Sport.pl

"Afera wokół Jacka Nawrockiego to poniżenie zawodu trenera. Zarzuty? Każda z tych rzeczy jest wyolbrzymiona, jest kłamstwem"

- Dzwoniąc do niektórych dziewczyn usłyszałem, że jest dym, ale ten dym rozkręciła pewna grupa, w której jest jedna dziewczyna o dużych umiejętnościach, ale też są te dziewczyny które zdały sobie sprawę, że ich czas w kadrze przemija - mówi Michał Adamczewski. Trener od lat współpracujący z Jackiem Nawrockim bierze w obronę szkoleniowca reprezentacji Polski, przeciw któremu zbuntowały się siatkarki.

Łukasz Jachimiak: Zgłosił się Pan do mnie, przekonując, że bezpodstawne są wszystkie zarzuty postawione Jackowi Nawrockiemu przez siatkarki reprezentacji Polski. Naprawdę nie widzi Pan problemów, z którymi trener sobie nie poradził?

Ekspert tłumaczy, dlaczego polscy siatkarze nie wygrali ostatnich mistrzostw Europy

Michał Adamczewski, trener przygotowania fizycznego pracujący z Jackiem Nawrockim w męskich reprezentacjach z roczników 1995, 1996 i 1997, jeden z konsultantów kadry seniorek za kadencji Nawrockiego: Na to pytanie można odpowiedzieć tylko odpowiadając na każdy zarzut z osobna. Postawiono dziewięć zarzutów - pracowałem z Jackiem i wiem jaka jest dla niego gradacja ważności, wiem jak ważny jest człowiek i jak ważny jest zawodnik, trener czy współpracownik. Każda z tych rzeczy jest wyolbrzymiona, jest kłamstwem i jestem więcej niż pewny, że oświadczenie, które podobno podpisało 13 zawodniczek zostało przygotowane wcześniej a dzwoniąc do niektórych z dziewczyn usłyszałem, że jest dym, ale ten dym rozkręciła pewna grupa, w której jest jedna dziewczyna o dużych umiejętnościach, ale też są te dziewczyny które zdały sobie sprawę, że ich czas w kadrze przemija. Samo to, że zawodniczka idzie do prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej i proponuje, a właściwie wybiera trenera, który zastąpi Jacka jest niewłaściwe. Następuje dewaluacja zawodu trenera, poniżenie trenera reprezentacji Polski a także całego sztabu. Z tego co usłyszałem, zawodniczka próbowała ponaglić prezesa sugerując, że następca jest w tej chwili wolny i trzeba brać, póki jest okazja. To jest skandal, bo „ogon próbuje merdać psem” i jeżeli dziś na to pozwolimy, to trener sugerowany który przyjdzie nie będzie miał w sercu budowy przyszłości, tylko będzie pracował zgodnie z sugestiami „człowieka za plecami” i zawodniczki, która go zaproponowała. Czy tego chcemy? Czy może niech trener dokończy swoją pracę? Zadajmy pytanie, kto ma spijać śmietankę z drogi jaką Jacek wytyczył. Trzeba pamiętać, że potencjał jakim dysponuje w tej chwili Vital Heynen to zasługa pracy m.in. Jacka i ludzi, którzy przy nim byli, czyli Sebastiana Pawlika, Maćka Zendeła czy nawet Kuby Łamajkowskiego. Proszę spytać ich jakim człowiekiem jest Jacek.

Pomówmy o konkretnych zarzutach: dlaczego trener Nawrocki "dopuszczał do niemoralnego zachowania", dlaczego nie zareagował, gdy drużyna prosiła, by to zrobił w sprawie romansu jednego ze swych współpracowników z jedną z zawodniczek?

- Z tego co wiem, to trener nie miesza się w prywatne sprawy zawodników i współpracowników. Zarzut ten jest policzkiem w stronę tej dziewczyny, jest zrobieniem z niej nie powiem kogo. Nikt, zwłaszcza kobiety, nie powinien tego podnosić. Jeśli oni przejdą przez życie razem, to jak się będą czuły oskarżające? Bzdura kompletna, sprawa trenera i zawodniczki tak długo jak na treningach wykonują swoją ciężką pracę.

Dlaczego trener Nawrocki nie chciał rozmawiać z zawodniczkami? Rozumiem, że można mieć różne pomysły na prowadzenie zespołu, ale czy to nie dziwne, jeśli trener z większością zawodniczek nie rozmawia indywidualnie, mimo że one o to proszą?

- Nie wierzę w to! Jacek to typ trenera, który zawali własne, prywatne sprawy, czas z rodziną, sen i wiele innych rzeczy, by pomóc zawodnikowi. Sam widziałem to wiele razy. Trochę ponad rok temu jedna z zawodniczek kadry miała problem z "kolanem skoczka", Jacek zadzwonił do mnie o godzinie 23 i konsultowaliśmy się wtedy we trzech m.in. z fizjoterapeutą reprentacji Marcinem Kąkolem, a następnego dnia spotkaliśmy się, by ją diagnozować. Jacek, Marcin i ja byliśmy na telefonach do trzeciej nad ranem. Moja żona zasugerowała kiedyś nawet żebyśmy ślub wzięli, ale będę odważniejszy od niektórych osób w środowisku i dokonam coming outu: jestem zadeklarowanym heteroseksualistą, kocham moją żonę Agnieszkę a w domu zawsze czekają na mnie dzieci i ulubieniec nie tylko nasz, ale również niektórych siatkarek.

Idźmy dalej: czy trener dbał o jasne porozumiewanie się z zawodniczkami, skoro nawet o powołaniach do kadry one dowiadywały się z mediów?

- Kolejna bzdura - to działa inaczej. Trener rozmawia z każdą zawodniczką telefonicznie lub bezpośrednio. Sam pamiętam, jak Jacek przyjeżdżał na mecze klubowe. Oglądaliśmy je razem, a później rozmawiał z zawodniczkami. Po akceptacji zawodniczek wysyłane są powołania. Niemożliwe jest tu dowiadywanie się z mediów, ponieważ sztab Jacka jest hermetyczny.

Zawodniczki grające w zagranicznych klubach mówią, że trener Nawrocki ich nie odwiedza, że zupełnie nie zna się z ich trenerami klubowymi - czy to się nie łączy z zarzutem o brak psychologicznego i mentalnego wsparcia?

- Zawodnik nie powinien krytykować, nie mając pojęcia o narzędziach z jakich korzysta trener. Czy siatkarki wiedzą, że trener kadry, nie tylko pierwszy, ma dostęp do serwera, na którym może oglądać mecze, a nawet sparingi? Z tego co widziałem, na meczach Polek nie było ich trenerów klubowych. Zresztą, powtarzam - zawodnik proponuje trenera prezesowi związku, czyli "ogon merda psem". Jacek jest świetny w coachingu. Na dowód popatrzmy na Bartka Kwolka, Kubę Kochanowskiego i spytajmy naszych złotych siatkarzy z rocznika 1997. Oni byli kształtowani przez Jacka i wiedzą, że zawodnik musi nad sobą pracować, a nie szukać afer. Wczoraj nasza legenda, Małgorzata Glinka, powiedziała, że im szybciej dziewczyny zrozumieją, że powinny zająć się graniem tym lepiej i korzystniej dla ich karier.

Zostańmy przy sposobie prowadzenia zawodniczek i komunikowania się z nimi - czy po przegranym 2:3 meczu z Belgią i mając następnego dnia jeszcze trudniejszy mecz z Italią dobry trener-psycholog widząc podłamane siatkarki może przyznawać, że nie wie jak podnieść zespół? I czy Nawrocki nie przyznaje się do porażki na tym polu, jeśli dzień później, po zwycięstwie nad Italią, mówi, że w sferze mentalnej nie zrobił nic, po czym dziękuje zawodniczkom, że same się pozbierały?

- To jest właśnie coaching. Widziałem trenera, który podchodzi do doświadczonego zawodnika i mówi mu co zrobił źle podczas biegu i widziałem reakcję tego zawodnika, bardzo utytułowanego - tu nie było porozumienia i nie mogło być, bo kurz był w powietrzu. Każdy musi mieć chwilę po meczu dla siebie. Sztab na bank nie zmrużył oka tamtej nocy. Jacek Nawrocki kompletuje zawsze świetne sztaby i dokładnie dobiera nawet trenerów wspomagających, odpowiadających na przykład za stanie na stole i bombardowanie piłkami dziewczyn ćwiczących przyjęcie. Jak ktoś nie zna fachu i nie wie, ile wysiłku kosztuje nas trenerów organizacja i planowanie, niech się nie wypowiada. Pamiętam jedno z pierwszych zgrupowań na których Maciek Tietianiec dostał przezwisko „Magda Gessler”, bo już w pierwszym sezonie pracy Jacka w kuchni w Szczyrku odbyły się kuchenne rewolucje. Dla jednej z zawodniczek był nawet pieczony specjalny chleb. Po tamtej porażce z Belgią Jacek Nawrocki drużyny nie zostawił, on pozwolił by kurz opadł i przygotował materiały na odprawę na następny dzień - na bank każda minuta była zaplanowana tak by zbudować dziewczyny pod następny mecz. Natomiast jeżeli ktoś potrzebował trzymania za kolano, przytulania i głaskania, to nie ten adres. Mówimy o Jacku Nawrockim, czyli o czołówce trenerskiej w siatkówce.

Zostańmy jeszcze przy meczu z Belgią, bo tam trener zaskakiwał, zdejmując z boiska Magdalenę Stysiak, mimo że ratowała nasz zespół w ataku. Gdy później zapytałem, dlaczego to robił, czy to nie był błąd, odpowiedział, że taki jest jego styl, że on nie jest trenerem, który ryzykuje. Czy to nie jest przykład błędu w prowadzeniu meczu?

- Czy gdyby mecz został wygrany, to pojawiłoby się to pytanie? Wważam, że człowiek przygotowany merytorycznie zadałby je bez względu na wynik. Fakt, Jacek na nie odpowiedział wyczerpująco. Ale jego wybór to żaden błąd - czasem możesz pójść w prawo, czasem w lewo i ocena będzie różna, zależnie od wyniku. Dlaczego nikt nigdy nie pyta jakie są powody wygranej?

Dlaczego Nawrocki bardzo często mówi, że dużo brakuje nam do takiego czy innego zespołu, dlaczego kiedy zawodniczki nie boją się mówić, że chcą grać o medal ME, on przekonuje, że trudno będzie wyjść z grupy? Dlaczego przed meczami z Serbią czy Włochami stwierdza, że wygramy, jeśli do hali nie przyjadą liderki rywalek - Bosković i Egonu? Nie dziwię się, że takie wypowiedzi zawodniczki Nawrockiego odbierają jako brak wiary w nie.

- Kiedyś słyszałem na konferencji prasowej jak trener Giovanni Guidetti na pytanie jak zatrzymać najlepszą Chinkę powiedział, że najlepiej by było, gdyby nie przyszła na mecz. Wszyscy się zaśmiali, odebrali to jako żart. Jestem pewny, że Nawrocki też żartował. Spójrzmy na fakty. Czy znamy prędkości z jakimi one atakują? Kto może się im przeciwstawić? Martyna Grajber? Nie żartujmy. Pułap ataku czy siła jest po stronie tamtych siatkarek. Gołym okiem było widać, że w trakcie ME Grajber ma problem z dźwignięciem tego, że nie jest w "szóstce". Wchodziła do gry i była spóźniona w wielu elementach. Dostała szansę, by się pokazać i wykorzystała ją jak potrafiła. Wszystkie te rzeczy widziała moja 11-letnia córka, która po wygranym meczu z Włoszkami poprosiła, żebym zrobił wszystko, by poznała Paolę Egonu. Wybrała idolkę, widząc gołym okiem jej potencjał. Dlaczego nikt nie potrafi powiedzieć: Włochy mają Egonu która jest galaktyczna, a nasze dały radę? Trener ocenił jej potencjał. Cieszmy się z tego, że odpowiednio określamy potencjał rywalek i wyszukajmy elementy, dzięki którym mimo to będziemy mogli wygrać. Wy dziennikarze spytajcie o te elementy i nie popadajmy w nadmierny optymizm.

Kolejna kwestia - jest Pan przekonany, że trener Nawrocki nie oczekiwał od zawodniczek gry kiedy miały poważne problemy zdrowotne, jak Malwina Smarzek-Godek?

- Nie wierzę w to, jest to niemożliwe. Dla Jacka liczy się człowiek. Nie będę mówił nazwiskami, ale sztab medyczny zrobił wszystko, by było jak należy i gdy jedna z zawodniczek jeździła na ostrzyknięcia, to Jacek do respektowanego czasu odpoczynku dodawał jeszcze czas od siebie. Zaznaczę, że ona też się podpisała, a była "szóstkową" zawodniczką. Zarzut ten uderza w Marcina Domżalskiego, lekarza kadry, który potrafił zawodniczki przyjmować w sobotę wieczorem w swoim prywatnym czasie poza zgrupowaniami kadry. Marcin to jest absolutny top lekarzy pracujących w sporcie. Nie róbmy jaj: wszystko zostało skonsultowane a tylko klasa sztabu kadry, Jacka Nawrockiego i lekarza zostawia stan medyczny zawodnika wewnątrz kadry.

Wiem, że sztab trenera Nawrockiego jest duży i że są w nim fachowcy, ale może - jak twierdzą zawodniczki - są w nim też osoby niekompetentne. Pan to wie, będąc bliżej ekipy niż ja?

- Ja nie jestem w tej ekipie, ale kieruje nią Jacek i ludzi oraz ich background znam bardzo dobrze. Jest to absolutny top. Ten zarzut niestety bije nie tylko w Jacka, ale w całe środowisko siatkarskie, w środowisko trenerskie. Wywołam do tablicy Waldka Kawkę, Irka Waleczka, Jacka Pasińskiego, Maćka Zendeła, Maćka Bartodziejskiego, Sebastiana Pawlika, Eduardo Romero - każdy z nich ma bogate CV i wiedzę. Niektórzy z nich nadal pracują z Jackiem, niektórzy dalej w SMS-ie w Spale. A zawodniczki jakie doświadczenie trenerskie mają? Jakie wykszatłcenie, jaką wiedzę? Może odrobinę praktyki, ale to wszystko. Dla przykładu pani kapitan lepiej by zrobiła, gdyby wolny czas zamiast na kręcenie afery poświęciła na pracę nad poprawieniem sprawności. Na dziś wygląda jak nasz jedyny okręt podwodny, który pływa, ale nie strzela i nie jest zwrotny. Jak jakaś torpeda trafi to trafi, czasem nawet trzy czy pięć razy w meczu, ale żeby samemu wypuścić bombę to zapomnijmy - dynamika jak w ORP Błyskawica, uzbrojenie zresztą też. W kolejce są młodsze i lepsze. I to bardzo boli.

Zostawmy złośliwości. Jak dobrze zna Pan trenera Nawrockiego?

- Pracowaliśmy razem i myślę, że dobrze.

Jesteście teraz w kontakcie?

- Jacek może zadzwonić zawsze bez względu na porę, oczywiście że rozmawiamy ze sobą.

W swoim oświadczeniu trener nie odniósł się do żadnego zarzutu, za to napisał tak: "Jestem przekonany, że dziewczyny nie dadzą się dalej prowokować". Co to znaczy? Kto je prowokuje?

- Jak ja to mówię „człowiek zza pleców”. On wszystko robi rękoma innych, a ludzie czytający wywiad będą wiedzieli o kogo chodzi. Trzeba być głupim, by nie poskładać faktów i nie wykonać paru telefonów. Głupim jest ten, kto podnosi rękę na trenera i nie wykonuje swojej pracy.

Można zrozumieć, że trener nie chce publicznie się odnosić do tego, co wypunktowały zawodniczki, ale dlaczego przez dwa miesiące nie spotkał się z nimi i nie porozmawiał? Przecież wiedział, że już we wrześniu siatkarki poskarżyły się na niego do prezesa PZPS-u.

- Z pewnością Jacek analizuje grę zawodniczek i zastanawia się nad powołaniami. Jeździ na mecze i myślę, że jeszcze ma czas na podjęcie decyzji i podejmie rozmowy z siatkarkami, które chce powołać.

Czy rozważał albo rozważa rezygnację?

- Nie odpowiem na to pytanie. Prawdziwy mężczyzna nie odchodzi, kiedy coś zacznie i nie skończy. Wiem że dla pewnej części może to być niezrozumiałe. Jacek jakiś czas temu mógł zmienić posadę, ale nawet w rozmowie ze mną powiedział "Byłbym świnią, gdybym to zrobił". Dziś dziwię się Martynie Grajber, która w rozmowie ze mną jakiś czas temu była zachwycona Jackiem i komunikacją z nim, a teraz podpisuje się pod listami przeciw niemu. Szczerze? Żenujące.

Wiem, że trener Nawrocki wybiera się do Włoch. Słyszałem, że tylko do jednej zawodniczki - Malwiny Smarzek-Godek. Czy tylko o nią zamierza walczyć, a o Wołosz i Kąkolewską nie?

- Z tego co wiem, to miał tam być, ale szambo wybiło. Grupa powinna załatwić wszystko we własnym gronie i tyle w temacie. Gdybym ja był trenerem kadry, wiem jak bym postąpił, a czas pokaże co zrobi Jacek. Wiem i ufam, że jak zawsze, nawet podczas meczów, wybierze optimum.

Ile zawodniczek z 13 podpisanych pod listem Nawrocki może i chce przekonać do dalszej współpracy?

- Nie wiem i myślę, że dziś nie powinniśmy o tym myśleć. Pomyślmy o syfie, który jest i o jego powodach. Dziś bez względu na to kto poprowadzi kadrę w styczniu to jest już gotowe alibi na wypadek porażki. Popatrzmy co pewna grupa ludzi zrobiła trenerowi, zawodowi trenera, nie patrząc na jego rodzinę, przyjaciół czy też współpracowników. Jest to absolutny brak klasy, amatorszczyzna i minimalizm. Jest już dobrze, Nawrocki zrobił swoje, więc niech sp…la a nasz trener przyjdzie i będzie cacy? Określcie swój potencjał realnie drogie panie i pracujcie nad sobą, zajmijcie się pracą a nie aferami - tyle w temacie. Żadna z tych 13 zawodniczek nie dorównuje dla przykładu Jakubowi Wawrzyniakowi, który zawsze przychodził na trening i się cieszył z pracy, nie dywagował tylko pracował, a jak dzisiaj rozmawiamy, to mówi, że szkoda, że tego wszystkiego już nie ma. Ale on wziął ze swojego potencjału więcej niż 120 procent, bo ciężko pracował i nie gadał. Tego życzę reprezentantkom: by doszły do tych wniosków. Tego życzę też wielu innym zawodnikom, bo potencjał polskiego sportu jest przeogromny i mimo wielu sukcesów uważam, że wielokrotnie jest niewykorzystywany w pełni. Z ich strony oczekiwałbym "przepraszam", pokory, ciężkiej pracy i szczerości. Wiem, że Jacek zawsze czas poświęci dla każdego, bo takim jest człowiekiem. I nawet ta sytuacja go nie zmieni.

Więcej o: