Sport.pl

Siatkówka. Mateusz Bieniek: Ze srebra też będziemy się cieszyć. Każdy chce już wracać do domu

- Do Japonii jechaliśmy po złoto. Srebro jednak też będzie nas cieszyć - mówi w Sport.pl środkowy polskiej kadry siatkarzy, Mateusz Bieniek. Przed zespołem Vitala Heynena ostatnie spotkanie turnieju z Iranem. Zwycięstwo da Polakom srebrny medal Pucharu Świata.

Czy przed starem Pucharu Świata 2. miejsce wzięlibyście w ciemno?
Mateusz Bieniek: - Jechaliśmy na ten turniej po to, by go wygrać. Wiedzieliśmy jednak, że w nogach mamy ciężkie mistrzostwa Europy. Trudno było nam wejść z marszu w kolejny turniej. Jeśli uda nam się wygrać z Iranem, to srebro również będzie nas bardzo cieszyć.

Którego meczu bardziej pan żałuje - spotkania z USA czy Brazylią?
- Zarówno ze Stanami, jak i z Brazylią mieliśmy swoje szanse. Wydaje mi się jednak, że to w spotkaniu z Canarinhos prezentowaliśmy lepszą siatkówkę. Szkoda, że przegraliśmy te dwa spotkania. Nie zmienia to faktu, że zaprezentowaliśmy się w nich całkiem nieźle. Dla rywali, z którymi przegraliśmy, ten turniej po kwalifikacjach olimpijskich jest bardzo ważny. My na ten sezon mieliśmy inne cele, które w większości wykonaliśmy.

Heynen: Nie robię nic, czego nie lubiłem jako zawodnik [WIDEO]

Vital Heynen mówi, że drugi sezon jego drużyn zazwyczaj jest lepszy niż pierwszy. Tak jest też w waszym przypadku?
- W mojej ocenie był równiejszy. Z każdego turnieju, w którym graliśmy, coś przywoziliśmy. Z mojego wcześniejszego doświadczenia z trenerem Stephanem Antigą drugi sezon był słabszy, a trzeci to już w ogóle... Brąz Ligi Narodów, kwalifikacja olimpijska zdobyta za pierwszym podejściem, 3. miejsce mistrzostw Europy to dużo. Tak, to prawda, że na tej ostatniej imprezie jechaliśmy po złoto, ale nadal osiągnęliśmy najlepszy rezultat ostatnich 8 lat.

Zaczął się pan już nim cieszyć?
- Myślę, że tak. Kiedy przyjadę do domu po długich wojażach z reprezentacją i powieszę brąz razem z resztą medali, na pewno jeszcze wyraźniej zobaczę, że zdobycie go to duża rzecz.

Szczególnie, że w pierwszym sezonie po mistrzostwie świata 2014 na mistrzostwach Europy zajęliście 5. miejsce również po przegranej ze Słowenią. Niewiele osób o tym pamięta.
- Pamiętam to doskonale, ponieważ był to mój pierwszy sezon w reprezentacji. Wiem, jak trudny był dla nas wtedy ten turniej. Tegoroczne wyniki potwierdzają więc, że zrobiliśmy progres. Z tego należy się cieszyć.

Czuje się pan lepszym zawodnikiem po tym sezonie kadrowym?
- Nie wiem. Nich inni to oceniają - zarówno kibice, jak i trenerzy. Fizycznie na pewno jestem zmęczony. To był bardzo długi sezon. Zaczęliśmy go w maju, a skończymy go dopiero w połowie października. Każdy czuje trudy tych ostatnich miesięcy. Tym bardziej doceńmy to, że ten czas kończymy bez poważnych kontuzji.

Dochodziły do nas głosy, że już raczej nie trenujecie, i że każdy z uczestników Pucharu Świata głośniej niż o kolejnym rywalu mówi o tym, by wracać do domu. To prawda?
- Na treningi nie ma czasu, ponieważ sama podróż do hali trwa 30-40 minut. W tym czasie można by zrobić normalną jednostkę treningową. Każdy chce już jechać do domu. Przed nami jeszcze jeden mecz, ale mamy świadomość, że z dala od rodzin jesteśmy już 1,5 miesiąca. To daje się we znaki.

Grał pan w podstawowym składzie w czterech meczach - z Rosją, Argentyną, USA i Brazylią. 3 z 4 rywali określamy zawsze mianem bardzo wymagających dla polskiego zespołu. Vital Heynen na pana w nich postawił. To coś oznacza?
- Trzeba o to zapytać Vitala. (śmiech) Mam delikatne problemy z kolanem - wdał się lekki stan zapalny, stąd też fakt, że nie gram często. Poza tym mamy czterech środkowych, więc trener musi podzielić mecze, by każdy pograł w nich mniej więcej równo.

Na pana pozycji jest jednak spora rywalizacja - jest pan, Norbert Huber, Jakub Kochanowski, Karol Kłos i Piotr Nowakowski, który nie przyjechał do Japonii. Czujecie to, że walczycie o igrzyska w Tokio, bo miejsc dla całego składu jest tylko 12?
- Na pewno. Mamy bardzo mocny środek. 4-5 zawodników prezentuje bardzo wysoki poziom. Każdy z nas chce jechać na igrzyska, więc dajemy z siebie "maksa", by Vital zabrał nas na tę najważniejszą imprezę.

Fabian Drzyzga wspomniał ostatnio, że może pan się pochwalić największą kolekcją zabawek wygranych na japońskich automatach. Z jakiej były one bajki?
- "Dragon Ball", którą pamiętałem z dzieciństwa. Zapakuję je i wezmę do Polski. W Fukuoce mieliśmy trochę czasu, więc korzystaliśmy z pobliskich automatów. Powieszę, którejś figurce medal Pucharu Świata na szyję. (śmiech)

Jak zabijacie monotonię ostatnich dni Pucharu Świata?
- Gramy w karty i oglądamy seriale.

Wraca pan jeszcze do Polski przed sezonem ligowym?
- W Polsce ląduję w środę o 0:00. Na drugi dzień o 13:00 wylatuję do Włoch. Wezmę jedną torbę i opuszczam kraj. Parę dni później manager przywiezie mi większość rzeczy moim samochodem.

Sprawdzał już pan, z kim przyjdzie grać na pierwszy ogień Cucine Lube Civitanova?
- Tak, zagramy z zespołem z Piacenzy.

Beniaminek jest to nietypowy - występują w nim Fei, Stanković, Yudin, Krsmanović czy Gabriele Nelli. To spore wyzwanie. Stres jest?
- Mimo że jest to beniaminek, to będzie walczył o play-off. Skład drużyny jest bardzo ciekawy i z tego, co wiem, w ciągu kilku lat ma walczyć o medale. Nie można lekceważyć tej drużyny. Stresu nie będzie, ale wiem, że przed nami trudny rywal.

Jak zagra się z Andreą Gardinim jako trenerem rywala?
- Jak był trenerem w Olsztynie, to wygrywaliśmy z jego zespołem. Mam nadzieję, że tym razem wynik będzie taki sam. (śmiech)

Więcej o:
Komentarze (1)
Siatkówka. Mateusz Bieniek: Z dala od rodzin jesteśmy już 1,5 miesiąca. To daje się we znaki
Zaloguj się
  • thedymero

    Oceniono 1 raz -1

    Wiwat Polska!
    Przegraliśmy oba spotkania z rywalami do złota
    A i tak będziemy cieszyć się ze srebra
    Dzięki Jankesi

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX