Sport.pl

Bałagan w siatkarskim kalendarzu służy Polakom. "Najwięcej zyskał Karol Kłos"

- Nic by się nie stało, gdyby Bartosz Kurek został na Pucharze Świata o jeden dzień dłużej. Bałagan w kalendarzu międzynarodowych rozgrywek służy Polsce, a Rosja widząc co robimy zaczyna nas naśladować. W tym roku błysnęła młodzież, ale najwięcej zyskał debiutujący u Vitala Heynena Karol Kłos - reprezentacyjny sezon 2019 w siatkówce podsumowujemy z Ryszardem Boskiem, mistrzem świata i mistrzem olimpijskim oraz były trenerem reprezentacji Polski.

Łukasz Jachimiak: Jak się Panu podobał się Panu sezon 2019 w wykonaniu reprezentacji Polski?

Ryszard Bosek: Nie wiem, czy wszystko jeszcze pamiętam, tak dużo się działo.

To prawda, ale chyba po 48 meczach rozegranych w cztery i pół miesiąca i po 39 zwycięstwach najważniejsze jest to, że zawsze i wszędzie Polska była na podium?

- Zdecydowanie tak. Wiem jak ogromnym sukcesem jest wygranie mistrzostwa świata, więc bardzo doceniam sukces kadry sprzed roku. Ale utrzymywanie się w czwórce najlepszych zespołów w każdym turnieju to coś jeszcze więcej, to dowód, że działa cały system, że wiemy jak osiągać kolejne sukcesy. Trzecie miejsce w mistrzostwach Europy, drugie miejsce w Pucharze Świata, a wszystko osiągnięte już po najważniejszym punkcie sezonu, czyli po wygraniu kwalifikacji do igrzysk - to jest jest potwierdzenie, że zespół trzyma poziom. W Polsce mamy dzisiaj taki ruch w siatkówce i tylu dobrych zawodników, że chyba nie ma drugiej dyscypliny sportu z tak dobrą sytuacją. A już nie mówię nawet o tym, że w świecie siatkówki nikt nie ma takiego bogactwa jak my. Idzie nam świetnie, kolejni zawodnicy się objawiają i pomagają wygrywać kolejne medale - chyba długo to będzie trwało.

Docenił Pan brąz ME i srebro PŚ, ale nie zapominajmy o brązie Ligi Narodów. Miło było czytać teksty Brazylijczyków rozczarowanych dwiema porażkami w Final Six z "polskimi rezerwami".

- Paradoksalnie te nasze rezerwy osiągnęły największy sukces dla kadry w całym sezonie. No, może większym był awans na igrzyska. Ale medal Ligi Narodów granej bez podstawowych zawodników to była najmilsza niespodzianka. Tamten zespół pokazał, że nie zasługuje, by go nazywać rezerwami. Tamten zespół dał nam wszystkim odczuć, że trener Vital Heynen będzie miał duży problem z wybraniem 12 zawodników na igrzyska.

Kłopot bogactwa trener ma na każdej pozycji, a na której według Pana rywalizacja jest największa?

- Nie ma takiej pozycji, na której wszystko jest jasne. Młodzi pograli, podnieśli swój poziom, nabrali doświadczenia. Ale jestem przekonany, że na igrzyska będą wybierani ci, którzy są w formie i mają doświadczenie.

Czyli młodzi pograli i powygrywali, ale najwięcej w tym roku zyskał wracający po przerwie Karol Kłos?

- Środkowych mamy świetnych, a miejsc dla nich mało [na igrzyska pojedzie trzech], ale Karol po wyleczeniu kontuzji i po złapaniu oddechu pokazał jakie ma umiejętności i jak bardzo w trudnych momentach potrafi pomóc swoim doświadczeniem. Chwała mu za taki powrót do kadry.

Myśli Pan, że młodsi i coraz lepsi Marcin Komenda i Maciej Muzaj nie wygryzą z kadry starszych Grzegorza Łomacza i Dawida Konarskiego?

- Teoretycznie mogą, ale wydaje mi się, że trener raczej postawi na doświadczenie. My na olimpijski turniej pojedziemy jako faworyci i trzeba będzie to wytrzymać.

Czyli gdyby Heynen musiał wybierać dzisiaj, to postawiłby na Łomacza i Konarskiego?

- Myślę, że najważniejszy jest powrót Bartka Kurka. Widzimy, że wyzdrowiał, on na pewno będzie główną siłą drużyny. A wybór drugiego atakujące będzie zależał od strategii trenera.

A propos Kurka - zdziwił się Pan, że wyjechał z Pucharu Świata akurat wtedy, kiedy graliśmy z Brazylią i mieliśmy jeszcze szanse na złoty medal?

- Trochę tak. Nic by się nie stało, gdyby jeszcze ten jeden mecz rozegrał. Wiem, wszyscy mówią, że taki był plan. No dobrze, było jak było. Natomiast co do tych lotów i powrotów, co do wysyłania bardzo szerokich grup na różne turnieje, to całe szczęście, że Polski Związek Piłki Siatkowej najwyraźniej nie ma problemów finansowych. Takie latanie, przecież nie tanimi liniami, to kosztowna sprawa.

Trudno mówić o rozrzutności, gdy władze światowej i europejskiej siatkówki fundują najlepszym takie atrakcje jak tylko dwa dni przerwy między końcówką mistrzostw Europy we Francji a początkiem Pucharu Świata w Japonii.

- Oczywiście. To urąga zasadom normalnego grania. I pokazuje bardzo słabą pozycję europejskiej federacji. Inne kontynenty miały sensownie poukładane kalendarze. Europa miała też mieć więcej miejsc dla swoich drużyn na igrzyskach, a ciągle ma mało. To dziwne, też patrząc na zainteresowanie siatkówką. Jak myśmy kiedyś w dawnych czasach jeździli do Japonii na Puchar Świata, to na mecze przychodziło mnóstwo ludzi. A teraz widziałem, że hale były puste.

Z drugiej strony, im więcej bałaganu, tym dla nas lepiej. My mogliśmy rozegrać 20 meczów w 32 dni i zdobyć medale zarówno na mistrzostwach Europy, jak i w Pucharze Świata, a inne drużyny z Europy zupełnie sobie nie poradziły - popatrzmy na Rosję i Włochy.

- Tak, zdecydowanie tylko Polska może coś takiego wytrzymać. I jeszcze na tym skorzystać. My sobie ogrywamy talenty. I nawet jeszcze nie wszystkie talenty zdążyliśmy zobaczyć w akcji, bo przecież taki Szymura sobie wychodzi i od razu zostaje zawodnikiem meczu. Mamy mnóstwo zdolnych zawodników, dla nas takie szaleństwo grania jest bardzo dobre. A na Rosję patrzę i widzę, że ona patrzy na nas. Teraz za wszelką cenę stara się promować swoich młodych zawodników. Poświeciliśmy bardzo dobrym przykładem, ale jesteśmy wyraźnie z przodu. Zaraz nam się zacznie liga, będzie grało wielu młodych i za kilka miesięcy Heynen pewnie będzie myślał o kilku nazwiskach, których teraz jeszcze w kadrze nie miał.

Myśląc o igrzyskach widzi Pan Polskę na podium, czuje Pan, że tym razem już się musi wreszcie udać, czy jednak trochę się Pan boi, że choć idzie nam świetnie, to znów możemy się zatrzymać tylko na ćwierćfinale?

- Jestem przekonany, że przyszła pora na złoty medal dla Polski. Mamy ogromną szansę i tej szansy nie wolno zmarnować. Powinniśmy mówić o tym otwarcie i już teraz. Żeby siatkarze się do tej myśli przyzwyczaili. Nie czekajmy ze stawianiem ich w roli faworyta do ostatniego miesiąca przed igrzyskami, bo wtedy ciśnienie zrobi się za duże.

Więcej o:
Komentarze (11)
Bałagan w siatkarskim kalendarzu służy Polakom. "Najwięcej zyskał Karol Kłos"
Zaloguj się
  • eiran

    Oceniono 7 razy 7

    Ani słowa o Leonie? Z całym szacunkiem dla Kurka, Kubiaka, rozgrywających czy środkowych - to nasz najlepszy siatkarz. Wypada go docenić.

  • bordur

    Oceniono 3 razy 3

    Pan Karol, to klasa, jest nie tylko dobrym graczem, ale rowniez bardzo skromnym i wywazonym czlowiekiem. Brawo i gratulacje !!

  • darek638

    Oceniono 3 razy 1

    Dzięki Rysiu, że wspomniałeś o Szymurze. To tęgi cwaniak bez
    kompleksów o spojrzeniu zadziory z sąsiedztwa. Może właśnie
    z tego a nie sportowego powodu mniej się o nim mówi.
    Z Bednorzem też musi być jakaś tajemnica, bo niemożliwe jest
    aby chłopak z serie A nie znajdował się w ścisłej kadrze.
    Heynen jest genialnym trenerem ale może przerasta go ilość
    zawodników, których musi sprawdzać.

  • mohyl

    0

    no cóż, Iran wymagań wysokich nie postawił ( w całym turnieju ) ale jedyny niezawodny to Michał Kubiak bez względu na przeciwnika

  • wigs

    Oceniono 2 razy 0

    Nishida został najlepszym atakującym turnieju, facet ma 186 cm wzrostu, niesamowite. Patrząc na grę Japończyków widać jak fantastyczna i widowiskowa może być siatkówka.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX