Sport.pl

Polska siatkarskim rynkiem "B"? Dlaczego wartościowi gracze opuszczają PlusLigę?

Marko Ivović przenosi się do brazylijskiego Funvic Taubate, tegorocznego finalisty Superligi, najlepszy atakujący PlusLigi, Dawid Konarski, w sezonie 2017/2017 zagra w 4. drużynie ligi tureckiej, Thomas Jaeschke wykupił swój kontrakt z Asseco Resovii Rzeszów, żeby grać w średniaku z Włoch. Czy odejście kolejnych wartościowych graczy z PlusLigi oznaczają, że Polska stała się siatkarskim rynkiem "B", do którego trafiają wyłącznie obiecujący zawodnicy z mniej liczących się w Europie lig?

Wraz z zakończeniem rozgrywek 2016/2017 PlusLigi rozpoczął się sezon transferowy, który sporo zmienił w polskich klubach. Roszady dotknęły każdy z zespołów czołówki – nawet mistrzom kraju nie udało się zachować pełnego składu z poprzednich lat.

Odwrót z PlusLigi

Dawid Konarski, najlepszy atakujący rozgrywek i 5. najczęściej punktujący zawodnik całej ligi (520 zdobytych punktów) z ZAKSY Kędzierzyn-Koźle przenosi się do Ziraatu Bankasi Ankara, który w meczu o brązowy medal ligi tureckiej przegrał z Fenerbahce Stambuł. Marko Ivović, z którego gra w Asseco Resovii Rzeszów uczyniła jednego z najważniejszych siatkarzy ligi, po sezonie 2016/2017 odchodzi do brazylijskiego Funvic Taubate, czyli srebrnego medalisty Superligi. Gavin Schmitt i Thomas Jaeschke również opuszczają klub z Podkarpacia, by spróbować sił w innych rozgrywkach. Ten drugi wykupił swój kontrakt za niemałe pieniądze, by podpisać umowę w zespole ćwierćfinalisty ligi włoskiej. Wymagało to nie tylko zaangażowania finansowego, ale i podjęcia sporego ryzyka. Wolał to zrobić niż grać w Resovii.

Moda na Francję aktualna?

Te cztery transfery pokazują, że wartościowi gracze opuszczają PlusLigę. To martwi szczególnie, jeśli przypatrzy się dotychczasowym zagranicznym zastępcom zakontraktowanym przez polskie zespoły. Indykpol AZS Olsztyn podpisał umowę z Robbertem Andringą ze Stade Poitiers, Cuprum sięgnęło po trenera Patricka Duflos, który przez lata związany był z Arago de Sete. Choć do Czarnych Radom przejdzie Dejan Vincić z Halkbanku Ankara, to rozgrywający w ostatnim czasie nie potrafił zagrzać miejsca na dłużej w którymkolwiek z klubów, z którymi współpracował. ONICO Warszawa sięgnęło do ligi francuskiej po Antoine Brizarda, a Espadon Szczecin wzmocnił Eemi Tervaportti również ze Stade Poitiers. Nie są to ani największe nazwiska, ani przedstawiciele najważniejszych rozgrywek na świecie.

PlusLiga nie tak bogata

Przede wszystkim polskiej ligi zwyczajnie nie stać na gwiazdy, dlatego sięga po zawodników z niższej półki. Włoskie media podały czołówkę finansową siatkarskich klubów na świecie. Aż trzech z czterech finalistów tegorocznej edycji Ligi Mistrzów znalazło się w zestawieniu, jednak wciąż za przodującą w statystykach Sadą Cruzeiro. Zenit Kazań, Sir Sicoma Colussi Perugia i Cucine Lube Civitanova sięgnęły po medale najważniejszej europejskiej imprezy klubowej. To oznacza, że są finanse – jest i sukces. Nawet jeśli wzorem uboższego Berlin Recycling Volleys któremuś zespołowi uda się dostać do czołówki, to w starciu z gigantami raczej wielkich szans nie ma.

Ani ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, ani Asseco Resovia Rzeszów, Jastrzębski Węgiel czy PGE Skra Bełchatów, czyli cztery najlepsze zespoły sezonu 2016/2017 PlusLigi, nie dysponują takim budżetem, jak wspomniana czołówka. Polska nie jest finansową potęgą, ba, w momencie, kiedy coraz większą siłą na rynku są bogate, azjatyckie kluby, szanse na pozyskanie najlepszych zawodników na świecie są coraz mniejsze.

- Powiedzmy sobie szczerze – finanse to absolutnie podstawowa sprawa. Gwiazdy odchodzą z naszej ligi, ale czy na ich miejsce przyjdą nowe? Nie, nie przyjdą. Finanse polskich zespołów wyraźnie spadły, kiedy inne kraje radzą sobie coraz lepiej – przykładem może być liga włoska, która wyraźnie odzyskuje temperament – zauważa Wojciech Drzyzga.

Dużego zagrożenia dla polskich rozgrywek upatruje w ekspansji pieniędzy azjatyckich. - Kluby z Azji opierają składy na limicie obcokrajowców. Nie mogąc iść na ilość, stawiają więc na wysoką jakość. Wystarczy, by z Europy wyciągnęły dziesięciu najlepszych graczy i nagle robi się troszeczkę pusto. Rosyjskie zespoły kuszą pieniędzmi, ale przestały być atrakcyjne pod względem samego pobytu – wielu sportowców po prostu tam sobie nie radzi. Kiedy dochodzi do tego problem z niewypłacalnością niektórych drużyn z tego kraju, to sytuacja tam bardziej się komplikuje. Mają jednak kilku potentatów, którzy ściągają najbardziej wartościowych graczy świata i to im wystarczy, by podnieść prestiż rozgrywek. Nie można zapomnieć również o Brazylii, która niezwykle dba o swoich zawodników i kusi ich, by pozostali we własnym kraju. W świetle tego rynek możliwości bardzo się kurczy – dodaje Drzyzga.

Poza najlepszymi ligami rosną także rozgrywki francuskie, belgijskie i niemieckie, których przedstawiciele - nie mając wyższych budżetów niż kluby polskie - potrafiły uzyskiwać dobre wyniki w rozgrywkach międzynarodowych. Tego przykładem może być wspomniane Berlin Recycling Volleys. - To są rozgrywki „kadłubkowe”, które nie stanowią żadnej siły w masie, ale mają swoje dwa, trzy zespoły, które od lat przewijają się w pobliżu czołówki. Obok tego wyrasta kusząca pod względem finansowym Turcja, gdzie z dwóch, trzech drużyn wyciągnęlibyśmy zawodników i stworzylibyśmy całkiem niezłą reprezentację Europy. I nasza PlusLiga musi z tym rywalizować. Zawodnikom bardzo podoba się zainteresowanie siatkówką w Polsce i to, że nie grają przy pustych trybunach. Niektórzy jednak wolą nie mieć kibiców, ale za to pełną kieszeń – podsumowuje Wojciech Drzyzga. - Nie wiem, jak wysoką ofertę z tureckiego zespołu dostał Dawid Konarski. Podejrzewam, że przekonało go to, że warunki o 50 procent przekraczały jego zarobki w ZAKSIE. Gdyby kędzierzyński klub mógł dorównać tej kwocie, to atakujący z Polski pewnie by nie wyjechał. Prawdopodobnie w przypadku Ivovica jest tak samo. W grę mogą wchodzić sumy rzędu 300-350 tysięcy euro, czemu sprostałby może jeden klub w Polsce. Nie wiem, ile teraz zarabiają nasze największe gwiazdy, czyli Bartosz Kurek i Mariusz Wlazły, ale kiedyś mówiło się, że limitem w naszych rozgrywkach był pułap 250 tysięcy euro – powiedział były siatkarz.

Już nie „czy”, ale „jak bardzo” spadł poziom PlusLigi?

Jeśli nie ma się pieniędzy, to czym można przyciągnąć najlepszych graczy na świecie? Odpowiedź jest prosta – wynikami i sportowo interesującą perspektywą na przyszłość. Czy w obecnym kształcie rozgrywek PlusLiga ją ma?

Przez jeszcze jeden sezon w polskich rozgrywkach rywalizować będzie szesnaście zespołów. To rodzi przesyt siatkówką wśród kibiców. Do tego warto postawić pytanie, kiedy ostatnio jakikolwiek pojedynek czołowych klubów można było nazwać „szlagierem”. Problemem jest bowiem to, że kluby z czołówki cierpią na brak mocnych rywali.

Rzecz jasna nie każda ligowa drużyna stanie się klubem rangi europejskiej, ale warto by było, gdyby 3-4, które walczą o medale, były równorzędnym przeciwnikiem największych zespołów na świecie. Jak mają to zrobić, jeśli pomiędzy spotkaniami z czołówką rozgrywają serie meczów z dużo słabszymi rywalami, gdzie pułap taktyczny i siłowy nie w każdym przypadku musi być aż tak wysoki?

To wielkie mecze generują wielką siatkówkę i wielkie pomysły na granie. Jeśli dana drużyna byłaby nieustannie nastawiona na wymyślanie nowych metod zaskoczenia rywala i wysilanie się w poszukiwaniu najskuteczniejszej taktyki, to czy nie przełożyłoby się to na pozycję ligi w Europie?

- Nie ma żadnych wątpliwości, że obecny kształt ligi to dziecko wylane z kąpielą. Poziom rozgrywek spada z roku na rok, a jedyny pozytywny trend to rozszerzenie liczby zespołów walczących w play-off o medale. Nawet mimo to warto rozważyć, czy poskutkowało to podwyższeniem poziomu rywalizacji o czołówkę, czy spadkiem – zastanawia się Wojciech Drzyzga. - Dajmy sobie sezon na ocenienie tego, czy gorsza kondycja poziomu sportowego jest tendencją czy nie. Sezon transferowy jeszcze się nie skończył; wchodzimy dopiero w jego najgorętszy okres. Widać jednak po klubach, że niektórych zawodników będzie bardzo trudno utrzymać. Ale taki jest rynek – dodał.

Czy jest szansa na zmianę?

Skoro nie można liczyć na przypływ wielkich siatkarskich nazwisk i błyskawiczne podniesienie poziomu ligi, to w czym upatrywać szans na poprawę wizerunku i atrakcyjności polskich rozgrywek? - Chociażby w zapleczu trenerskim. Mam wrażenie, że w kolejnym sezonie PlusLigi polskich trenerów policzymy na palcach jednej ręki, choć nazwiskom zagranicznym nie można odmówić tego, że są znaczące – skwitował Drzyzga.

Mimo tego, co się dzieje, o polskiej lidze nadal myśli się, jako o silnej i znaczącej w Europie. Zresztą, zarówno rozgrywki rosyjskie, jak i włoskie miały swoje momenty kryzysów, które po sezonie, dwóch zostawiały za sobą. -. Żyjemy w czasach, kiedy europejscy „średniacy” potrafią przygotować dobre ekipy. Nie znam budżetu drużyny Friedrichshafen czy Berlina, ale już po samych nazwiskach widać, że grają tam zawodnicy dobrze skomponowani. Choć ich liga jest słaba, to warto zauważyć, że przez to jest wygodna do grania w europejskich pucharach, bo tylko tam tak naprawdę zawodnicy mają o co walczyć. Podobnie działają Turcy, niektórych zawodników przygotowując wyłącznie na rozgrywki międzynarodowe – zauważył były mistrz Polski.

Może wyjściem jest zmiana patrzenia na budowanie zespołu? - Liga włoska charakteryzuje się tym, że kluby budują mocną szóstkę, a pozostali gracze mniej lub bardziej odbiegają jakością od podstawowego składu. Istnieje wyraźny podział pomiędzy zawodnikami wiodącymi a uzupełniającymi. Może by zacząć budować składy w ten sposób? Przy tym modelu można mieć jednak obawy co do zachowania drużyn w rozbudowanym systemie PlusLigi. To dlatego u nas od jakiegoś czasu buduje się szerokie kadry. Czasami jednak są tak rozwinięte, że możni przestają sobie radzić i nie potrafią wykorzystać potencjału, który posiadają – mówi Wojciech Drzyzga.

- Nie patrzyłbym na to wszystko jednak aż tak pesymistycznie. Pamiętajmy o tym, że w ostatnim czasie kilka razy nasze zespoły samodzielnie awansowały do Final Four Ligi Mistrzów i wydaje mi się, że aż tak daleko nie wyleciały z obiegu. Poczekajmy i zobaczmy, jak się sprawy dalej potoczą. Jeden zły sezon kryzysu nie czyni – kończy.

Stephane Antiga w "Wilkowicz Sam na Sam": Syn powiedział: gdybym miał zagrać w kadrze siatkarzy, to dla Polski, nie dla Francji. Ja się zgadzam. Bo tu fajnie jest