmarka, by pożegnał się pan z marzeniami o mistrzostwach Europy. Miał pan duże poczucie niesprawiedliwości?

- Nie, niesprawiedliwości absolutnie nie. Obserwowałem Łukasza Kaczmarka przez cały okres przygotowań do mistrzostw Europy i prezentował się bardzo dobrze. To świetny zawodnik i naprawdę zasłużył sobie na to, by być w kadrze.

Nie tyle byłem zawiedziony decyzją trenera, co moją postawą. Nie dałem rady wygrać tej rywalizacji.

Co powiedział pan sobie po tym, jak dowiedział się pan, że telefon zadzwonił do Łukasza, a nie do pana?

- Mój telefon zadzwonił pierwszy, ha, ha. Nie mogę zdradzić, co sobie powiedziałem, bo były to same niecenzuralne słowa. Kiedy pomyślałem o tym na spokojnie, to przyznałem rację, że Łukasz bardziej zasłużył na wyjazd.

Decyzja trenera De Giorgiego była suwerenna – to on budował ten zespół. Ostatecznie Łukasz Kaczmarek świetnie zaprezentował się na mistrzostwach i był jedną z jaśniejszych postaci polskiej drużyny, więc wybór był trafiony.

Będę pracował cały sezon, by w kolejnych rozgrywkach reprezentacyjnych znaleźć się w kadrze albo z nim, albo z Dawidem Konarskim. A może z kimś nowym?

Przecież mówiono, że na obozach „byliście przygaszeni”. Trener kontrolował wszystko, musieliście siedzieć razem na posiłkach i w Spale byliście zamknięci przez 5 tygodni bez żadnych wspólnych wyjazdów. Faktycznie było tak źle?

- Dzięki porządkowi zarządzonemu przez trenera można było skoncentrować się na siatkówce, a nie na rzeczach, które nie miały znaczenia. W Spale mieliśmy olbrzymi komfort – wszystko było nam podtykane pod nos, a naszym zadaniem były jedynie ciężka praca, odpoczynek i pilnowanie zdrowego trybu życia. Warunki do przygotowań były bardzo dobre.

Czy było trudno wytrzymać? Myślę, że każdy profesjonalista, a w reprezentacji są sam tacy zawodnicy, potrafi to znieść. Są naprawdę gorsze zawody na świecie niż siatkarz. Ludzie poświęcają więcej i mają gorzej w życiu niż my, więc każdy radził sobie z trudami Spały. Nie wiem, w czym szukać przyczyny  niesatysfakcjonującego wyniku na mistrzostwach Europy. Ciężko mi o tym wyrokować.

Abstrahując od aspektów psychicznych, czuje się pan lepszym siatkarzem po sezonie reprezentacyjnym?

- Na pewno wyciągnąłem z tego jakąś lekcję. Każdy trening i mecz pcha mnie do przodu i mam nadzieję, że dzięki temu się rozwijam. Zobaczyłem dużo nowych rzeczy i trenowałem w innej formie niż dotychczas.

Każdy nowy szkoleniowiec to nowe spojrzenie. Piotr Gruszka dużo za mną rozmawiał, starał się mi pomóc w technice i tempie ataku, jak również w zagrywce i w bloku. Naprawdę chwalę sobie to, co dla nas robił. Mogę to zaliczyć do plusów.

Zdziwiło pana odwołanie Ferdinando De Giorgiego ze stanowiska trenera kadry?

- Nie, ale wyłącznie ze względu na dyskurs medialny, który powstaje po każdym nieudanym występie na imprezie rangi mistrzowskiej. Ciężko mi oceniać słuszność tej decyzji – jestem tylko zawodnikiem i mam grać, nic więcej.

Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że coś podobnego może się zdarzyć i współczuję trenerowi, bo nie wszedł w łatwą rolę. Miał na sobie olbrzymią presję wynikającą z tego, że bycie szkoleniowcem reprezentacji jakiegokolwiek kraju nigdy nie jest proste. Trzeba się godzić z olbrzymią krytyką. Jeśli wszystko jest w porządku, to jest dobrze, lecz jeżeli się przegra, to trzeba sobie radzić z wielką goryczą i negatywnymi opiniami.

Powiedział pan, że ma wiele do udowodnienia w tym sezonie klubowym, ale w podobnej sytuacji jest również Jastrzębski Węgiel. Po 3. miejscu w poprzednich rozgrywkach i zachowaniu większości składu stawiani jesteście w roli jednego z faworytów do medali. Zespół do tego dorósł?

- Obecna sytuacja zespołu i jego role to dla nas dodatkowy napęd. Niektórzy zawodnicy, czyli przede wszystkim Salvador Hidalgo Oliva, po jednym dobrym sezonie mają wiele do udowodnienia. Stoją przed szansą pokazania, że poprzednio osiągane wyniki nie były przypadkiem. Jako klub chcemy co najmniej powtórzyć rezultat z poprzedniego roku, ale po cichu wiemy, że walczymy o złoto.  Nie zapominajmy o tym, że przed nami Liga Mistrzów. Zobaczymy, co tam uda nam się ugrać.

W zeszłym sezonie mówił pan, że dorasta do roli lidera. Teraz już się nim pan czuje?

- To moja rola. Pozycja atakującego obliguje mnie do zdobywania punktów i jeśli nie byłbym gotowy, to nie miałbym czego szukać w zespole.

Jaki musiałby pan się stać, by udowodnić swoją pozycję po sezonie kadrowym?

- Musiałbym osiągnąć lepszą formę niż w zeszłym sezonie i wykazać się większą stabilnością. Tego bym sobie życzył.

Więcej o:
Skomentuj:
Siatkówka. Maciej Muzaj: Na tamten czas patrzę, jak na potknięcie w karierze. Bez pomocy tego trenera byłoby mi o wiele trudniej
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX