Sport.pl

Rozważny i romantyczne. Czy Jacek Nawrocki poprowadzi polskie siatkarki po medal ME?

One mówią "Chcemy medalu", on mówi "Przestrzegam wszystkich, żebyśmy nie zwariowali". Czy w piątym sezonie pracy z reprezentacją Polski siatkarek Jacek Nawrocki poprowadzi ją do medalu mistrzostw Europy? Właśnie mija 10 lat od brązu ME 2009 w Łodzi. I właśnie w Łodzi Polki rozegrają teraz większość swoich meczów. W piątek o godzinie 20.30 gramy ze Słowenią. Relacja na żywo na Sport.pl.

Dziesięć lat temu w kadrze brązowych medalistek była tylko jedna z tych zawodniczek, które o medal chcą powalczyć teraz. Paulina Maj miała wtedy 22 lata. Teraz nasza libero nazywa się Maj-Erwardt, jest jedyną mamą w naszej 14-osobowej kadrze i jedną z zaledwie trzech 30-latek w tej grupie.

Idzie nowe. Wreszcie idzie. W końcu są dobre wyniki, jest odpowiednia atmosfera. I wracają nadzieje. Jeśli czegoś może Polkom do medalu zabraknąć, to doświadczenia. Nawrocki słusznie podkreśla, że Włoszki, z którymi zagramy na koniec fazy grupowej, Rosjanki, które możemy spotkać w ćwierćfinale, Serbki, Turczynki czy Holenderki obecne w drugiej połowie drabinki to zawodniczki lepiej sprawdzone w meczach o najwyższą stawkę.

Wilfredo Leon po meczu ze Słowenią

Z kim jeśli nie z nimi? Gdzie jeśli nie u siebie? Kiedy jeśli nie teraz?

Ale trener mówi też tak: "Faworyci naszej grupy to Włochy i Belgia. Ale skład Słowenek i Ukrainek, z wieloma zawodniczkami z najmocniejszych europejskich lig, pokazuje, że te zespoły również pretendują do gry w 1/8 finału". I tu już trzeba stawiać sprawę trochę inaczej.

Tak, mamy tylko trzy zawodniczki, które grają w siatkarskiej ziemi obiecanej, czyli w Italii. Ale to pozwala nam tworzyć kręgosłup drużyny, bo i atakująca Malwina Smarzek-Godek, i rozgrywająca Joanna Wołosz są praktycznie nie do zastąpienia, a środkowa Agnieszka Kąkolewska daje nie tylko centymetry, ale też pewność, nie bez powodu to ona jest kapitanem zespołu. Słowenki i Ukrainki takich zawodniczek nie mają. W ich kadrach nie znajdziemy ani jednej siatkarki, która ostatni sezon spędziłaby we Włoszech.

To prawda, że przez długie lata słabej gry Polska bardzo spadła w światowym rankingu FIVB. Obecnie jesteśmy notowani na dopiero 26. miejscu. Ale Słowenki i Ukrainki są jeszcze niżej - odpowiednio na 39. i 52. pozycji.

Z kim jeśli nie z nimi, gdzie jeśli nie u siebie i kiedy jeśli nie teraz mamy wygrywać? Trzeba sobie powiedzieć jasno: mamy zespół wyraźnie lepszy nie tylko od debiutującej w mistrzostwach Portugalii, ale też i od Słowenii, i od Ukrainy. A od Belgii na pewno niegorszy. Gdy w maju i czerwcu Polki wygrywały w Lidze Narodów z Brazylią i Rosją, Słowenki i Ukrainki występowały tylko w Lidze Europejskiej. Zaledwie kilka tygodni temu nasze dziewczyny wchodziły do Final Six, m.in. pokonując Belgijki (3:1 na ich terenie, w Kortrijku). Smarzek zostawała wtedy najlepiej punktującą w historii rozgrywek. A zaledwie trzy tygodnie temu omal nie poprowadziła nas na igrzyska.

"Do meczu z Włoszkami dziewczyny powinny wszystko wygrać"

Na początku sierpnia we Wrocławiu sensacja wcale nie była daleko. W meczu decydującym o awansie do tokijskiego turnieju Polki miały wszystko, żeby doprowadzić do tie-breaka z Serbkami. Niestety, przy stanie 1:2 w setach i 23:17 w czwartej partii naszym dziewczynom faktycznie zabrakło doświadczenia. Ale zabrakło go w starciu z aktualnymi mistrzyniami świata, mistrzyniami Europy i wicemistrzyniami olimpijskimi, a nie ze Słowenkami, Ukrainkami czy nawet Belgijkami.

- Absolutnie się nie spodziewam, żeby dziewczyny zaliczyły jakąś wpadkę. Do meczu z Włoszkami powinny wszystko wygrać - mówi tuż przed startem turnieju Magdalena Śliwa. Dwukrotna mistrzyni Europy, rozgrywająca "Złotek", tłumaczy, że Jacek Nawrocki wreszcie zbudował zespół, który ma się czym pochwalić i czym postraszyć rywali. - Bardzo dobrze funkcjonuje nasz blok, mamy bardzo dobrą atakującą, świetną rozgrywającą, a nasze środki są wysokie i jeśli tylko mamy przyjęcie, to nasza gra może być bardzo kombinacyjna, urozmaicona. Potencjał w naszej drużynie naprawdę jest. A jeszcze Magda Stysiak z dnia na dzień nabiera boiskowego doświadczenia, obycia na najwyższym poziomie i to na pewno będzie procentować. Wierzę, że już na tych mistrzostwach, że dziewczyna już teraz pokaże, na co ją stać - analizuje Śliwa.

Narodziny gwiazdy?

Urodzona w grudniu 2000 roku Stysiak to materiał na wielką gwiazdę. Po mistrzostwach wyjedzie do Włoch, tam będzie się uczyć jak najlepiej wykorzystywać swoje świetne warunki fizyczne (aż 202 cm wzrostu). - To jest ideał. Jak Magda zacznie być bardzo regularna w przyjęciu, to będzie potęgą - mówi Śliwa.

Stysiak skuteczna na lewym skrzydle, a Smarzek-Godek jak zawsze niezawodna na prawym - to warunek pewnie konieczny do pokonania Włoszek, zdecydowanie najtrudniejszych rywalek w pierwszej fazie mistrzostw. Jeśli Polki wygrają grupę, pewnie w ewentualnym ćwierćfinale (najpierw trzeba jeszcze wygrać 1/8 finału, ale ta drużyna nie może nie wygrywać z Białorusią czy Słowacją) zagrają z Niemkami, a nie Rosjankami. A z Niemkami mierzyły się w tym roku już cztery razy i cztery razy wygrały. Ostatnio 3:2 i 5:0 u nich, w sparingach tuż przed mistrzostwami.

Cel jasny - Turcja

Na ME 2015 trzy porażki w pięciu meczach i odpadnięcie w ćwierćfinale. Na ME 2017 tylko cztery mecze, z czego dwa przegrane i powrót do domu już po barażu o ćwierćfinał - za trwającej już długo kadencji Nawrockiego nie było jeszcze dobrego dużego turnieju z udziałem Polek. A nawet dużych turniejów z udziałem Polek było niewiele. Uciekły igrzyska w Rio po eliminacjach w których zespół przegrał wszystkie trzy mecze. Uciekły MŚ 2018 po eliminacjach w Warszawie przegranych nie tylko z Serbią, ale też z Czechami.

Jasne, że trener Nawrocki nie trafił na takie pokolenie jak prawie dwie dekady temu Andrzej Niemczyk. Pewnie, że potrzebował czasu, by najpierw kandydatki na reprezentantki znaleźć, a później reprezentantki z nich zrobić. Ale czas dostał i już zbudował drużynę, z której słychać, że nie boi się marzyć. Każda z siatkarek przyznaje, że myśli o medalu, tak jak każda niedawno wierzyła, że można wygrać z

Serbią i jej kosztem jechać na igrzyska. Cel jest jasny - przez Łódź dojechać do Ankary, by tam na początku września powalczyć o medal. A później, dzięki takiemu krążkowi, nabrać jeszcze więcej wiary w siebie i w styczniu wrócić do Turcji na kolejną walkę - o ostatnie miejsce dla reprezentacji z Europy w olimpijskim turnieju w Tokio.

Więcej o: